Reklama

Rój pszczół na przyszpitalnym żywopłocie. Strażacy ruszyli do nietypowej akcji

W środę 20 maja, późnym wieczorem, na terenie Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego zrobiło się niespodziewanie gorąco. Grubo po godzinie 20 na przyszpitalny parking zajechał wóz Państwowej Straży Pożarnej z Radomska. Tym razem nie chodziło o pożar ani wypadek, lecz o rój pszczół, który obsiadł żywopłot otaczający parking.

 

O 20.45 dyżurny PSP w Radomsku odebrał telefon od pracownika szpitala. Mężczyzna zauważył, że na krzewach rosnących wokół parkingu nagle pojawiła się wielka, gęsta chmura owadów, która po chwili zaczęła obsiadać gałęzie. Pszczoły dosłownie je oblepiły. Rój znalazł się tuż obok miejsc, gdzie poruszają się pacjenci, personel i odwiedzający, więc zagrożenie było bardzo realne i nie dało się go zignorować. Trzeba było działać od razu, bo nikt nie chciał ryzykować użądleń u chorych czy starszych osób.

Reklama

Takie nagłe „wyjście z ula” to dla pszczół naturalny sposób na przetrwanie gatunku. Kiedy w ulu robi się zbyt tłoczno, stara matka opuszcza go razem z częścią robotnic i wraz z nimi szuka nowego miejsca, gdzie powstanie świeża rodzina. W poprzednim ulu zostają młode pszczoły oraz matecznik z nową królową, która wkrótce przejmie rządy nad tym, co zostało z dawnej społeczności.

Strażacy z Radomska znają już podobne sytuacje z wcześniejszych wyjazdów, więc wiedzieli, co robić. Sięgnęli po tzw. rojnicę, czyli najprościej ujmując drewnianą skrzynkę, do której ostrożnie, bez gwałtownych ruchów, strząsali owady z gałęzi żywopłotu, miejscami niemal ciemnych od pszczół. Kluczowe było jedno: jak najszybciej „zaprosić” do środka królową. Gdy matka pszczela trafi do rojnicy, reszta roju zwykle w ciągu około piętnastu minut podąża za nią i sama zlatuje się do środka.

Reklama

Po kilkunastu minutach większość owadów siedziała już spokojnie w skrzynce i można je było bezpiecznie przewieźć. Rój nie został wypuszczony w przypadkowym miejscu. Strażacy mają specjalną listę pszczelarzy, którzy deklarują, że przyjmą takie „bezdomne” roje do swoich pasiek. Taka decyzja zawsze wiąże się z ryzykiem, nowy rój może być chory i zagrozić całej pasiece, dlatego nie każdy pszczelarz się na to decyduje.

– Na szczęście nie było osób poszkodowanych – podkreśla rzecznik PSP w Radomsku, Marek Jeziorski. – Strażacy zabezpieczyli teren i zebrali owady do rojnicy. Później pszczoły trafiły do siedziby jednostki, skąd zostały przekazane pszczelarzowi – dodaje.

Reklama

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/05/2026 10:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości