- Byłem w tej sprawie w urzędzie już trzy razy i nic - mówi Gazecie radomszczanin. Jego 71-letni niepełnosprawny ojciec mieszka przy ulicy Wilsona. Porusza na akumulatorowym wózku inwalidzkim. Do niedawna nie miał problemu, żeby wyjechać ze swojego podwórka.
- A w tej chwili jest dosłownie uwięziony w swoim domu, co uważam za skandal - mówi jego syn.
I wskazuje nowy krawężnik we wjeździe.
- Przed tym ich remontem krawężnik był równo z asfaltem, podjazd też był w miarę równy - opowiada. - Nie idealnie, ale można było bezpiecznie jechać. Teraz krawężnik jest kilka centymetrów wyżej, a do tego pracownicy tej firmy, jak wstawiali nowe krawężniki, zrujnowali dużą część podjazdu.
Mężczyzna pokazuje, że teraz jest wysypany gruzem i ziemią, którą wzięto ze skarpy obok.
- To jest wózek do jazdy po dobrej nawierzchni. Teraz tata boi się, że się przewróci. Do tego ruch na tej ulicy jest teraz tak duży, że powinien szybko zjechać z asfaltu, ale to niemożliwe. Musi pokonać krawężnik - syn 71-latka wskazuje na posesję po przeciwnej stronie ulicy.
- Proszę, tam asfalt jest praktycznie równo z chodnikiem, wjazd jest łatwy i przyjemny. Myśleliśmy, że u nas zrobią podobnie, ale nie. Ja w tej sprawie byłem już trzy razy w urzędzie miasta i nie traktują mnie poważnie. Niczego nie zrobili, żeby to naprawić. Mało tego, powiedzieli, że ja mam naprawiać na swój koszt! To, że ojciec nie wyjedzie z domu, nikogo tu nie obchodzi.
O sytuację 71-latka zapytaliśmy w urzędzie miasta. Czekamy na odpowiedź. Zapytaliśmy również o pozostałe uwagi, które zgłasza syn niepełnosprawnego mężczyzny i jego sąsiedzi.
Chodzi nowy krawężnik.
- Który nie został położony na całej długości ulicy i do tego nie wszędzie na tej samej wysokości - mówi jeden z mieszkańców ulicy Wilsona. - Tu już ktoś najechał i wyszczerbione, tam ktoś najechał i już się rozeszły. A tu są szpary, a tu to w ogóle się te krawężniki nie zeszły - idzie wzdłuż ulicy i wskazuje kolejne miejsca.
I dodaje, że jego zdaniem ten remont robiony był bardzo niechlujnie, a urzędnicy tego nie dopilnowali.
- A proszę spojrzeć na tę studzienkę - syn 71-latka wskazuje na tę przed domem ojca. - Jest niżej niż ta obręcz, samochody wpadają. Jest takich więcej. Jak zapytaliśmy tych pracowników, to powiedzieli, że to nie są właściwie pokrywy studzienek, bo tamte im ukradli. No kabaret dosłownie.
- Tylko, że za ten kabaret płacą wszyscy mieszkańcy, bo to za ich publiczne pieniądze tak się władza bawi. Chociaż nie, to chyba z rządowych - dodaje jego sąsiad.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze