Reklama

Wypadek na Kasztelańskiej. 7-latek: - Myślałem, że uda mi się ją ominąć, ale wjechałem w nią i przeleciałem przez rower

17/08/2023 18:14

7-letni chłopiec ma na twarzy poważne obrażenia, do tego naruszone zęby i naderwane wędzidełko języka. A wszystko przez dziurę w jezdni. Wielką i niezabezpieczoną. Na ulicy Kasztelańskiej jest ich zresztą więcej.

- Byłem akurat u swojego znajomego, który pracuje na stacji benzynowej przy tej ulicy - mówi Gazecie pan Robert. - I nagle matka z tym chłopcem przychodzi, on cały zakrwawiony, ona roztrzęsiona, strasznie to wyglądało. A wszystko przez dziurę, której nikt nie potrafi załatać. Ani nawet oznaczyć, żeby nie stanowiła zagrożenia.

Wszystko wydarzyło się we wtorek 15 sierpnia późnym popołudniem.

- Ten chłopiec wjechał w tę ogromną dziurę i całe szczęście, że nie skończyło się gorzej - mówi radomszczanin.

Reklama

I opowiada, że kobieta prosiła o pomoc, więc wezwali karetkę.

- A ta jechała aż z Żytna, trzeba było czekać aż 40 minut. Pewnie w mieście nie było żadnej wolnej - zastanawia się. I dodaje, że do niczego by nie doszło, gdyby urząd miasta zadbał o asfalt na Kasztelańskiej.

Jedziemy na tę ulicę. Szybko znajdujemy na środku jezdni dziurę o średnicy około 50 cm i głębokości 20 cm. Obok niej są kolejne.

Chłopiec wraz z mamą i starszym bratem wybrał się na rowerową przejażdżkę, do domu wrócił z ranami na twarzy.

Reklama

- Myślałem, że uda mi się ją ominąć, ale wjechałem w nią i przeleciałem przez kierownik - mówi bohater tej historii w czwartek. Na twarzy ma świeże strupy, ale nie przeszkadza mu to biegać po całym podwórku, trudno mu usiedzieć w miejscu.

Jego starszy brat, który ma 10 lat, z poważną miną dodaje, że 7-latek jechał pierwszy, a za nim ich mama i ona oświetlała drogę. A potem wszystko działo się już szybko. 

Po upadku wszyscy bardzo się wystraszyli. Mama z młodszym synem pobiegła na pobliską stację, 10-latek zajął się rowerem.

Reklama

- I tam ci ludzie wezwali karetkę, pomogli nam - opowiada spokojnie. - Musieliśmy długo czekać, ale potem w szpitalu bratu zrobili badania i takie prześwietlenie twarzy, żeby sprawdzić, czy nic nie jest złamane, czy w jego głowie nic się nie stało.

- A ta karetka też w tę dziurę wjechała - śmieje się młodszy. - Powiedzieli nam, jak do nas przyjechali. 

- A ja to mam na to pomysł - wtrąca 10-latek. - Trzeba tę dziurę naprawić, a potem zrobić taki tunel nad tą ulicą, żeby woda nie leciała, to znaczy deszcz, i żeby ten asfalt znów się nie zepsuł.

Reklama

- Bo tam nie ja pierwszy się przewróciłem. Ci ludzie ze stacji mówili, że tam już było wiele takich wypadków jak mój - to znów 7-latek.

I na koniec babcia, która zastanawia się, czy skoro był wypadek, to należy się jakieś odszkodowanie? Bo przecież takie powinno być. Sprawy na policję mama chłopców nie zgłaszała, ale może rzeczywiście powinna? - zastanawia się.

Zapytaliśmy o dziury w jezdni w urzędzie miasta, na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości