Reklama

Płoną trawy i szumią knieje, podpalacze są wśród nas

W 2025 roku odnotowano 406 pożarów, do poniedziałku 29 czerwca już 289. Rok temu pożarów lasów było 61, w tym półroczu już 47. W czasach zmian klimatycznych takie działania powodują jeszcze większe spustoszenia

 

Strażacy mówią ostrożnie, że może nie ma ich jakoś zdecydowanie więcej, ale na pewno nie jeżdżą do takich pożarów rzadziej niż rok, dwa czy pięć lat temu. A to oznacza, że dobrze nie jest. Pozostaje przekonywać ludzi, że to kompletnie nie ma sensu i liczyć na to, że policjantom uda się złapać nie co tysięcznego, a co setnego podpalacza łąk czy lasów. Wtedy coś w tym temacie może się zmienić.

To ekstremalne warunki

Od kilku dni w lasach obowiązuje drugi stopień zagrożenia pożarowego. Mapa na monitorze w dyżurce komendy powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Radomsku pokazuje to bardzo dokładnie. W taki upał, kiedy wilgotność w lasach i na łąkach jest bardzo niska, alarm może odezwać się w każdej chwili. I trzeba będzie założyć na siebie wszystko to, co strażak musi mieć na sobie. Wejść do płonącego lasu, gdzie temperatura jest bardzo wysoka. Do tego od kilku dni z nieba leje się żar. Pewnie wszyscy strażacy trzymają kciuki za to, żeby nikt bezmyślnie nie zostawił gdzieś niedopałka albo pustej butelki, która może zadziałać jak soczewka. Dla wszystkich byłoby lepiej.

Reklama

Jak mówi Gazecie kapitan Marek Jeziorski, oficer prasowy radomszczańskiej straży pożarnej, w całym 2025 roku odnotowano 406 pożarów, do poniedziałku 29 czerwca już 289. Widać wyraźny wzrost, bo jeśli tendencja się utrzyma, to na koniec roku statystyki będą o wiele wyższe niż rok wcześniej.

W 2025 pożarów lasów było 61, w tym półroczu już 47. Jest jeszcze jedna statystyka, nazywa się „uprawy, rolnictwo” i obejmuje też pożary łąk i nieużytków, czyli wypalanie suchych traw. W 2025 strażacy gasili takie pożary 131 razy, w tym roku już 89.

Reklama

Strażacy, z którymi rozmawiamy, są bardzo doświadczeni. W niejednej akcji gaśniczej brali udział i niejedno widzieli. Nie są naiwni. Duża część takich pożarów to podpalenia. Mówią, że wśród ludzi w wieku 50+ wciąż panuje przekonanie, że trzeba wypalić jakiś teren, żeby potem to, co posieją, lepiej rosło. I tych chyba nic już nie przekona. Nie słuchają nikogo. Strażacy też nie są w stanie ich przekonać.

- No chyba, że starsza kobieta gdzieś na wsi dostanie mandat 500 zł od policjanta, jak już skończymy gasić, bo okazało się, że to ona podpaliła - słyszymy w rozmowie. - Tak, ta kobieta za rok już nie podpali, bo poczuła, że to sporo, a emerytura nieduża. Ale jak ktoś ma wysokie dochody, to taki mandat to dla niego żadna kara.

Reklama

Prawo zakazuje wypalania traw, grożą wysokie kary. Grzywna może sięgnąć 30 tys. zł. Sprawca może zostać ukarany mandatem do kilku tysięcy złotych, a sąd może orzec karę aresztu lub ograniczenia wolności.

Staramy się edukować i przekonywać

Nasi rozmówcy mówią, że od kilku tygodni w gminie Przedbórz grasuje podpalacz. Bo pożary lasów w okolicy Gór Mokrych to nie przypadek. Problem polega na tym, że nawet jeśli taki podpalacz nagra się na fotopułapkę z nadleśnictwa w pobliżu pożaru, to jeszcze nic nie znaczy.

- Powie, że przechodził, bo nie widać tam nic innego. I już. A przy okazji tych ostatnich podpaleń w jednym ze zgłoszeń ktoś powiedział, że widzi, jak jakiś mężczyzna odjeżdżał z tego miejsca na rowerze, jakby uciekał. I to mógł być grasujący tam podpalacz. Jeśli to prawda, to znów tam pojedziemy.

Reklama

Strażacy mówią, że przyczyn takiego zachowania może być wiele. - Bo ktoś lubi patrzeć na ogień, jest piromanem. Mieliśmy takie przypadki w powiecie w poprzednich latach i nawet chyba udawało się kogoś zatrzymać. Inni lubią jak przyjeżdżamy i gasimy, cieszy go, że coś się dzieje. A może cieszy go, że to on wszystko spowodował, ma jakąś dziwną i pewnie chorą satysfakcję.

Ci, którzy gaszą takie pożary, mówią, że wciąż niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne mogą one być.

- Przecież w takich warunkach jak dzisiaj ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie. To zresztą powód tych pożarów. Komuś wydaje się, że jest w stanie ogień na swojej łące kontrolować, że zagasi go, kiedy będzie chciał. Ale to żywioł, który w kilka sekund jest nie do opanowania. Po prostu pali się coraz więcej i coraz szybciej. Jeśli ogień został podłożony blisko zabudowań, to się może skończyć tragicznie. U nas też zdarzały się ofiary śmiertelne - przypominają.

Reklama

Inny przykład jest z drugiego końca powiatu. Pożar lasu, zaangażowane duże siły. Paliło się w środku około 60-letniego państwowego lasu. Dwa kilometry od Szczepocic. - To trudno dostępny teren, tam się nie wchodzi przypadkiem. Trzeba go znać. I to miejsce, bo to było podpalenie, zostało wybrane także dlatego, że podpalacza nikt nie mógł widzieć, mógł zrobić swoje. I po prostu zniknąć. Swoją drogą policjanci mają bardzo trudne zadanie - mówią strażacy. - W takim lesie, nawet jakby został nakryty na tym podpaleniu, to pewnie szybko by im uciekł. Miałby przewagę znajomości terenu.

Może gdyby częściej udało się złapać podpalacza, to inni dłużej zastanawialiby się, czy jednak podłożyć ogień? Strażakom pozostaje edukacja.

Reklama

- Staramy się edukować i przekonywać przy każdej okazji - mówi kapitan Jeziorski. - To jest jednak proces ciągły i musi trwać, ale mam nadzieję, że w końcu przyniesie efekt. Młodsze pokolenia do wypalania traw podchodzi już inaczej i mam nadzieję, że z czasem tendencja będzie się jednak odwracać. My robimy swoje - zapewnia.

Wojna hybrydowa

Strażacy mówią też o tych, którzy po prostu mają pecha, ale bardzo kosztownego. Jak w przypadku dużego pożaru, w którym spłonęła stodoła, garaż, samochód, komórki i samochód. Strażakom udało się uratować dom. Akcja gaśnicza trwała kilka godzin, a kolejnego dnia trzeba było tam wrócić i dogaszać, bo często ogień pojawia się na nowo.

Reklama

Jak słyszymy, wszystko, co w tej sprawie ustalono, wskazuje na to, że mieszkanka tej posesji chciała pozbyć się starych roślin i postanowiła rozpalić ognisko. Za blisko drewnianej stodoły. Co prawda ona się nie przyznaje, ale w tej sprawie powołany zostanie biegły, który ustali, od czego zaczął się ten pożar.

- A można było wrzucić te rośliny do worków na odpady zielone i śmieciarka by je zabrała - wzdychają strażacy.

Wskazują jeszcze na to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. - Wojna w Ukrainie cały czas nas dotyka. Chodzi o toczącą się wojnę hybrydową. Niedawno mieliśmy wielki pożar, 300 hektarów lasu koło Wołomina.

Reklama

Tam były ogromne siły i środki zaangażowane. Strażacy z województwa łódzkiego też tam byli. Ponad 60 z garnizonu w Łodzi. My też jechaliśmy na zmiany, dogaszać przez kilka dni. I co się wtedy dzieje? Zaczyna się pożar wysypiska w naszym województwie albo pali się w jakimś centrum handlowym. I to są ewidentne podpalenia. I ludzie mówią, że tu są strażacy potrzebni, ale nagle ich nie ma, to jak to tak? I się denerwują.

Wiadomo, że chodzi o to, żeby zdyskredytować służby państwowe, żeby w ogóle podważyć zaufanie do państwowych instytucji i państwa jako takiego. Jesteśmy na to uczulani. Ludzie nie powinni się dziwić, kiedy strażacy podczas akcji gaśniczej będą się uważnie przyglądać gapiom. Najlepiej tak, żeby tego nie zauważyli. Już od jakiegoś czasu uczy się nas dostrzegać dziwne, nietypowe zachowania. Takich czasów dożyliśmy. A zaczynaliśmy tę rozmowę od wypalania traw.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/07/2026 09:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości