Pani Milena, radomszczanka, przeczytała w czwartek na naszym portalu o wyciąganiu drzew z donic stojących na przy skrzyżowaniu Reymonta z Żeromskiego. I postanowiła dołożyć swoją "cegiełkę".
- Skoro piszecie o uschniętych drzewach w donicach, czyli zmarnowanych społecznych pieniądzach, to ja dołożę cegiełkę - pisze do redakcji. - Starostwo zapłaciło za wywiezienie tłucznia, przygotowanie gleby i zasianie trawy w miejscu rozjeżdżonego trawnika - wylicza. - Dziś te nowe trawniki tak wyglądają (przesyła zdjęcia, które wykonała w czwartek 21 listopada - dop. red.).
- Czy urzędnik, który zlecił te prace, zainteresował się, jaki efekt tych prac? - pyta pani Milena. - Czy nie można było zabezpieczyć trawnika przed kierowcami - wandalami? A pieniądze wydane...
Przypomnijmy, że chodzi o ulicę Prymasa Wyszyńskiego, blisko skrzyżowania z Tysiąclecia. Klienci sklepu monopolowego stawali na trawniku, który szybko przestał nim być. Potem ktoś, nie pytając o zgodę zarządcy drogi, czyli Starostwa Powiatowego, samowolnie "zlikwidował" trawnik i urządził tam "parking".
Jak? W to miejsce nawieziono tłuczeń i wyrównano. Klienci sklepu pewnie byli zadowoleni. Kiedy pytaliśmy o tę sytuację w starostwie, najpierw usłyszeliśmy, że w wydziale zarządzania drogami nikt takich prac nie zlecał, potem, że nikt też nie zgłaszał. I że zainterweniują.
Zainterweniowali. Na zlecenie starostwa, czyli za publiczne pieniądze, wywieziono tłuczeń i w tym miejscu znów był trawnik. Nawet ustawiono tam donice, żeby kierowcy nie mogli na nowym trawniku parkować. Donica szybko została przesunięta, kierowcy mało się tym, że rośnie tam trawa, przejmowali/
- I mamy taki efekt, jaki mamy - wzdycha pani Milena. - Urząd zadowolony, ale nie sprawdza, czy pieniądze zostały wydane skutecznie. Przecież to nie ich pieniądze, to co się przejmować. Śpią spokojnie. Kierowcy niszczą to miejsce, trawa nigdy tu nie urośnie. Dlaczego to państwo nie może działać skutecznie? Naprawdę kierowcy są od niego silniejsi? Jeśli tak, to wszędzie wylejmy beton. Bo chyba nie ma już żadnej nadziei. I zdaję sobie sprawę, że dla władzy to żadna sprawa, że liczą się wielkie inwestycje, ale to pokazuje, gdzie ta władza ma zwykłych mieszkańców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak zwykle niezadowoleni z życia Radomszczanie ;) Chyba też napiszę do gazety, że już nie mogę wytrzymać z tymi narzekaniami. Chyba się taki nie urodził, żeby Radomszczanom dogodził. W sumie dobrze, że Ci którzy piszą po gazetach i fb nie mają większych problemów - jak przesadzone drzewa z Reymonta lub nieodśnieżone ulice. Ja osobiście doceniam, że miasto próbuje zagospodarować jakoś te tereny i widać, że szukają optymalnych rozwiązań. Nie da się mieć jednoczenie i drzew i lokali z ogródkami na zewnątrz i parkingu. Ale tu wiecznie problem, bo każdy patrzy na swój czubek nosa. A prawda jest taka, że nasze centrum rozwija się całkiem nieźle. I teraz wracając do rozjechanego metra trawy :D Mam nadzieję, że na wiosnę wyrośnie posadzona trawa, albo dosadzą dla Pani jakieś rośliny ;) Niemniej radze skupić się na pozytywach, a nie walczyć o metr trawnika w bezpośrednim sąsiedztwie przejścia dla pieszych, gdzie wiadomo nie można nic posadzić, bo będzie utrudniło widoczność.
Droga Pani Kate, tu nie chodzi o to, że Miasto stara się coś robić a mieszkańcy wciąz niezadowoleni. Tu chodzi o wydawanie społecznych pieniędzy i nie dbanie o efekty by na długie lata by społeczeństwo widziao że ma dobrego gospodarza. Zapewne spacerowała Pani po Gliniankach pięknym parku na który wydano dużo kasy by był tak piękny. I co jakie efekty? Z DUŻO SŁOŃCA: uschnieta trawa, przyschniete krzewy, drzewa karłowate. Tu tylko potrzeba ,,Pańskiego Oka ,, i pielęgnacji by radomszczanie docenili starania Gospodarza
No i znów hejt i niezadowolenie. Oczywiście nie jest perfekcyjnie i na pewno Miasto planuje dalsze inwestycje. Ale może trzeba spojrzeć na to trochę szerzej, jak wyglądały Glinianki wcześniej? Czy teraz jest idealnie - nie, ale doceńmy to co się udało zmienić, bo dalej mógłby to być teren zupełnie zapomniany i niezagospodarowany. Teraz przynajmniej jest miejsce, które dalej można rozwijać. Rośliny też potrzebują czasu, żeby się zaadaptować. Czasami jest tak, że chcemy aby drzewa rosły duże i bujne, a im po prostu miejsce nie pasuje. I trzeba zmienić koncepcje i coś przesadzić. A my mamy taką przypadłość, że nikt nic nie robi, ale każdy specjalista - od drzew, od kostki itd. Zero jakieś samokrytyki i zastanowienia. A każdemu niestety się nie dogodzi i wszystko nie jest takie proste. Bo zwykły radomszczanin widzi tylko, że drzewo uschło albo, że stoi w donicy, a nie wie, że pod spodem idzie instalacja i gdyby je wsadzić do ziemi to za kilka lat korzenie uszkodziłyby rury czy kable i znów byłoby szukanie winnych. Ja bym tę krytykę bardzie skierowała na tych, którzy nie szanują tego co wspólne. Dochodzimy się o to co sadzić w donicach, a większym problemem, jest to, że ktoś potrafi w nocy uszkodzić ławki, wyrwać kosz, połamać drzewa. Po prostu nie szanujemy siebie i nie szanujemy innych. Czy to w internecie czy w realu.
Jak zwykle niezadowoleni z życia Radomszczanie ;) Chyba też napiszę do gazety, że już nie mogę wytrzymać z tymi narzekaniami. Chyba się taki nie urodził, żeby Radomszczanom dogodził. W sumie dobrze, że Ci którzy piszą po gazetach i fb nie mają większych problemów - jak przesadzone drzewa z Reymonta lub nieodśnieżone ulice. Ja osobiście doceniam, że miasto próbuje zagospodarować jakoś te tereny i widać, że szukają optymalnych rozwiązań. Nie da się mieć jednoczenie i drzew i lokali z ogródkami na zewnątrz i parkingu. Ale tu wiecznie problem, bo każdy patrzy na swój czubek nosa. A prawda jest taka, że nasze centrum rozwija się całkiem nieźle. I teraz wracając do rozjechanego metra trawy :D Mam nadzieję, że na wiosnę wyrośnie posadzona trawa, albo dosadzą dla Pani jakieś rośliny ;) Niemniej radze skupić się na pozytywach, a nie walczyć o metr trawnika w bezpośrednim sąsiedztwie przejścia dla pieszych, gdzie wiadomo nie można nic posadzić, bo będzie utrudniło widoczność.
Droga Pani Kate, tu nie chodzi o to, że Miasto stara się coś robić a mieszkańcy wciąz niezadowoleni. Tu chodzi o wydawanie społecznych pieniędzy i nie dbanie o efekty by na długie lata by społeczeństwo widziao że ma dobrego gospodarza. Zapewne spacerowała Pani po Gliniankach pięknym parku na który wydano dużo kasy by był tak piękny. I co jakie efekty? Z DUŻO SŁOŃCA: uschnieta trawa, przyschniete krzewy, drzewa karłowate. Tu tylko potrzeba ,,Pańskiego Oka ,, i pielęgnacji by radomszczanie docenili starania Gospodarza
No i znów hejt i niezadowolenie. Oczywiście nie jest perfekcyjnie i na pewno Miasto planuje dalsze inwestycje. Ale może trzeba spojrzeć na to trochę szerzej, jak wyglądały Glinianki wcześniej? Czy teraz jest idealnie - nie, ale doceńmy to co się udało zmienić, bo dalej mógłby to być teren zupełnie zapomniany i niezagospodarowany. Teraz przynajmniej jest miejsce, które dalej można rozwijać. Rośliny też potrzebują czasu, żeby się zaadaptować. Czasami jest tak, że chcemy aby drzewa rosły duże i bujne, a im po prostu miejsce nie pasuje. I trzeba zmienić koncepcje i coś przesadzić. A my mamy taką przypadłość, że nikt nic nie robi, ale każdy specjalista - od drzew, od kostki itd. Zero jakieś samokrytyki i zastanowienia. A każdemu niestety się nie dogodzi i wszystko nie jest takie proste. Bo zwykły radomszczanin widzi tylko, że drzewo uschło albo, że stoi w donicy, a nie wie, że pod spodem idzie instalacja i gdyby je wsadzić do ziemi to za kilka lat korzenie uszkodziłyby rury czy kable i znów byłoby szukanie winnych. Ja bym tę krytykę bardzie skierowała na tych, którzy nie szanują tego co wspólne. Dochodzimy się o to co sadzić w donicach, a większym problemem, jest to, że ktoś potrafi w nocy uszkodzić ławki, wyrwać kosz, połamać drzewa. Po prostu nie szanujemy siebie i nie szanujemy innych. Czy to w internecie czy w realu.