Jedziemy na miejsce. Jadąc od punktu wymazowego w kierunku szlabanu wyjazdowego można objechać szpital od tyłu. Już prawie na końcu budynku jest miejsce, gdzie przyjeżdża karetka po wezwaniu. Tam ratownicy ściągają z siebie wszystko, co chroni ich przed covidem. I pakują w worki.
Od razu widać, że jest ich masa. Nie mieszczą się w kilku kontenerach, które stoją na zewnątrz, leżą usypane w stos. Wokół kręci się sporo ludzi. A w nocy spokojnie mogą tu przyjść lisy czy kuny, które mieszkają w polach i lasach na Suchej Wsi. I roznieść po okolicy coś, co powinno zostać zutylizowane.

Zaglądamy do magazynu. Jest pełny. I już wiadomo, dlaczego część tego ładunku znajduje się na zewnątrz.
- Co mogę powiedzieć… - odpowiada na nasze pytania o worki dyrektor Szpitala Powiatowego w Radomsku Piotr Kagankiewicz. - Taka jest sytuacja. Firma z Bełchatowa, która te odpady odbiera, zwyczajnie się nie wyrabia. Mieliśmy pik zachorowań i wezwań i taka sytuacja jest w całym województwie. Piszę ponaglenia, ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy, życie - dodaje.
I przyznaje, że zgodnie z przepisami, takie odpady nie powinny leżeć złożone na stos na zewnątrz. Zajmie się tym. Za to, że firma się nie wyrabia wojewódzki Sanepid może nałożyć na nią kary. Był informowany o sytuacji. Co do dzikich zwierząt, to nie było przypadku, by zainteresowały się odpadami. Dyrektor Kagankiewicz ma też nadzieję, że firma będzie się wywiązywać ze swoich obowiązków, bo spada liczba nowych przypadków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze