Zaczęło padać po godz. 8 rano, według ostrzeżenia IMGW, przestanie dopiero koło 17. Deszcz jest momentami intensywny i powstają głębokie kałuże, nie ma jednak mowy o zalaniu miasta jak podczs nawałnicy.
Przed godz. 11 wybraliśmy się do miasta, żeby sprawdzić jaka jest sytuacja. Mieliśmy już telefony o wybijających studzienkach. Znaleźliśmy taką na ul. Krasickiego. Stojący przy niej mężczyzna z parasolem, kiedy zobaczył, że fotografujemy, skwitował krótko: to jest miasto! Potem przeskoczył nad sporą kałużą i schował się pod daszkiem sklepu po drugiej stronie ulicy. I jeszcze pokazał na uszkodzoną rynnę, z której lało się jak z kranu.
Byliśmy też na ulicy Niskiej, która w taką pogodę jest prawie zawsze zalewana. Przy wjeździe worki z piaskiem, nieco dalej także, czekają w pogotowiu. Jeden z mieszkańców ubrany w żółty przeciwdeszczowy płaszcz uważnie obserwuje sytuację. - Na razie jest spokojnie - mówi i wchodzi w kałużę w połowe długości ulicy. Woda sięga mu do połowy łydki. Nie wlewa się jeszcze na żadne z podwórek.
Mężczyzna pokazuje nam studzienkę i mówi, że często woda w kanalizacji ją wybija. - A waży ze 60 kg. Tam ciśnienie jest wyższe - pokazuje w kierunku Krasickiego - a tu niższe - wyjaśnia. I wraca do domu.
Na ulicach najgorzej mają piesi, którzy z trudem unikają ochlapania przez przejeżdżające samochody. Nawet jeśli kierowca jedzie wolno czasem nie może kałuży ominąć. Zresztą szybciej jadące auto wzbija fontannę w górę, a ta zalewa szyby samochodu jadącego z naprzeciwka. To może być bardzo niebezpieczne, a utrata widoczności może zakończyć się stłuczką.
Dobra informacja: taki deszcz dobrze wytrzymuje mostek kolejowy między Reymonta a Sierakowskiego. Nie ma tam nawet dużej kałuży.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze