Najpierw skończyły się pieniądze na koncie. Potem wyczerpał się debet na karcie w banku. A potem przestał płacić rachunki. Dzisiaj ma 20 tys. zł długu w banku. I kolejną rozmowę z ludźmi z działu windykacji. Pewnie nie ostatnią.
- Mówię otwarcie. 14 listopada 2025 roku byłej już spakowany. Chciałem wejść na dach kamienicy, akurat był w remoncie. Planowałem skoczyć. Wiedziałem, że jest za nisko, i że muszę skoczyć na plecy. Bardzo chciałem wtedy to wszystko skończyć. Dzisiaj jestem w tej samej sytuacji co wtedy.
[paywall]
Jest kawalerem, mieszka sam. Do ostatnich chwil opiekował się swoją matką, która odeszła w 2019 roku. Miała demencję. Nie było mu łatwo. O szczegółach woli nie odpowiadać, w końcu to jego matka.
Do tego wszystkiego doszła sytuacja w pracy. Pracował na maszynie, która okleinowała płyty wiórowe. Z pracy wracał zmęczony i zniechęcony. W domu nie mógł odpocząć. Coraz bardziej nic mu się nie chciało.
Pan Paweł mieszka w kamienicy przy ulicy Kościuszki, TBS-owej, czyli zarządzanej przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Nie jest tak źle, jak można by się spodziewać. Jest nawet centralne ogrzewanie, na gaz. Drogie, ale jest. Prowadzi nas do ostatniego pokoju, za kuchnią. Wygląda najlepiej.
- Bo zrobiłem tu remont. Jak jeszcze miałem na to siłę.
Pokój jest pusty. Jeśli nie liczyć dwóch pojemników na narzędzia i starego kredensu, na którym pan Paweł poukładał to, co dostał z Centrum Usług Społecznych (dawniej Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej). Trochę konserw, kasze, mąka. To, co ludzie w takiej sytuacji dostają w paczkach żywnościowych.
Na zakupach spożywczych nie był już bardzo dawno. A na chleb pożyczał od sąsiadki.
- Na konto zasiłku, jaki mam w przyszłym tygodniu, po raz pierwszy, dostać od MOPS-u - zaznacza. - To będzie 505 zł.
Po chwili dodaje, że pokoju nie skończył, bo jego stan psychiczny na to nie pozwolił. Ma zdiagnozowaną neurastenię. Teraz jest na lekach, które ustabilizowały jego stan, ale w listopadzie zeszłego roku było już tragicznie.
- Mówię otwarcie. 14 listopada 2025 roku byłej już spakowany. Chciałem wejść na dach kamienicy, akurat był w remoncie. Planowałem skoczyć. Wiedziałem, że jest za nisko, i że muszę skoczyć na plecy. Bardzo chciałem wtedy to wszystko skończyć. Nie widziałem żadnego wyjścia z mojej sytuacji.
Jakiej? Takiej, że odkąd odszedł z pracy w maju 2025, jak mówi, bo nie dał dłużej rady i fizycznie i psychicznie, żył z tego, co zarobił dorywczo. Ale to było zaledwie dwa, może trzy tysiące.
Pewnie, że szukał nowej nowej. Ale kończyło się na zdaniu - niech pan zostawi CV. Zostawiał. Telefon nie dzwonił.
Najpierw skończyły się pieniądze na koncie. Potem wyczerpał się debet na karcie w banku. A potem przestał płacić rachunki. Dzisiaj ma 20 tys. zł długu w banku. I kolejną rozmowę z ludźmi z działu windykacji. Pewnie nie ostatnią.
Nie zapłacił też już dawno za telefon, za internet i za prąd. W sumie jakieś 1500 zł. Nie wiadomo w którym momencie zostanie odcięty.
- Wtedy w listopadzie byłem już spakowany. Chciałem tylko skoczyć i przestać o tym wszystkim myśleć. W ostatniej chwili spojrzałem na komputer i pomyślałem, że przecież mam jeszcze coś ważnego do napisania - pan Paweł przez lata pisał felietony do Gazety Radomszczańskiej. Pisanie było ważną częścią jego życia. Jest zafascynowany literaturą. Prowadzi profil na Facebooku „Konik literacki”. Zamieszcza tam swoje opracowania na ten temat. Jest też autorem sztuki teatralnej „Bo zawsze warto mieć nadzieję”, która została wystawiona w Miejskim Domu Kultury przez Uniwersytet Trzeciego Wieku Wiem Więcej w marcu 2014 roku. - Zamiast na dach poszedłem do psychiatry po skierowanie do szpitala.
Był tam siedem tygodni.
- Przebywałem w szpitalu w Bełchatowie z powodu załamania nerwowego. Wyszedłem 5 stycznia. Nie mam żadnego zasiłku chorobowego, a na symboliczne świadczenie z MOPS w wysokości 505 złotych muszę czekać. Mam też pilne rachunki do opłacenia, a tymczasem żywię się jedynie z paczek żywnościowych. I znów jestem w tej samej sytuacji - podkreśla.
Mówi szczerze, że bez pomocy innych sobie nie poradzi. Planuje starać się o rentę i stopień niepełnosprawności, ale to wymaga czasu, którego, jak mówi, nie ma.
Liczy, że znajdą się osoby, które wyciągną do niego rękę. Dlatego zdecydował się napisać do Gazety i poprosić o pomoc.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak mozna pomoc temu Panu?
Trzeba ferensowi odjonś podwyżkę i wręczyć temu panu
Więskowi też
Jak mozna pomoc temu Panu?
Trzeba ferensowi odjonś podwyżkę i wręczyć temu panu
Więskowi też