Polska lokalna w pigułce wygląda tak: Prezes miejskiej spółki nie uznaje związku zawodowego, bo nie. Zalecenia pokontrolne inspekcji pracy ignoruje. Przewodniczącego związku zwalnia. Sąd, który powinien rozpatrzyć kluczowy wniosek w 30 dni, robi to po półtora roku. Prokuratura, która dostaje zawiadomienie o utrudnianiu działalności związkowej, postępowanie zawiesza.
Wiele spraw dotyczących samorządu pokazujemy w Gazecie Radomszczańskiej. Część opisałem w książce „Lokalsi”. O wielu podobnych w Polsce słyszałem od innych dziennikarzy i wydawców. Kilka pokazałem w serialu podcastowym „Mała władza”. Ale związkowa krucjata prezesa Rybczyńskiego jest wyjątkowa, bo wywołuje we mnie kompletną bezsilność. Rzadkie uczucie.
Arogancja, buta i jawne deptanie przepisów. Wszystko pod ochroną prezydenta.
...
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 83% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo, niestety sama prawda, gdyby tak wybory były co sześć miesięcy, żyło by się nam lepiej.
Gdyby wybory odbywały się co pół roku to startujący zeżarli by w końcu te swoje postrzępione już i tak języki.
Brawo, niestety sama prawda, gdyby tak wybory były co sześć miesięcy, żyło by się nam lepiej.
Gdyby wybory odbywały się co pół roku to startujący zeżarli by w końcu te swoje postrzępione już i tak języki.