W środę 25 czerwca o godzinie 8.28 dyżurny komendy powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Radomsku odebrał zgłoszenie - jesteście potrzebni w jednym z mieszkań przy ulicy Warszyca.
Ze zgłoszenia wynikało, że u 45-letniego mężczyzny doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Jedyna wolna karetka pogotowia ratunkowego jechała z Żytna. To koniec powiatu. Dojazd zajmuje kilkadziesiąt minut, nawet na sygnałach.
I dlatego wysłano strażaków, którzy są przeszkoleni, mają odpowiedni sprzęt i mogą udzielić pierwszej kwalifikowanej pomocy medycznej.
Na miejscu okazało się, że do zatrzymania krążenia nie doszło. 45-latek był przytomny, był w tzw. logicznym kontakcie. Za to w nocy miał zostać pobity, a rano poczuł się gorzej. Jemu strażacy udzielili wsparcia psychicznego. Pomocy udzielili też kobiecie, która wzywała pomoc. Ona doznała urazu kolana.
Na miejscu byli także policjanci.
- Otrzymaliśmy zgłoszenie od kobiety, która poinformowała, że została zaczepiona na ulicy przez starszą kobietę - mówi Gazecie aspirant Dariusz Kaczmarek, oficer prasowy radomszczańskiej policji. - Według relacji zgłaszającej nieznajoma miała twierdzić, że partner zgłaszającej został w nocy pobity, leży w mieszkaniu, najprawdopodobniej jest nieprzytomny.
Na miejscu policjanci zastali mężczyznę i jego 42-letnią partnerkę. Ustalili, że nie doszło do żadnego przestępstwa.
- Nie było rzeczywistego zagrożenia. Z uwagi na stan psychiczny kobiety na miejsce wezwano zespół pogotowia ratunkowego. Po przeprowadzeniu badania podjęto decyzję o przewiezieniu do placówki medycznej w Bełchatowie - dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze