Tu się czyta, tam się słyszy, a i w GR też temat ruszony. Od lat czytamy o problemach służby zdrowia. O kolejkach, pieniądzach, zmęczeniu personelu, o tym, co nie działa. I rzeczywiście, takich historii przez lata nazbierało się wiele. To nie jest kwestia ostatnich dwóch miesięcy ani jednego złego dnia.
A jednak moje ostatnie doświadczenie z naszym Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym wyglądało zupełnie inaczej. Spędziłam tam ponad tydzień. Przeszłam operację na oddziale otolaryngologii. I trudno mi powiedzieć złe słowo.
Czułam się zaopiekowana pod każdym względem. Wystarczyło, że tylko się skrzywiłam z bólu, a już przy łóżku pojawiał się ordynator. Była troska, była uwaga, było poczucie, że ktoś naprawdę czuwa. Ale właśnie tam zobaczyłam też coś, co zostawiło we mnie znak zapytania.
Po dwóch dniach leżenia bez ruchu przyszedł czas na rozruszanie kości.......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 81% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze