- Tam się nie da przejść. Dosłownie wszędzie są ci ludzie, którzy coś sprzedają. I bardzo dobrze, niech sprzedają, ale na Targowicy, a nie na chodniku, który jest dla pieszych, nie do biznesu - mówi nasz Czytelnik.
I opowiada, że zawsze wygląda to tak samo, w czwartki, soboty i niedziele. - Na Targowicy miejsca bardzo dużo, ale ci handlujący, jesienią grzybami, dzisiaj jagodami, albo pietruszką czy sałatą z własnego ogródka, stają na chodniku, wzdłuż ogrodzenia Targowicy. Czyli wszędzie tam, gdzie jest zakaz, bo wiszą tabliczki, że handel w pasie drogowym nie jest dozwolony. Czasem nie da się przejść, ale oni mają to gdzieś. Ważne, żeby klienci byli. Na Targowicy też przecież są. Dlaczego nikt nic z tym nie robi? - pyta radomszczanin.
- Tak, rzeczywiście na chodniku wzdłuż Targowicy nie można handlować - przyznaje Radosław Rączkowski, który zarządza Targowicą.
Jednak Towarzystwo Budownictwa Społecznego, które placem targowym zarządza, pobiera od tych ludzi opłatę za handel.
- Tak, ale wynika to z ustawy, która określa zasady prowadzenia handlu w mieście - podkreśla Rączkowski i dodaje, że te osoby przed Targowicą płacą 1,5 zł za metr zajętej powierzchni, ci na Targowicy 2,5 zł.
Jak wyjaśnia, wiele razy rozmawiano z tymi osobami, ale one wolą po staremu, na chodniku, mimo zakazu. Bo bilet od TBS ich przed mandatem nie chroni. I kiedyś nawet mieli specjalne miejsce, zdjęto część ogrodzenia, ale i to ich nie przekonało. od lat ustawiają się na chodniku. - Stają nie tylko pod tabliczką o zakazie handlu, ale np. blokują też stojaki dla rowerów. Kiedy sytuacja jest taka, że ktoś rozkłada tam jakiś duże stoisko, reagujemy. To jest jednak zadanie dla policji czy straży miejskiej, której w Radomsku nie ma. My nie mamy kompetencji do egzekwowania zakazu.
A opłaty?
- Mamy obowiązek realizować zapisy uchwały rady miasta o opłatach za handel - odpowiada Rączkowski.
Od policjantów słyszymy, że są w tym miejscy co czwartek i w weeekendy. I najczęściej pouczają, nakładają też mandaty, ale to handlujących nie zniechęca. Z drugiej strony trudno nakładać wysoki mandat na osobę, która najczęściej tym drobnym handlem dorabia do najniższej emerytury czy renty. A że akurat na zakazie, to wynika z faktu, że zawsze tam stawali i nie chcą zmieniać swojego stałego miejsca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Prawdziwy problem to ruch drogowy w Radomsku, a nie takie bzdety. Czemu nikt się nie zajmie całą masą aut przekraczających dopuszczalne normy hałasu? Celowo lzmieniane lub dziurawione układy wydechowe i jazda nocą po osoedlach z pełnym gazem by wszyscy się budzili. Stanie i gazowanie by było głośno. Policja nic z tym nie robi przecież, a podobno mają urządzenia do mierzenia decybeli przy pojazdach. Drugie to nagminne przekraczanie prędkości czy wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, na głównych drogach miasta. Omihanie pieszych na przejściach lub zganianie ich z przehścia. To są problemy.
Prawdziwy problem to ruch drogowy w Radomsku, a nie takie bzdety. Czemu nikt się nie zajmie całą masą aut przekraczających dopuszczalne normy hałasu? Celowo lzmieniane lub dziurawione układy wydechowe i jazda nocą po osoedlach z pełnym gazem by wszyscy się budzili. Stanie i gazowanie by było głośno. Policja nic z tym nie robi przecież, a podobno mają urządzenia do mierzenia decybeli przy pojazdach. Drugie to nagminne przekraczanie prędkości czy wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, na głównych drogach miasta. Omihanie pieszych na przejściach lub zganianie ich z przehścia. To są problemy.