- Przyjechałam do mamy i zobaczyłam ją w rowie - mówi radomszczanka.
Mama naszej Czytelniczki mieszka w Stobiecku Miejskim przy ulicy Brzeźnickiej.
- Tu ruch jest bardzo duży, gdyby wstała i chciała przejść przez ulicę mogłoby być bardzo niebezpiecznie. Dla niej i dla kierowców
Czytelniczka dodaje, że najpierw pomyślała, że zwierzę mogło zostać potrącone. Z daleka nie widać jednak żadnych śladów. Sarna lub koziołek, nie umie określić, leży w rowie i widać, że jest przestraszona.
- Zadzwoniłam do nadleśnictwa, powiedzieli, że coś zorganizują.
Kobieta postanowiła nie odjeżdżać i poczekać do przyjazdu leśników.
- Muszę mieć pewność, że to wystraszone zwierzątko będzie bezpieczne.
Często matki zostawiają młode i oddalają się. Leśnicy przestrzegają przez "ratowaniem" takich młodych, ponieważ matki wracają. Można więc wyrządzić niechcący dużą krzywdę.
- Czekam i czekam, po godzinie zadzwoniłam jeszcze raz - opowiada nasza Czytelniczka o tym, co dzieje się przy Brzeźnickiej. Podkreśla, że sarna próbowała się podnieść i odejść. - Ma jednak uszkodzone przednie nogi i idzie jej to z wielkim trudem. W każdym razie w nadleśnictwie usłyszałam, że zawiadomiono lekarza weterynarii.
I w pewnym momencie pojawił się wolno jadący samochód.
- Kierowca jakby szukał czegoś w rowie. Pomyślałam, że to lekarz. Okazało się, że to myśliwy, który otrzymał informację, że ma zabrać sarnę z rowu. Zapytałam, czy będzie ją wiózł w bagażniku? Przecież to się nie uda. Wyglądało, jakby myślał, że jest martwa. Tak wygląda przekazywanie informacji. No nic. W każdym razie czekam na lekarza weterynarii...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze