Pod koniec sierpnia nasza Czytelniczka alarmowała: - Ktoś bez pytania zamienił trawę na tłuczeń. Kto na to pozwala? Starostwo, które zarządza drogą, odpowiadało wtedy tylko: - Nie zlecaliśmy.
Radomszczanka pytała wtedy, czy to samowola? A urzędnicy odpowiadali krótko - nie zlecaliśmy. I dla nich sprawa była załatwiona.
Pierwszy raz o trawniku przy Wyszyńskiego, który przestał nim być w tajemniczych okolicznościach, pisaliśmy 20 sierpnia.
Jak poinformowała nas Czytelniczka, pani Monika, do niedawna był tam jeszcze trawnik, a potem pojawiła się w jego miejsce nawierzchnia z tłucznia.
- Ostatnio Gazeta Radomszczańska podejmowała temat pozytywnego wpływu zieleni miejskiej na warunki życia mieszkańców. Wniosek oczywisty: im więcej zieleni w mieście, tym niższa temperatura w upalne dni - mówiła Gazecie radomszczanka. - Tymczasem przed sklepem monopolowym na ulicy Wyszyńskiego zasypano tłuczniem trzy trawniki, które były tam od kilkudziesięciu lat. Wszystko po to, by klient sklepu monopolowego mógł zaparkować samochód niemal na schodach prowadzących do sklepu.
I zastanawiała się czy to samowola właściciela sklepu, czy też otrzymał on pozwolenie z Urzędu Miasta. - A jeśli tak, to od kogo konkretnie? Te trawniki wykonano kiedyś za publiczne pieniądze, a teraz je zniszczono - nie kryła oburzenia.
Prymasa Wyszyńskiego to droga powiatowa, więc pytania skierowaliśmy do Starostwa Powiatowego, które nią zarządza.
Brzmiały: Czy to starostwo zasypało? Czy może właściciel wspomnianego sklepu? Jeśli starostwo, to dlaczego? Był tam przecież wcześniej trawnik. A jeśli właściciel sklepu, to jak to możliwe? Mógł?
Urząd przyznał, że nie zlecał ani nie zezwalał, ale nie interesuje go już to, że ktoś takie prace wykonał? W tzw. pasie drogowym? Gdzie nawet ustawienie jakiejś reklamy wymaga pozwolenia na tzw. zajęcie pasa? Na te pytania odpowiedzi się nie doczekaliśmy.
Za to radomszczanka doczekała się, że starostwo zleciło odtworzenie trawnika. Oczywiście za publiczne pieniądze, ale jednak tłuczeń zniknął, pojawiła się trawa.
- Niby wszystko w porządku, sytuacja wróciła do właściwego stanu - mówi dzisiaj pani Monika. - Tylko, że kierowcy są jednak niereformowalni. Nie przejdą kilkudziesięciu nawet metrów pieszo i zaczęli i tak na chodniku parkować, szybko go zresztą niszczyć. Na szczęście tym razem w urzędzie ktoś zareagował właściwie. I na zniszczonym trawniku pojawiła się solidna donica, która, mam nadzieję, powstrzyma tych, którzy koniecznie muszą dojechać swoim autem do samej lady.
Nasza Czytelniczka dodaje, że jeśli władze nie będą reagować, w tym mieście nie przetrwa ani jedno drzewo, ani metr kwadratowy trawnika.
- Chciałabym, żeby takie prymitywne, ale może jedyne skuteczne rozwiązania, jak ta donica, pojawiły się też w innych miejscach, bo, jak widać, są w Radomsku bardzo potrzebne - pani Monika dołącza zdjęcia rozjeżdżonego trawnika, który znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo dobrze,że są jeszcze ludzie,którym na czymś jeszcze zależy.
Bardzo dobrze,że są jeszcze ludzie,którym na czymś jeszcze zależy.