To prawdopodobnie ciało porwanego przez pseudo kibiców GKS-u 34-latka. Teraz czas na badania DNA
Piątek 28 listopada, kilkanaście minut po godzinie 6 rano. Na cmentarz w Żytnie - a właściwie obok miejscowości, bo nekropolia leży kawałek dalej - wjeżdżają policjanci i strażacy. Pewnie nie byłoby w tym nic aż tak nietypowego, gdyby nie fakt, że to policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Strażacy są z Łodzi. I to nie tacy od gaszenia pożarów, ale specjaliści w ratownictwie chemicznym. Dlaczego to sytuacja nietypowa i dziwna? Bo w obu tych służbach obowiązuje rejonizacja. Strażacy z Łodzi działają w Łodzi i okolicach, policjanci z Katowic też raczej u siebie ścigają przestępców. Nawet jeśli potrzebują jakichś informacji z innych miast czy wsi, to proszą o pomoc kolegów z tamtych terenów.
Sprawdzamy co się dzieje. Nasi policjanci wiedzą, że „prowadzone są jakieś czynności”, ale to nie ich sprawa. To funkcjonariusze z Katowic. Nie muszą się tłumaczyć. Robią co do nich należy i tyle.
Dzwonimy do biura prasowego w komendzie wojewódzkiej w Katowicach. A tam słyszymy, że na razie nie usłyszymy żadnych szczegółów. I że musi nam wystarczyć, że w Żytnie odbywała się tak zwana realizacja. I dotyczy ona jednego z wątków prowadzonego właśnie śledztwa. Śledztwo co prawda nie dotyczy naszego powiatu, ale jeden z jego wątków o nasz powiat zahacza. Właśnie o Żytno.
A strażacy? Byli w tej realizacji potrzebni. Na razie jednak, ze względu na dobro śledztwa, to wszystko, co można w tej sprawie powiedzieć.
W poniedziałek 1 grudnia Gazeta Wyborcza informuje, że na cmentarzu w Żytnie policja znalazła ciało mężczyzny. To najprawdopodobniej porwany przez pseudo kibiców GKS-u Marek Kubaczka z Katowic.
Policja wciąż nie zdradza żadnych szczegółów, ale dowiadujemy się, że w jednym z grobów były dwa ciała. To, którego szukali policjanci, w stanie dużego rozkładu. Ponieważ istniało podejrzenie, że przestępcy mogli użyć chemikaliów do jego zniszczenia, wezwano specjalną jednostkę strażaków z Łodzi.
Teraz trzeba wykonać badania DNA, które potwierdzą, czy to ciało porwanego mężczyzny.
Jak informują media, Marek Kubaczka wyszedł ze swojego mieszkania w bloku 19 września przed godziną 22. Ktoś zadzwonił domofonem i poprosił, żeby zszedł. Świadek miał widzieć, że został wepchnięty do bagażnika samochodu. Od tamtej pory Marka Kubaczki nikt nie widział. Mężczyzna miał 34-lata. Policja w tej sprawie prowadzi intensywne śledztwo.
- Kocham cię do zobaczenia [*] - napisał w niedzielę na swoim Facebooku jego brat Adam. I zamieścił zdjęcie.
W śledztwo włączyli się też policjanci z Czech i na terenie tego kraju miał zostać zatrzymany mężczyzna podejrzany o udział w zbrodni.
Nam udaje się jeszcze ustalić, że nic nie wskazywało na to, że ktoś naruszył grób, w którym znaleziono zwłoki. Rodzina zmarłego, który jest w nim pochowany, jak co roku przygotowywała go na Święto Zmarłych. Potem bliscy pochowanego palili na tym grobie znicze i modlili się. Nikt nie zauważył, żeby płyta nagrobna była przesuwana. Jednak osoby, które bywały w tym czasie na cmentarzu w Żytnie i przechodziły koło tego grobu zwracały uwagę na coraz bardziej wyczuwalny silny odór.
Na grobie miało się też znajdować kilka białych, trudnych do usunięcia plam. Strażacy z Łodzi mieli najprawdopodobniej ustalić, jakiego to rodzaju substancja.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze