[Rozmowy Gazety] Czy w największej spółce, czyli PGK, w której jest prezes, którego pan by nie zatrudnił - bo tak brzmiała odpowiedź - rada nadzorcza pracuje dobrze? W pana ocenie, oczywiście. - Ja uchylam się od odpowiedzi na to pytanie. Żeby móc ocenić jakość rady nadzorczej, trzeba mieć z nią kontakt. Pan wybaczy, ale jako człowiek, który pełni obowiązki szefa struktur drugiej największej partii w mieście, były miejski radny, obecnie powiatowy, może nie mieć oceny rady największej spółki? - Jest wiele osób, które bez wahania podjęłyby się takiej oceny ad hoc. Tak na przykład dla podgrzania emocji. Gazeta rozmawia z Markiem Rząsowskim, powiatowym radnym, p.o. szefa powiatowych struktur Platformy Obywatelskiej
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Po co wchodzi się do polityki?
MAREK RZĄSOWSKI: Żeby zmieniać otoczenie i kreować przestrzeń wokół nas. Tę społeczną, gospodarczą i polityczną.
Pociąga pana władza?
- Władza dla władzy?
Władza jako taka. Polityka polega na zdobyciu władzy, by realizować swoje cele.
- Władza nie jest dla mnie celem samym w sobie. Pociąga mnie to, kiedy mam wpływ i kiedy mogę zmieniać rzeczywistość. Tak miałem od wielu lat w pracy społecznej i tak mam w pracy zawodowej.
A moc sprawcza?
- Tak, to jest dla mnie istotne. Dlatego działam w samorządzie.
Po co wchodzi się do koalicji?
- Żeby wspólnie realizować program. Czasem brakuje odpowiedniej większości i trudniej go realizować w pojedynkę, łatwiej właśnie w koalicji.
Koalicja daje tę moc sprawczą?
- Są plusy i minusy. Rządzenie w koalicji nie jest łatwe, wymaga kompromisów i pewnie większej ilości czasu, trzeba sprawy przedyskutować i wypracować wspólny punkt widzenia. Ale z drugiej strony koalicja politycznie jest tworem bardziej bezpiecznym z punktu widzenia samorządu, i państwa.
W koalicji bierze się odpowiedzialność?
- Ugrupowania, które zawiązują koalicję, biorą odpowiedzialność w ramach danego zakresu zadań i kompetencji. Chociaż największa odpowiedzialność jest oczywiście we władzy wykonawczej.
Dlaczego po roku wojny weszliście w koalicję z Jarosławem Ferencem?
- Jarosław Ferenc wygrał wybory - został wybrany na prezydenta przez zdecydowaną większość mieszkańców, choć jako Koalicja Obywatelska mieliśmy inny pomysł - to aprobujemy ten wybór i w sytuacji, w której z kolei Koalicja Obywatelska wygrała wybory do rady miejskiej, wybraliśmy drogę, która naszym zdaniem będzie najlepszą dla miasta. W moim przekonaniu najlepsza koalicja w mieście to taka, w której jest Koalicja Obywatelska. To gwarantuje realizację programu. Bo najważniejsze elementy programu prezydenta i naszego są zbieżne. Choćby strategiczne z punktu widzenia miasta cele, czyli rewitalizacja, budowa basenu, czy infrastruktura drogowa, ale też poprawa jakości powietrza.
To jest jednak zwodniczy argument. To znaczy, że gdyby wygrał kandydat PiS, to byście polecieli do PiS wiązać koalicję?
- Jestem przekonany, a moje przekonanie jest poparte wieloma rozmowami prowadzonymi podczas kampanii z mieszkańcami, że mieszkańcy Radomska oczekują takiej współpracy, często osoby, które głosowały na prezydenta Ferenca, głosowały również na Koalicję Obywatelską.
To macie 10 tysięcy elektoratu w Radomsku? Gratulować.
- Tak tego nie liczę. Po prostu duża część naszego elektoratu wybrała Jarosława Ferenca jako najsilniejszego kontrkandydata PiS. I jestem przekonany, że duża część elektoratu Jarosława Ferenca zagłosuje na naszego kandydata w wyborach parlamentarnych.
Żebym dobrze zrozumiał: poszliście w koalicję z Jarosławem Ferencem, z którym wojowaliście cały rok, bo jesteście przekonani, że wasz elektorat na niego głosował, tak?
- Nie. Zawiązaliśmy koalicję, bo jesteśmy przekonani, że w obecnej sytuacji jest to najlepsze rozwiązanie dla miasta.
Każde ugrupowanie tak o sobie myśli.
- Być może. Ale nasi radni są odpowiedzialni, nie boją się wyzwań, trudnych decyzji i je podejmują, choć czasem są one mało popularne. Jestem przekonany, że taka koalicja jest najlepszą w obecnej sytuacji i najlepiej może sprostać wyzwaniom jakie stoją przed naszym miastem. Choć nie mam złudzeń, pewnie będą trudne chwile, a współpraca nie zawsze będzie łatwa. Jestem jednak pewien, że to na dziś najlepsze rozwiązanie dla Radomska.
Czy wy w tej koalicji coś możecie, czy jesteście prezydentowi kwiatkiem do kożucha?
- Jesteśmy największym klubem. Zawarliśmy koalicję opartą na programie.
Pytanie nie dotyczy teorii, tylko praktyki. Macie na coś wpływ?
- Oczywiście. Nasi radni mają wpływ na budżet, a przez to wyznaczają kierunki i priorytety działań.
To jeśli już ustaliliśmy, że nie jesteście kwiatkiem do kożucha, coś od was zależy i macie wpływ, to proszę wyjaśnić mieszkańcom, jako koalicjant, dlaczego znów czeka ich kolejna podwyżka?
- Chcę uściślić: jesteśmy największym klubem w radzie miasta, mamy wpływ na konstrukcję budżetu, a budżet jest swego rodzaju planem działania. Po drugie, nie jesteśmy władzą wykonawczą. Nasi ludzie nie są zastępcami prezydenta. Nie bierzemy udziału w ścisłej władzy wykonawczej. Jak pan wie, nikt z nas nie jest również członkiem zarządu PGK.
Ja pana dlatego pytałem o ten wpływ, bo chcę ustalić zakres waszej odpowiedzialności. A teraz, jak wspominam o podwyżkach, to pan mówi, że wpływu nie macie.
- To wytłumaczmy to mieszkańcom. Podobnie jak było w przypadku wody, tak jest w przypadku energii, że radni nie mają wpływu na taryfy - nie mają takich uprawnień. Obecnie spółka wysyła analizy i propozycję taryfy do urzędów państwowych i tam zapada ostateczna decyzja. W przypadku cen wody Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku zmieniło prawo i odebrało to uprawnienie radzie, w przypadku energii taka ścieżka obowiązuje odkąd pamiętam.
Pamięta pan to zdjęcie (pokazuję zdjęcie z czerwca 2018 roku, Marek Rząsowski na konferencji prasowej trzyma w ręku czerwoną kartkę - przyp. aut.)?
- Oczywiście.
Co na tej czerwonej kartce było napisane?
- Czerwona kartka dla prezesa Marka Glądalskiego. Ona była związana ze sposobem przeprowadzenia podwyżki wody bez właściwej argumentacji i komunikacji z mieszkańcami.
Czy Marek Glądalski jest dobrym prezesem PGK?
(długa cisza) - Nie potrafię tego ocenić. Nie jest to na pewno styl zarządzania z mojej bajki.
To teraz chyba ja pomilczę. Z wrażenia.
- Jako radny poprzedniej kadencji miałem dużo wątpliwości i uwag do działalności prezesa, dlatego była ta czerwona kartka. Wtedy apelowałem do prezydenta, że w związku m.in. ze sposobem przeprowadzenia podwyżek cen wody, prezydent powinien odwołać prezesa Glądalskiego.
Ale ja pytam o ocenę dziś, 7 marca 2019 roku.
- Gdybym ja był prezydentem, to zdecydowanie powołałbym innego prezesa.
Dzisiaj?
- Wtedy i teraz.
To jest konkretna odpowiedź. Rozmawialiście na ten temat z prezydentem?
- Rozmawiali radni miejscy.
Ale przecież uczestniczy pan w rozmowach koalicyjnych.
- Przede wszystkim uczestniczy w nich klub radnych, którego szefem jest Łukasz Więcek.
W powiecie też jesteście w koalicji. Tam macie na coś wpływ?
- Jeszcze raz powiem: koalicja ma plusy i minusy. Tak, w jakiejś części mamy.
Tam macie władzę wykonawczą, bo macie członka zarządu, wicestarostę Jakuba Jęrzejczaka. Więc macie wpływ?
- Mamy. Co nie znaczy, że wszystkie nasze pomysły są realizowane od ręki.
Zakup drona antysmogowego jest potrzebny?
- Tak uważam, wypowiadałem się o tym wielokrotnie. Z tym, że zakup nie jest tu celem, celem jest poprawa jakości powietrza. Dron to nie tylko narzędzie do egzekwowania, przede wszystkim wraz z czujnikami i innymi elementami powinien stać się częścią całościowego programu zwalczania smogu. Zarówno w mieście, jak i powiecie.
Jeśli zakup drona jest potrzebny, to dlaczego nie możecie tego ustalić wewnątrz koalicji? Byłem w ubiegły poniedziałek na posiedzeniu komisji bezpieczeństwa, gdzie dyskutowano o zakupie drona. Zarząd nie jest przychylny temu pomysłowi. Nawet wasz człowiek w zarządzie, czyli Jakub Jędrzejczak.
- Raz jeszcze powtórzę, to co powiedziałem podczas komisji: oczekuję od zarządu większego zaangażowania w rozmowy dotyczące zakupu drona. Oczekuję nie tylko, że roześle listy z pytaniem do gmin, ale że będzie swego rodzaju lobbystą w gminach dla tego pomysłu.
Pytam pana o podwyżki i drona, bo mnie interesuje, po co wy w tych koalicjach jesteście. Dlatego, że coś możecie, czy z innego powodu?
- Jesteśmy w koalicjach, by realizować pomysły i potrzeby mieszkańców. Zakupu drona nie da się zrealizować w kończącym się sezonie grzewczym. Jest za mało czasu. Osobiście widzę to szerzej i oczekuję od zarządu, że przekona i zaangażuje władze gmin do wspólnej realizacji programu, którego elementem będzie zakup drona.
Inaczej spytam: czuje pan, że macie sprawczość w koalicjach?
- Jeśli chodzi o drona, to jestem przekonany, że on zostanie zakupiony.
A może nie chodzi o to, by złapać króliczka, tylko go gonić?
- Co to znaczy?
Rozmawiać o dronie, robić PR, a nie rozwiązywać problem?
- Nie wiem, do kogo pan adresuje to pytanie.
Do pana.
- Mój cel to znalezienie jak najlepszych narzędzi do walki ze smogiem.
Zostawmy drona. Kogo wyznaczycie do rady nadzorczej spółki miejskiej? Magdalena Spólnicka w rozmowie w Radiu Era powiedziała, że to nie będzie polityk. Czyli kto?
- Jako członek koalicji będziemy proponować prezydentowi osoby do rady nadzorczej. Ostateczna decyzja będzie należała do prezydenta. Oczywiście o tym, kogo zarekomendujemy, zdecydują kompetencje i doświadczenie, a nie to, czy ktoś jest w naszej organizacji politycznej, jaką pełni funkcję czy jaki ma staż.
Jest jakieś nazwisko?
- Nie ma.
Na pewno? Wywiad się ukaże w czwartek. A jeśli wtedy prezydent ogłosi, kto to jest?
- Nie ma nazwiska, ponieważ decyzja nie jest jeszcze ostateczna. Rekomendowaliśmy osobę...
Aha, czyli nazwisko już jest? Nie można rekomendować osoby, nie podając nazwiska.
- ...Rekomendujemy osobę, biorąc pod uwagę przede wszystkim kompetencje, doświadczenie i wykształcenie. Pozwoli pan, że ewentualna informacja zostanie przekazana po podjęciu decyzji.
Czy to członek Platformy?
- My proponujemy kandydatów, ale to prezydent podejmie decyzję, kogo powoła do rady.
Ale członka Platformy czy nie? Nie pytam już o nazwisko, tylko o tak prostą sprawę, jak to, czy należy do waszej partii.
- To nie może być kwestia, która o tym decyduje.
O rany...
- Kto może być w radzie nadzorczej, a kto nie, określają przepisy. Przecież wie pan, że trzeba spełniać warunki, o których mówi ustawa, mieć albo doktorat z ekonomii, prawa, ukończyć studia MBA albo zdać egzamin państwowy, dosyć trudny, który ja osobiście też zdałem kilka lat temu. A to, czy ktoś jest członkiem jakiejś partii nie może z kolei dyskryminować - liczy się przede wszystkim przygotowanie, kompetencje i wartość dodana danej osoby dla spółki.
To znaczy, że ma pan uprawnienia do zasiadania w radach?
- Mam. Posiadam od ośmiu lat uprawnienia na podstawie ministerialnego egzaminu, a także w minionym roku ukończyłem studia MBA. Posiadam też odpowiednie przygotowanie zawodowe.
To nie pan jest tą zarekomendowaną osobą?
- To nie jestem ja. Choć szczerze mówiąc nie ma w tym nic złego. Widzę natomiast, że tym razem wzbudza to duże emocje mediów. Wielokrotnie radni powiatowi czy wojewódzcy byli członkami rad nadzorczych. Zresztą zauważmy, że w tej rozmowie pyta mnie pan o ocenę działalności spółek miejskich.
Czy w największej spółce, czyli PGK, w której jest prezes, którego pan by nie zatrudnił - bo tak brzmiała odpowiedź - rada nadzorcza pracuje dobrze? W pana ocenie, oczywiście.
- Ja uchylam się od odpowiedzi na to pytanie.
Znów?
- Żeby móc ocenić jakość rady nadzorczej, trzeba mieć z nią kontakt.
Był pan przez ostatnie cztery lata radnym miejskim.
- Taką ocenę może wystawić prezydent miasta, który ma stały kontakt z radą. Radni nie mają kontaktu z radą nadzorczą spółek i jej działalnością.
Pan wybaczy, ale jak człowiek, który pełni obowiązki szefa struktur drugiej największej partii w mieście, były miejski radny, obecnie powiatowy, może nie mieć oceny rady największej spółki i zasłaniać się prezydentem?
- Jest wiele osób, które bez wahania podjęłyby się takiej oceny ad hoc. Tak np. dla podgrzania emocji. Ja uważam, że to nie jest odpowiedzialne, a jak pan już wie, odpowiedzialność w polityce jest dla mnie ważna. Jeśli dokonuje się oceny, to na podstawie pewnych przesłanek. Ja nie mam w tej chwili wiedzy na ten temat, nie rozmawiałem nigdy z członkami rady nadzorczej - zresztą myślę, że tak jak zdecydowana większość radnych.
Ale efekty pan zna.
- Znam efekty działalności spółek miejskich, a na tej podstawie nie można powiedzieć, na ile członkowie rady nadzorczej PGK są kompetentni, dobrze przygotowani i jak pracują. Uciekam od tego typu powierzchownych ocen, bo dla mnie ważna jest odpowiedzialność.
A co to jest ta odpowiedzialność w polityce?
- Podpisywanie się w pełni pod czymś, co mówimy i robimy. To branie odpowiedzialności za swoje słowa, ale też wyciąganie wniosków na podstawie faktów, a nie dla podkręcenia atmosfery.
Czy wejście w koalicję z prezydentem, o którym mówiliście, że źle rządzi i efekty jego pracy są złe, było odpowiedzialne?
- Tak, mieliśmy wiele zastrzeżeń co do sposobu sprawowania władzy przez prezydenta w poprzedniej kadencji. Zaproponowaliśmy swojego kandydata. Prezydent Jarosław Ferenc zdobył w wyborach zaufanie dużej części mieszkańców. My jako KO zdobyliśmy zaufanie dużej części mieszkańców do rady miasta. W tej sytuacji odpowiedzialne jest to, by rozpocząć współpracę - taka jest decyzja i jestem przekonany, że oczekiwania mieszkańców także. To nowa kadencja i czas na nowe otwarcie.
Czyli jest odpowiedzialne?
- Tak.
Jak ocenia pan decyzję starosty Beaty Pokory o wejściu do rady nadzorczej MPK?
(długie milczenie) - Nie mnie to oceniać.
Jest pan radnym powiatowym, pełni funkcje kontrolne wobec zarządu, i znów nie ma pan zdania? To komu oceniać, jak nie panu?
- Są dwie regulacje prawne w tej sprawie: ustawa antykorupcyjna i ustawa kominowa, która określa zarówno to, kto i kiedy może zasiadać w radach nadzorczych, ale również kto i kiedy nie może pełnić takich funkcji. To jest zgodne z prawem, więc to jest decyzja Beaty Pokory.
Jako polityk naprawdę nie ma pan oceny tego zdarzenia? Etycznej i politycznej? Nie prawnej, bo tu wszystko jest przepisowo.
- Ja odnoszę się do kwestii prawnej.
A ja pytam o ocenę etyczną i polityczną.
- Jeśli starosta Beata Pokora ma takie uprawnienia, to mam nadzieję, że będzie robiła wszystko, aby pełnić jedną i drugą funkcję wywiązując się ze swoich zadań.
Czyli nie ma pan oceny?
- To jest decyzja Beaty Pokory.
Kto jest liderem Platformy Obywatelskiej w kraju?
- Oczywiście przewodniczący Grzegorz Schetyna.
Kto jest liderem PiS w Radomsku.
- Anna Milczanowska.
Kto jest liderem RdR?
- Jarosław Ferenc.
A kto jest liderem Platformy w Radomsku?
- Myślę, że mamy wielu liderów w Radomsku. Szefem organizacji do końca roku był Jacek Zacharewicz. W tej chwili jesteśmy przed wyborami przewodniczącego powiatowych struktur. W chwili obecnej pełnię obowiązki przewodniczącego. W Platformie jest bardzo dużo liderów i to jest nasz bardzo duży plus i atut.
Kiedy będą te wybory?
- Wyznaczyliśmy je na 3 kwietnia. Mam nadzieję, że wszystkie procedury uda się nam dopełnić do tego terminu.
Będzie pan kandydował na szefa struktur powiatowych?
- Bardzo poważnie zastanawiam się nad tą decyzją.
Ostatni wątek: czy macie jakiś kompleks na punkcie Dawida Wawryki?
- Nie mamy.
Uważacie go za wielkie zagrożenie dla Platformy?
- Jeśli spojrzymy na wyniki wyborów samorządowych i głosy uzyskane przez komitet Dawida Wawryki, to zauważymy, że to w dużej części głosy po naszej stronie sceny politycznej. Rozdrobnienie i samodzielny start Wiosny w wyborach parlamentarnych zwiększa szanse Prawa i Sprawiedliwości na zwycięstwo. My już przećwiczyliśmy to lokalnie w ostatnich wyborach samorządowych. Głosy na komitet Wawryki nie przełożyły się na mandaty, a na pewno gdyby były skierowane na nas, to zmieniłaby się konfiguracja w radzie miasta. Dla mnie, jako członka Platformy Obywatelskiej, bardzo ważną sprawą jest, aby wszyscy po tej stronie sceny politycznej poszli do wyborów w koalicji. Wiemy dobrze, jak działa system d’Hondta (sposób przeliczania głosów na mandaty - przyp. red.). Przykładem jest sytuacja w powiecie, kiedy PiS zdobywając 27 procent głosów ma dziewięć mandatów w radzie powiatu, czyli 40 procent składu rady, a na jednego radnego głosowało średnio 1500 osób. Platforma zaś zdobyła 17 procent, ma 3 mandaty czyli 17 procent składu rady. A na jednego radnego głosowało 2700 mieszkańców.
To ten sam system, który premiował was w radzie miasta. Dzięki temu też zdobyliście dwa mandaty dodatkowo.
- Oczywiście. Ale mówię o tym w kontekście wyborów parlamentarnych, bo on premiuje duże ugrupowania. I uważam, że już wiosną należy myśleć perspektywicznie o jesieni.
Analizowaliście, dlaczego wasz kandydat na prezydenta Jakub Jędrzejczak, człowiek rozpoznawalny, w samorządzie od kilkunastu lat, miał taki sam wynik jak człowiek znikąd, czyli Dawid Wawryka?
- To efekt świeżości Wawryki, ustawienia się w kontrze do tych, którzy sprawowali władzę i efekt zaangażowania w sprawy, które są istotne społecznie, związane chociażby z tematem drzew.
Jaką obstawia pan kolejność w wyborach parlamentarnych?
- Jeśli dojdzie do zblokowania list całej opozycji, to PiS straci władzę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze