- Gdyby rolnicy w zmiany klimatu nie wierzyli, to by nie próbowali się dostosować - o tym, co widać na polach, rozmawiamy z Janem Pawlikowskim, dyrektorem szkoły rolniczej w Dobryszycach
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Jak wyglądało rolnictwo dziesięć, dwadzieścia lat temu? Czym się różni? Nie pytam o technologię, pytam o klimat.
JAN PAWLIKOWSKI, dyrektor Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Dobryszycach: - Zmieniły się systemy upraw. Dzisiaj coraz częściej mówimy o systemach bezorkowych. Kiedyś podstawą uprawy był pług, czyli orka. Dzisiaj wielu rolników, szczególnie tych pracujących na dużych obszarach, uprawia rolę agregatami bezorkowymi. One nie odwracają gleby tak jak pług. To wynika głównie z oszczędności. To technologia, która pozwala zaoszczędzić pracę i energię. Upraszczamy uprawę do niezbędnego minimum. Bywa tak, że wsiewa się roślinę w tak zwany mulcz, czyli na przykład w ściernisko. Kiedyś ściernisko trzeba było przykryć, uprawić, później wykonywano orkę siewną przed oziminami. Dzisiaj po prostu wsiewa się w rzędy i tylko je się spulchnia. Badania wskazują, że jest to właściwsze, bo resztki, które zostają, przykrywają zasiew. W czasach, kiedy mamy wysokie temperatury i dużo wody wyparowuje, to ważne.
Te zmiany wymusiły zmiany klimatu?
- Zmieniający się klimat oczywiście ma wpływ na zmiany w rolnictwie, na metody upraw też. Obserwuję, że coraz częściej zasiewy się wałuje. Zdarza się że wykonuje się siew na przykład rzepaku i później go wałuje. Czegoś takiego wcześniej nie było. A wałuje się, żeby zwiększyć podsiąkanie wody, żeby więcej jej dostało się w strefę nasion. Wcześniej nie było to potrzebne, bo wody było w glebie wystarczająco dużo. Opadów też.
Mimo tych wyraźnych zmian wciąż nie brakuje takich, którzy twierdzą, że klimat się nie zmienił. Wśród rolników pewnie również. Kiedyś mieliśmy cztery pory roku, dzisiaj praktycznie dwie.
- Pierwsze suche lato to rok 1983. Później pojawiały się już cyklicznie. To, co mamy w tym roku, to nie jest jeszcze skrajna susza. Skrajna była w 1994. O tej porze roku uprawy były wyschnięte. Z ostatnich dziesięciu lat nie przypominam sobie roku, w którym przynajmniej okresowo nie było suszy. Często pojawiała w okresie wiosennym, wtedy kiedy rośliny mają największe zapotrzebowanie na wodę. Ostatnie dwa lata to okresy wiosennych susz. W tym roku przedłużyła się dodatkowo na okres letni. W okresie jesiennym też się zdarzają, wtedy rolnicy mają problem z posianiem rośliny, jest duże ryzyko, że ziarno nie wzejdzie. Te problemy narastają. Obserwuję rolnictwo od kilkudziesięciu lat i tego nie było w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie przypominam sobie suszy z tamtego okresu. Można dyskutować, jakie są przyczyny. Wytwarzamy gazy cieplarniane, głównie dwutlenek węgla, metan, ale one mogą być bardziej złożone. Nie chcę się do tego odnosić, nie znam aż tak szczegółowo badań.
Pan widzi te zmiany, rolnicy, którzy od lat wyjeżdżają w pole, też muszę je widzieć.
- Ktoś, kto uprawia ziemię od wielu lat, na pewno widzi zmiany. Widzi, co się dzieje, widzi przeszkody, które się pojawiają, które są ewidentnie.
Czyli rolnik widzi problem. Jak sobie z nim radzi?
- Na przykład przez systemy upraw, które mniej wysuszają glebę. Rolnicy, którzy wałują, też zaobserwowali, że przynosi to efekt. Nie chroni gleby przed wyparowaniem wody, ale pozwala nasionom przetrwać i wzejść. Absolutnie problemem, który się w tym roku pojawił, jest przedwczesne zaschnięcie zbóż. Ziarno się jeszcze nie do końca wypełniło, a zboża przy tych bardzo wysokich temperaturach zaschły. Nagle się zrobiło żółto na polach. Za wcześnie. Przynajmniej dwa, trzy tygodnie za wcześnie. Trzeba się liczyć z tym, że spadek plonu ziarna może wynieść około 20 procent. To wszystko ma swoje konsekwencje.
Macie jeszcze w gminie rolników tak zwanych małorolnych (napisałbym że gospodarujących na małym areale)? Kilka hektarów pól, kilka krów i świń. Tak wyglądało rolnictwo jeszcze w latach osiemdziesiątych?
- Już nie. Dziś jest bardzo duża koncentracja produkcji. Obecnie nie ma prawie rolników, którzy mają dwie, trzy krowy. Kiedyś to była podstawa funkcjonowania, wyżywienia rodziny, zapewnienia bytu. Dzisiaj stado poniżej 40-50 krów nie daje zabezpieczenia finansowego. Oczywiście może funkcjonować gospodarstwo dwu, trzy hektarowe. Z kilku hektarów może się utrzymać rodzina produkując na przykład cebulki tulipanów. Gospodarstwo, w którym uprawia się i przetwarza czosnek nie wymaga też wielkiego areału. Często jednak mały rolnik musi szukać innych źródeł dochodu, również poza rolnictwem.
Mówi pan o gospodarstwach wyspecjalizowanych. A kiedy przychodzi gwałtowna burza, gradobicie albo susza, połowa plonów do niczego. Przez zmiany klimatu zdarza się to coraz częściej i zjawiska te są coraz gwałtowniejsze i groźniejsze.
- Uprawy zwykle się ubezpiecza głównie od klęski żywiołowej. Jest też tak, że rolnicy dostają odszkodowanie nie od ubezpieczyciela, tylko od rządu. To bardzo ważne, żeby gospodarstwo mogło ekonomicznie przetrwać taką sytuację. Musi mieć produkt, który sprzeda albo uzyskać inne źródło dochodu, po to, żeby móc wejść w kolejny okres produkcyjny. Rolnictwo jest mocno uzależnione od warunków klimatycznych. Skutki zmian klimatu można łagodzić. Jednym ze sposobów jest nawadnianie pól, co widzimy coraz częściej, ale ono wymaga budowy infrastruktury, bo studnia głębinowa jest kosztowna. W Polsce mamy zaniedbany system retencji. Potrzebujemy zbiorników wodnych, z których można by skorzystać do nawadniania, a my ich generalnie nie mamy. To lata zaniedbań. Nawet jeżeli buduje się zbiorniki, to z myślą o rekreacji, rzadko kiedy o rolnictwie.
Mówi pan o nawadnianiu, a wody w naszym województwie coraz mniej.
- To prawda. Rolnictwo, jak mówiłem wcześniej do tej sytuacji próbuje się dostosować. Genetyka roślin też ma w to swój wkład. Nowe odmiany są lepiej przystosowane do nowych warunków. Jednym z kierunków hodowli roślin jest to, żeby były bardziej odporne na suszę. Bo ona w naszych warunkach jest największym wrogiem rolnika. Polski rolnik pracuje w trudnych warunkach. Gdybyśmy porównywali północną Francję, Niemcy zachodnie czy północne, Irlandię, Wielką Brytanię, gdzie opadów jest dużo, to jesteśmy w dużo gorszej sytuacji. Potencjał genetyczny pszenicy dzisiaj jest na poziomie 12-13 ton z hektara chociaż w latach sześćdziesiątych to było 3,5 tony. Tak wysokie plony uzyskuje się na przykład w Irlandii, ale tam nie ma żadnego problemu z wodą, bo klimat morski powoduje, że opadów jest dostatecznie dużo. Temperatury nie są wysokie. Większość roślin uprawianych w Polsce to są rośliny średnich temperatur, rzędu 20-24 stopni Celsjusza, a dzisiaj miewamy nawet 40. Jeśli ktoś myśli, że im cieplej, tym szybciej coś rośnie, to nie do końca rozumie sytuację. Rośliny zbożowe, rzepak, ziemniak wymagają temperatur rzędu dwudziestu kilku stopni Celsjusza, wcale nie bardzo wysokich. Ziemniaki, które powinny się teraz wiązać na wielu plantacjach, przy tak wysokich temperaturach nie wytwarzają bulw. Bo temperatura jest zbyt wysoka i tak się dzieje nawet przy dobrej wilgotności gleby.
Czy uczniowie chcą przejmować gospodarstwa rodziców?
- Mamy w szkole wyższy nabór niż mieliśmy, więc na pewno o tym myślą. Nie tylko chcą dalej prowadzić gospodarstwa bo kształcimy też w innych kierunkach. Widzę też rosnące zainteresowanie tradycjami i kulturą. Kiedyś trudno było nam stworzyć zespół muzyczny w szkole. Dzisiaj mamy zespół muzyczno-wokalny. Młodzież bardzo chętnie w tym uczestniczy. Bardzo chętnie ubiera się w stroje ludowe. Młodzi ludzie interesują się ludowością, utożsamiają z nią, sięgają do swoich korzeni.
Są świadomi tego, co ich czeka? Że klimat zmienia się w błyskawicznym tempie?
- Oczywiście.
Czyli to mit, że rolnicy w te zmiany nie wierzą?
- Nie sądzę, żeby rolnik tego nie wiedział. Na pewno nie taki, który gospodaruje 20-30 lat. Niestety, w Polsce ważne tematy są niestety wykorzystywane politycznie, a chodzi o właściwą komunikację. Zabrakło jej na przykład w przypadku Zielonego Ładu i w kwestii Mercosuru. Politycy wykorzystują je często do budowania emocji i politycznej walki a nie rzeczywistego rozwiązywania problemów rolników. Bo kto zagłębia się w szczegóły? Kwestią rozgrywaną politycznie było też GMO. Nastraszono ludzi. Nie jestem zwolennikiem GMO i raczej powinniśmy mówić nie o GMO, ale o nowych technologiach genetycznych. Pamiętam w 2016 roku wiosną dyskusję w komisji sejmowej. Padło tam wiele nieprawdziwych informacji, wręcz głupot dotyczących GMO i to trafiło do społeczeństwa. A przecież GMO to na przykład insulina, ograniczenie stosowania pestycydów czyli również nasze zdrowie. Nad tym się trzeba pochylać i podchodzić do tego spokojnie. Mitów w rolnictwie jest bardzo dużo. Tych politycznych również. Wydawać się wręcz może często, że straszenie społeczeństwa to metoda opozycji na zdobywanie zwolenników.
Od tego pewnie nigdy nie uciekniemy. Zmiany klimatu to także polityczny temat. Różne opcje widzą go inaczej, albo go nie widzą.
- Pamiętajmy o jednej rzeczy. Zbudowaliśmy w Polsce w ostatnich kilkudziesięciu latach bardzo dobre rolnictwo. Mamy bardzo duży eksport w sektorze żywności, to jest prawie sześćdziesiąt 60 mld euro. Import to niecałe 40 mld. Nadwyżka więc to 20 mld zł. Przypomnę, że jeszcze w latach 80. mieliśmy reglamentację żywności poprzez system kartkowy. Na bazie rolnictwa zbudowaliśmy też świetne przetwórstwo, które odnajduje się z dobrą żywnością w Europie.
Wychodzi na to, że rolnicy są świadomi zmian klimatu i są też świadomi tego, że muszą się do nich dostosowywać.
- Oni się świetnie dostosowują, oczywiście na tyle ile pozwalają warunki. Dostosowują się, bo obserwują, widzą, co się dzieje. Obserwują też sąsiadów, obserwują to, co robią inni. Mają też własną praktykę, własne pomysły. Jesteśmy kreatywnym narodem, również w obszarze rolnictwa. Gdyby rolnicy w zmiany klimatu nie wierzyli, to by nie próbowali się do nich dostosować a to wyraźnie widać na polach.
Rozmawiał Janusz Kucharski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze