Reklama

Pan Krzysztof: - Papierośnica majora Hubala przepadła. Bohater bez grobu to wstyd dla państwa

Pamiętacie pana Krzysztofa, który najpierw znalazł na jednej z aukcji papierośnicę, którą żołnierze podarowali swojemu dowódcy majorowi Henrykowi Dobrzańskiemu Hubalowi? A potem zainteresował nią ministerstwo, bo przecież taki przedmiot powinien być w którymś z polskich muzeów, a nie w prywatnej kolekcji. Ta historia ma swój finał. Jaki?

- Papierośnica... - zaczyna pan Krzysztof. - Na stronie OneBid wszystko wyglądało zwyczajnie. Zdjęcia, opis, szacunkowa cena. A jednak coś nie pozwalało przewinąć dalej. „Papierośnica majora Henryka Dobrzańskiego…”

Nasz Czytelnik, pasjonat historii, nie mógł po prostu zamknąć strony w przeglądarce.

- Zatrzymałem się. Nie dlatego, że była ładna. Nie dlatego, że droga. Tylko dlatego, że poczułem, jakby ktoś zostawił otwarte drzwi do innego czasu i nikt nie zwrócił na to uwagi. Opis był suchy, niemal chłodny, ale między słowami pulsowało coś żywego. Papierośnica stanowiła część większej całości. Była związana bezpośrednio z Hubalem. Przez lata pozostawała w rękach jednej rodziny. Przechodziła z pokolenia na pokolenie, aż do śmierci Teresy Sobańskiej, córki Feliksa Drużbackiego. To nie był przedmiot. To był ślad.

Reklama

Potem zaczął dzwonić.

- Najpierw był telefon. Głos po drugiej stronie spokojny, uprzejmy. Przełączenie. Kolejna osoba. Kolejny głos. Mówiłem rzeczowo, ale w środku czułem narastający niepokój, jakby czas zaczął nagle przyspieszać. Po rozmowach napisałem e-mail do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewałem. Sprawę przekazano dalej do Muzeum Wojska Polskiego i Muzeum Historii Polski. Poczułem ulgę.

Ale tylko na chwilę.

- „Nie jesteśmy zainteresowani na dzień dzisiejszy zakupem papierośnicy Hubala.” Przeczytałem to zdanie kilka razy - nie mógł uwierzyć. - Brzmiało tak, jakby ktoś odmówił kupna kolejnego eksponatu z katalogu. Jakby takich papierośnic były dziesiątki. Jakby można było wejść do sklepu i wybrać inną.

Reklama

I nie odpuścił. Nie mógł.

- Zamknąłem laptop. Ale nie temat. Napisałem wyżej. Do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie dlatego, że wierzyłem w procedury. Dlatego, że nie mogłem już tego zostawić. Dni zaczęły się kurczyć. Aukcja była coraz bliżej. I wtedy dzień przed przyszedł mail. Ministerstwo informowało, że sprawą zainteresowało się Muzeum II Wojny Światowej.

To była nadzieja, że jednak skończy się to dobrze.

- Aukcja odbyła się bez twarzy. Bez nazwisk. Bez emocji widocznych na sali. Tylko liczby. 64 tys. 800 złotych. I cisza. Papierośnica zniknęła. Kilka dni wcześniej jechałem motocyklem. Droga była pusta. Powietrze chłodne, ciężkie. Zatrzymałem się przypadkiem, albo i nie. Dwór w Zameczku stał jakby trochę poza czasem. Brama była uchylona. Zgasiłem silnik. Cisza przyszła natychmiast. Zamknąłem oczy. I wtedy to zobaczyłem. Zima. Śnieg skrzypiący pod kopytami. Wiatr przecinający noc. Od strony grobli nadjeżdża jeździec. Szybko. Pewnie. To on Henryk Dobrzański - pan Krzysztof daje się ponieść wyobraźni. - Zatrzymuje konia przed dworem. Nie rozgląda się długo. Wie, gdzie jest. Drzwi otwierają się, zanim zdąży zapukać. W progu stoi Feliks Drużbacki. Nie mówią wiele, nie muszą. W środku jest ciepło. Ogień trzaska w kominku. Major zdejmuje rękawice. Przez chwilę milczy. Potem wyciąga papierośnicę. Od chłopaków, mówi krótko, na czterdzieste, w 1937. Patrzy na nią przez moment. Jakby wiedział. Jakby przeczuwał, że to jeden z tych przedmiotów, które zostają, kiedy ludzie odchodzą. Podaje ją wujowi. Otworzyłem oczy. Dwór był pusty, tylko wiatr poruszał gałęziami.

Reklama

Trudno mu się pogodzić ze stratą.

- Nie wiem, gdzie dziś jest ta papierośnica. Może w sejfie, może na półce. Może ktoś patrzy na nią i widzi tylko srebro. Ale wiem jedno. Tamtej nocy w Zameczku nie była przedmiotem. Była decyzją, gestem. Śladem człowieka, który nie potrafił się poddać. A potem była jeszcze jedna rzecz. Ktoś próbował ją zatrzymać. I choć się nie udało, to znaczy, że ta historia jeszcze się nie skończyła…

Pan Krzysztof nie ukrywa, że ma wielki żal. Bo nie chodzi tylko o papierośnice.

Reklama

- Bohater bez grobu to wstyd dla państwa - pisze. - Szczątki w kościele w Inowłodzu czekają na godny pochówek. Stowarzyszenie "Wizna 1939" dziękujemy za 10 lat poszukiwań Majora! (to stowarzyszenie właśnie dowiedziało się, że nie może ich prowadzić dalej, teraz mogą to robić tylko pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej - dop. red.). Niezrozumiałe są dla mnie decyzje o blokowaniu poszukiwań w kościele w Inowłodzu przez najwyższe instytucje państwa… 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/04/2026 12:11
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości