Reklama

Pani Wanda: - To był okropny huk. Znalazłam go pod drzwiami balkonowymi. Myślałam, że jest martwy. A potem zaczął wrzeszczeć wniebogłosy

Pani Wanda ma 60 lat. Razem z mężem mieszkają w domu jednorodzinnym na obrzeżach Radomska.

Na podwórku zieleni się świeżo wykoszona trawa i stara brzoza, która świetnie komponuje się z rabatką kolorowych róż. Wspomniana brzoza świetnie też sprawdza się jako przystanek dla lokalnych gatunków ptaków. W nocy z niedzieli 15 czerwca na poniedziałek 16 czerwca kobieta spała sama w przeszklonym salonie z widokiem na ogród. Jak się później okazało, to była wyjątkowa noc dla samej 60-latki i nie tylko.

- W niedzielę po południu odwiozłam męża do szpitala. Martwiłam się trochę tą sytuacją, dlatego długo nie mogłam zasnąć - zaczyna pani Wanda. - Ostatecznie z pilotem od telewizora w ręku padłam niczym przysłowiowa kawka na kanapie. Nawet nie wiem dokładnie kiedy. Przypuszczam, że pomiędzy pierwszą a drugą w nocy - dodaje.

Reklama

Był już poniedziałek 16 czerwca, godzina 4.30 rano.

- O tej porze spałam jeszcze w najlepsze, gdy nagle ze snu wybudził mnie przeraźliwy głuchy huk. Zdezorientowana zerwałam się z łóżka i instynktownie zaczęłam szukać źródła tego odgłosu. Na dworze najwyraźniej budził się dzień. W piżamie przeszłam cały salon i nic nie znalazłam. Nawet najdrobniejszej rzeczy, która mogłaby rzucać podejrzenia. Ale i tak nie dawało mi to spokoju. Ostatecznie wiem co usłyszałam. Dlatego przez szybę zaczęłam lustrować taras.

Reklama

Chwilę później zagadka się wyjaśniła.

- Pod drzwiami balkonowymi leżał młody dzięcioł duży. Ten z czerwonymi piórkami na głowie. W pierwszej chwili ptak wyglądał na martwego. Pośpiesznie otworzyłam drzwi i ostrożnie wzięłam ten cud natury w rękę. Wtedy maluch ożył jak na zawołanie i przez krótką chwilę próbując się wyrywać wrzeszczał wniebogłosy. Aż ucichł na dobre.

Nasza czytelniczka uznała, że oszołomiony ptak właśnie stracił przytomność po zderzeniu z szybą. Dlatego postanowiła przenieść go w bezpieczne miejsce.

Reklama

- Wzięłam pierwszy lepszy karton po butach. Włożyłam do niego ręcznik papierowy i ostrożnie ułożyłam na nim dzięcioła. W przykrywce wycięłam dziurki i w ten sposób zamknięte pudełko instynktownie postawiłam w ciemnym i cichym miejscu. Pod schodami. Po wszystkim wślizgnęłam się jeszcze na kilka chwil do ciepłego łóżka, dosłownie modląc się, by ptak przeżył. O dziewiątej wrócił już mąż. Wspólnie wypuściliśmy malucha, który naprawdę miał ogromny fart. To nasza pierwsza taka sytuacja, dlatego zamówiłam już specjalne naklejki na szyby. Nie zniosłabym sytuacji, gdybym nie zrobiła nic w tym kierunku i następnym razem jakiś ptak się zabił.

Kolizje ptaków - czym są, jakie są ich przyczyny oraz co najważniejsze jak pomagać ptakom?

Reklama

- Podstawowym powodem kolizji ptaków ze szklanymi powierzchniami jest fakt, że ptaki szkła po prostu nie widzą. Jak myślą niektórzy, nie jest to spowodowane głupotą ptaków, a ich anatomią, inna budowa oka, zakres widzialności czy ustawienie oczu, szybkością lotu, zdarza się, że ptak leci z prędkością 30-50 km/h, manewry przy takiej prędkości nie należą do najłatwiejszych, oraz cechami szkła, które dodatkowo utrudniają ocenę sytuacji - mówi  Agata Lisiewicz z Fundacji Szklane Pułapki, opiekun dzikich zwierząt w Fundacji Dziki Projekt. -  Szkło jest stosunkowo nowym materiałem. Kojarzy się z estetycznym i nowoczesnym rozwiązaniem. Jednak mało kto zwraca uwagę, że szkło ma także cechy, które przyczyniają się do kolizji ptaków, a jego szerokie zastosowanie i używanie na szeroką skalę dodatkowo potęguje skalę tego problemu. W czym leży problem? Przezroczystość. Cechą szkła jest transparentność, przez co jest ono nie dostrzegalne przez ptaki, a niejednokrotnie także przez ludzi. Każdy zna osobę lub był świadkiem jak ktoś nie zauważył przed sobą tafli szkła wpadając w nią, czasami dodatkowo odnosząc obrażenia. Stosunek wielkości szkła do ptaka i człowieka? Przeciętna wiata autobusowa ma niecałe 2 metry wysokości i ponad metr szerokości, dla człowieka wielkość ta jest odpowiednia, ale co z ptakami, które są o wiele mniejsze od nas? Jakbyśmy za pomocą skali porównali się do ptaka, to tak naprawdę taka średnia wiata powinna mieć ponad 33 m wysokości oraz 6 m szerokości, są to wymiary gwarantujące zderzenie nawet nam - efekt lustra. Zdarza się, że szkło odbija otoczenie, czyli na przykład niebo czy drzewa, do których ptaki chętnie lecą. Jest to złudny obraz, który kończy się kolizją ze szklaną barierą. Kolizje ptaków ze szklanymi powierzchniami stanowią jedną z trzech głównych przyczyn spadku liczebności ptaków. Oprócz kolizji wylicza się utratę siedlisk oraz presję kota domowego. W USA co roku od 365 do 988 milionów ptaków ginie w wyniku zderzenia z szybami - dodaje. 

W Kanadzie skala śmiertelności ptaków z tego powodu może osiągać około 25 milionów rocznie. W Polsce wyłącznie na samych wiatach przystankowych może ginąć milion ptaków! Jakie ptaki są najbardziej narażone na kolizje? Niezależnie od wieku, płci, stanu zdrowia czy wielkości ptaków każdy gatunek jest tak samo narażony na kolizję. Fundacja Szklane Pułapki prowadzi ogólnopolski rejestr kolizji ptaków ze szklanymi powierzchniami, gdzie każdy może dodać zaobserwowane przez siebie zderzenie ptaka. W rejestrze są zarówno łabędzie jak i mysikrólik - najmniejszy ptak Europy, który waży zaledwie 5 gram.

Reklama

- Jak możemy pomóc? Najlepiej jest zapobiegać, czyli zabezpieczać szyby przed kolizjami. Każdy może to zrobić we własnym zakresie. Zasada jest prosta, musimy pokazać ptakom szyby, a zrobimy to poprzez naklejenie elementów na szybie według reguł dłoni, czyli maksymalnie co 10 cm w pionie oraz co 5 cm w poziomie. Na naszej stronie dostępne są przykładowe realizacje za pomocą małych, estetycznych kropek, ale technika jest praktycznie dowolna. Aby nie były to czarne sylwetki ptaków, te się nie sprawdzą. Nie odstraszają ptaków ani nie pomagają.

Co zrobić kiedy znajdziemy ptaka po kolizji?

Reklama

- Nie poimy ani nie karmimy. Najlepiej jest go przenieść do wentylowanego kartonu, tak aby miał zapewnione warunki 3 razy C, cicho, ciepło, ciemno. W takich warunkach będzie się mniej stresował oraz będzie mógł w spokoju dojść do siebie. Jeśli w ciągu 30 minut do godziny zacznie się poruszać, możemy go wypuścić, jednak gdy jego stan się nie poprawia, widzimy rany, krew, opadające skrzydło, musimy udać się po pomoc dalej. Najlepiej jest zadzwonić do urzędu gminy czy miasta i zapytać czy mają podpisaną umowę z lekarzem weterynarii bądź ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt, gdzie ptak dostanie fachową pomoc. Lista ośrodków rehabilitacji jest dostępna po wpisaniu w Google „lista ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt” bądź na stronie generalnej dyrekcji ochrony środowiska. 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/06/2025 18:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości