Wejść może tam każdy. I każdy może zrobić co tylko chce. Na przykład zostawić niedopałek, albo odkręcić kran i wyjść. Ucierpią sąsiedzi. I proszą, żeby coś z tym zrobić.
Czasy, kiedy drzwi zostawiało się otwarte, chyba już dawno za nami i pewnie nigdy nie wrócą. My home is my castle - mówi angielskie powiedzenie. Jednak właścicielka mieszkania w jednym z bloków przy ul. Piastowskiej postanowiła prowadzić tzw. dom otwarty. I to dosłownie. Bo drzwi nie zamyka co najmniej od kwietnia.
I to jej decyzja, jak mówią sąsiedzi. I dodają, że nie mieliby nic przeciw temu, w końcu to jej własność i może z nią robić co chce. Martwi ich jednak co innego. Że z tego domu otwartego, do którego każdy ma dostęp, bo zamek zepsuty, korzystać może każdy. I korzystają.
Jak słyszymy do sąsiadów właścicielki mieszkania, ona sama przebywa tam raczej rzadko, mieszka w innym bloku. Tu pojawia się sporadycznie, za to różne osoby korzystają z tego, że do jej mieszkania można wejść. Niedawno ktoś wybił tam szybę w oknie balkonowym.
Sąsiedzi "mieszkania otwartego" wyliczają, czego się boją - pożaru, zalania, wizyt osób niepożądanych, jak to określają, które np. nadużywają alkoholu albo używają narkotyków, libacji, awantur, niszczenia mienia - lista jest długa.
I nawet interweniowali w Radomszczańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. I na policji. I nawet podczas posiedzenia Rady Seniorów w urzędzie miasta, kiedy była mowa o bezpieczeństwo.
- Przecież to bezpieczeństwo nas wszystkich - podkreślają.
Na tym spotkaniu w lipcu był też naczelnik wydziału bezpieczeństwa i porządku Jacek Paul. I 15 lipca wystosował pismo do zarządu RSM-u z pytaniem, co zamierza z tym zrobić.
- Do dzisiaj nie ma odpowiedzi - skarżą się mieszkańcy i wyliczają, że to już 3 miesiące i jest coraz gorzej. - Przez to wybite okno i otwarte drzwi inne mieszkania też są chłodzone, robi się coraz zimniej, zaraz przyjdą osoby bezdomne. A zapłacimy za to wszystko my - denerwują się.
Prezes spółdzielni mieszkaniowej Irena Łęska mówi Gazecie, że to mieszkanie ma właściciela, nie można ingerować w czyjąś własność. Zamek zepsuty, ale spółdzielnia go nie wymieni. Bo jak, na koszt mieszkańców? Absurd.
A sąsiedzi wiedzą do kogo mieszkanie należy i gdzie ta osoba przebywa. Co do zrobił zarząd? Kilka razy rozmawiano z właścicielką mieszkania. Nie pomogło. Teraz trwa poszukiwanie prawnego sposobu załatwienia tej sprawy. Przez sąd. Na razie jednak prezes Łęska o szczegółach mówić nie może. I zamknąć drzwi tego mieszkania również nie. Ma nadzieję, że wkrótce się to zmieni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze