Według wielu komentujących sprawa wydaje się oczywista: weterynarz nie chciało się ratować sarenki, wolała ją uśpić. Wzburzenie jest duże, ale prawda jest bardziej skomplikowana
Taka historia wzrusza wszystkich miłośników zwierząt. I nie ma się co dziwić. Pewnie większość z nas zareagowałaby podobnie, jak Czytelniczka Gazety. Pani Jola przyjechała odwiedzić mamę. W przydrożnym rowie znalazła młodą sarenkę. Być może koziołka sarny, bo dostrzegła na jego głowie początki poroża.
Zwierzę, które jest bardzo płochliwe i ucieka przed człowiekiem, leżało w rowie przy ulicy Brzeźnickiej w Stobiecku Miejskim. Pierwszy telefon pani Jola wykonała około godziny 8 rano. Jak się później okazało, tego dnia miała z niego korzystać częściej niż zwykle.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze