Reklama

Sylwetka Łukasza Więcka: „Polityka? Wymyśliłem to sobie i wybrałem. Od dziecka chciałem być politykiem"

Gdy pytam Łukasza Więcka, czy jest ambitny, odpowiada bez wahania: - Tak. Gdy dziwię się, że w tak młodym wieku wszedł do polityki, wyjaśnia: - Zawsze chciałem tam być. Był kandydatem na prezydenta Radomska, był przewodniczącym rady miasta. - Niektórzy mówią, że jest cudownym dzieckiem naszego samorządu - mówi jego polityczny przeciwnik. - Powinien pamiętać, jak kończą się takie szybkie kariery: spektakularnym sukcesem lub spektakularną porażką

 

Kluczem do zrozumienia drogi Łukasza Więcka jest harcerstwo. To powtarzają wszyscy moi rozmówcy. I ci, którzy współpracują z nim od lat, i ci, którym jest już z nim nie po drodze. On sam wyjaśnia to zwięźle: - Charakter człowieka kształtuje się poprzez wyzwania. Trudne sytuacje, konflikty, problemy. Jeśli pozbawimy dziecko tych problemów, otaczając je parasolem ochronnym, z miłości, czy dostatku, młody człowiek jest mniej przygotowany do życia. Dlatego takie tradycyjne konserwatywne harcerstwo jest bardzo potrzebne. 

Reklama

Jeden z moich rozmówców, któremu z Więckiem od dawna nie jest po drodze, dodaje: - Irytuje mnie, gdy czasami słyszę, że harcerstwo to taka zabawa dla chłopców w krótkich spodenkach. Kto nie rozumie tej idei, niech lepiej milczy, bo to świadczy o jego zdolnościach poznawczych. 

Choć dziś nie ma o działalności samorządowej i politycznej Łukasza Więcka najlepszego zdania, lat znajomości będzie bronił do upadłego. - On się wtedy ukształtował. Jeśli pan chce go zrozumieć, niech zacznie pan tam.

Zaczynam.

Reklama

Hufiec

Związek Harcerstwa Polskiego był jedną z najsilniejszych organizacji młodzieżowych PRL-u. Młodzi się do niego garnęli, bo dawała oddech w czasach socjalistycznego stłamszenia. W nowe czasy, po przełomie 1989 roku, ZHP wszedł z 400-tysiącami członków i ogromnym majątkiem. Ale długo nie potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jest koniec lat 90. Radomszczański hufiec wciąż jest jednym z największych w województwie (w 1997 ma ponad 3,5 tys. członków). Ale ma też problemy. Sytuacja finansowa nie jest najlepsza. Należąca do hufca stanica w Białym Brzegu przynosi straty. Na letnie turnusy przyjeżdża 100-150 osób, a żeby pokryć same koszty utrzymania powinno być co najmniej 300. Szefostwo hufca zastanawia się nawet, czy stanicę dalej prowadzić. W dodatku Biały Brzeg działa na gruntach o nieuregulowanym statusie. Należą do Lasów Państwowych. Umowa dzierżawy jest dwuletnia, każdorazowo przedłużana. Teoretycznie Lasy mogą jej nie przedłużyć, a wtedy harcerze musieliby w ciągu kilku tygodni opuścić teren, pozostawiając go bez śladu użytkowania. Niemożliwe. 

Marek Rząsowski, radny Platformy Obywatelskiej: - Łukasza znam kilkanaście lat. Poznałem go będąc w harcerstwie. Łukasz był wtedy drużynowym w XL Szczepie Czerwonych Beretów. Chodził jeszcze do Technikum Elektrycznego. Ja wywodziłem się z XV Błękitnego Szczepu, a w tym czasie byłem zastępcą komendanta hufca. 

Reklama

Więcek najpierw jest zastępcą komendanta hufca Radosława Bartnika, w 2003 roku zostaje komendantem. 

Marek Rząsowski: - Był na pewno najmłodszym komendantem w chorągwi łódzkiej, a chyba jednym z najmłodszych w Polsce. 

Dominika Szwed (została komendantem po nim, w 2010 roku): - On wyprowadził hufiec na prostą. To kwestia charakteru, ma otwartą głowę, snuje plany i dąży do ich realizacji. Dobiera środki, by zrealizować cel. Są jednostki, które rodzą się z iskrą, tacy naturalni liderzy. To właśnie on. 

Reklama

Więcek zarządza hufcem jak każdą inną organizacją. Powtarza, że żeby nie rozmawiać o pieniądzach, trzeba je mieć. Wyprowadza finanse na prostą, zmienia organizację. Choć hufiec działa zgodnie z odgórnymi wytycznymi Związku, Więcek przekłada te zasady na poziom lokalny. Wyłania kilka obszarów działalności - programowy, kształcenia, finansów, pracy z kadrą - i dobiera do nich ludzi. Jego zastępcami są m.in. Anna Jadachowska, Marta Krzysztofik (poślubił ją w 2016 roku) i Przemysław Pukacz.

Dominika Szwed: - To bardzo dobrze funkcjonowało. Wtedy hufiec stał się potęgą. 

Reklama

Zmiany wywołują konflikty. Przede wszystkim z seniorami, czyli starą gwardią harcerską. Dziś Więcek wzbrania się przed nazwaniem tej sytuacji konfliktem, ale jego byli współpracownicy nie mają takich oporów. Mówią: - Przyszedł młodziak i chciał ich poustawiać, to musiało powodować awantury. 

Konflikt ze starą gwardią dotyczył Białego Brzegu. Chodziło o opłaty. Były znajomy Łukasza Więcka: - Każdy doceniał robotę seniorów, to, że dzięki nim Biały Brzeg działał, ale oni czuli się trochę jak właściciele. Spędzali tam całe wakacje i już o nich nie chodziło, ale bywały tam także ich rodziny. I dochodziło do kuriozalnych sytuacji, że na turnusie było 200 osób, z tego 20 z kadry za darmo. Łukasz to uregulował. 

Reklama

Rozwiązał także problem z dzierżawą. Przez pośrednika dostał się do ówczesnego posła Krzysztofa Maciejewskiego. Poseł miał wtedy spore znaczenie w mieście i spore wpływy. Więcek: - Poseł Maciejewski wykazał się dużą skutecznością, bo ja, dwudziestolatek, mogłem być w miejscach i rozmawiać z ludźmi, do których trudno było się dostać naczelnikowi naszej organizacji. Ostatecznie hufiec podpisał wieloletnią umowę z Lasami Państwowymi. Sprawa Białego Brzegu rozniosła się echem po całym Związku, bo było wtedy mnóstwo podobnych stanic o nieuregulowanym statusie. 

Dominika Szwed: - A potem udało się wymienić azbestowe dachy w stanicy na blaszane, wyremontować pawilon administracyjny. Wszystkie te zmiany otworzyły drogę do tego, by Biały Brzeg stał się rentowny. Czy Więcek rządzi hufcem twardą ręką, czy jest ugodowy i dyplomatyczny? Różnie to moi rozmówcy wspominają. Dominika Szwed-Kipigroch: - On musi sobie zawsze wszystko przemyśleć i ułożyć. Był znany z tego, że jeśli miał problem do rozwiązania, to chodził w kółko po hufcu. Pół godziny, godzinę. A potem siadał i podawał konkretne rozwiązania. 

Reklama

Inny znajomy Więcka: - Chciałby być tak postrzegany, ale nie lubi, gdy ktoś ma inne zdanie. Gdy ktoś myśli inaczej. To powodowało konflikty, bo nie wszyscy chcą służyć za tło dla gwiazdy. Więcek jest komendantem hufca do 2010. Gdy z niego odchodzi, mocno już siedzi w polityce. 

Wejście do polityki

Do samorządu trafia przez posła Maciejewskiego. To on mu proponuje start w wyborach do rady miasta w 2006 roku z list Prawa i Sprawiedliwości. Więcek formalnie do partii nie należy. Gdy go pytam, czy PiS był świadomą decyzją, odpowiada: - To nie był błąd młodości. Proszę pamiętać, jakie to były czasy. Rodowód PiS i Platformy Obywatelskiej był wspólny. Wtedy mówiło się o jednym programie dwóch partii. Partie te miały wspólnie tworzyć rząd i odsunąć lewicę od władzy. Dopiero później drogi obu partii zaczęły się rozjeżdżać. Ale w 2006 roku jeszcze nie ma ostrego podziału światopoglądowego. Wtedy mi PiS w ogóle nie przeszkadzał. W sierpniu 2006, gdy już wiedziałem, że będę startował, pojawiły się pierwsze wątpliwości. To były czasy, gdy rozsypał się Pakt Stabilizacyjny, gdy wyszły taśmy nagrywane przez Renatę Beger. Z biegiem czasu PiS poszedł w innym kierunku, niż bym widział. 

Reklama

Łukasz Więcek zdobywa mandat i prawie do końca kadencji jest radnym klubu Prawa i Sprawiedliwości. Opuszcza go w 2010 roku. Dziś wyjaśnia: - Miała na to wpływ także sytuacja lokalna. Nie podobał mi się sposób działania partii na naszym podwórku. Do tego PiS zaczął przyjmować coraz bardziej radykalne postawy. 

Do związania się z Platformą Obywatelską przekonuje go Marek Rząsowski. Opowiada: - Tak, miałem w tym swój udział. Z Łukaszem bardzo często rozmawiałem o sprawach politycznych. Nie przeszkadzało nam, że sympatyzowaliśmy w tym czasie z różnymi opcjami politycznymi. Choć czułem, że jego współpraca z PiS coraz bardziej go uwiera. 

Reklama

Wspomina Łukasz Więcek: - Pewnie widziano, że coraz trudniej było mi się porozumieć z PiS. Ten rozdźwięk było widać. Rozmawiałem z Markiem, żeby taką współpracę nawiązać. Byłem tym zainteresowany z dwóch powodów. Pierwszy - była już jasna różnica światopoglądowa między PiS i Platformą, drugi - znacznie bliżej było mi do lokalnych przedstawicieli PO.

Tomasz Ślęzakiewicz, architekt: - Znam go od lat, ale obserwuję od kampanii wyborczej w 2006. Byłem wtedy urzędnikiem, on przychodził do urzędu jako komendant hufca. Potem się ocieraliśmy o siebie w różnych miejscach. Obserwowałem go. Teraz mieszkamy w tym samym bloku. Przyznaję, onieśmiela mnie swoim sposobem bycia. Łukasz ma niesamowitą umiejętność porządkowania, udzielania się, działania. Trafnie formułuje tezy, jestem od niego starszy o 10 lat i chciałbym mieć takie zdroworozsądkowe podejście, jak on. Jest młody, ale bardzo dojrzały politycznie. Myślę, że polityka to naturalna droga dla takich jak on.

Reklama

Tego samego zdania jest Dominika Szwed. - Dlaczego poszedł do polityki? Jak ktoś czuje, że chce zrobić coś fajnego dla miasta, coś fajnego dla ludzi, to nie ma innej drogi. To jest potrzeba płynąca gdzieś tam głęboko z serca. On jest idealistą. Im ciężko w polityce, ale prawda jest taka, że gdyby nie tacy ludzie, z pasją, to nic by się w kraju i w świecie nie zmieniało. 

Poglądy i ambicje

Pytam swoich rozmówców o poglądy Łukasza Więcka. Są zgodni. 

Tomasz Ślęzakiewicz: - Potrafi rozróżnić skrajności i iść drogą zdroworozsądkową.  

Marek Rząsowski: - Konserwatywne. Choć trudno ocenić, jaka jest barwa tego konserwatyzmu. Może, uogólniając, bardziej zbliżona do moich, czyli konserwatywno-liberalna. Na szczęście Platforma jest formacją otwartą i jest w niej miejsce dla osób o różnych poglądach. A ta klasyfikacja nie przystaje już chyba do dzisiejszego świata.

Były współpracownik: - Konserwatywne, ale nie prawicowe, jeśli mnie pan dobrze rozumie. On jest przywiązany do tradycji, ale to nie znaczy, że tylko Bóg, honor i ojczyzna.  

Przeciwnik polityczny: - Jest bardziej na prawo niż reszta radomszczańskiej Platformy. Bo ta w sumie nie wiem, gdzie jest. Ale to właśnie jak najgorzej o nim świadczy, bo z konserwatywnymi poglądami poszedł do partii wpływu. Takiej, która jest zainteresowana tylko władzą, a nie kreowaniem rzeczywistości 

Niektórzy rozmówcy twierdzą, że przez ten konserwatyzm Więcek za bardzo do Platformy nie pasuje. On uważa, że wręcz przeciwnie. - Niech pan spróbuje wyjaśnić obcokrajowcowi, jak u nas przebiegają te podziały. Nie ma szans, aby to zrozumiał. Mamy u władzy partię realizującą program typowo lewicowy, która światopoglądowo jest skrajnie prawicowa. Wiele osób ubiera Platformę w lewicowe buty, a to nigdy nie była lewicowa partia. Jesteśmy partią centroprawicową, zawsze tacy byliśmy.

Do polityki nie trafił przypadkiem. Choć jego znajomi powtarzają mi, że to pewniej pasja niż wybór, on sam rozwiewa wątpliwości: - Wymyśliłem to sobie i wybrałem. Od dziecka chciałem być politykiem. W wieku 16 lat w kampanii kleiłem plakaty wyborcze. Nie, to nie jest przypadek.

W rozmowie podkreśla, że uważa politykę za najwyższy etap funkcjonowania w społeczeństwie. Najbardziej prestiżowy i odpowiedzialny. Polityka jest działalnością społeczną, twierdzi. A że za taką dziś nie jest uważana, to wina zepsutej klasy politycznej na górze, oderwanej od rzeczywistości i niedojrzałej.

Pytam go o ambicje. Nie boi się powiedzieć, że jest ambitny? - Absolutnie - odpowiada. - Czasem uśmiecham się na widok niektórych kolegów samorządowców, którzy twierdzą, że nie są ambitni. Jak to nie są? To co tam robią? Skąd się tam wzięli? Ktoś im kazał?

Rozmawiamy o mentalności rentierów. To przywara polskich przedsiębiorców, którym wystarcza zwycięstwo na własnym podwórku. Chcą być mistrzami okręgu, województwa, może Polski, ale o mistrzostwie świata nawet nie marzą. To ich odróżnia choćby od biznesu amerykańskiego. Więcek odpowiada ostrożnie: - Moje ambicje nie są ograniczone do bycia radnym czy nawet przewodniczącym rady, ale jak panu palnę tekst, że chcę być mistrzem świata w polityce, to się ośmieszę. Mam 34 lata, życie weryfikuje pomysły i ambicje, trzeba też umieć trzymać je na wodzy. Ale jestem osobą ambitną i wcale się tego nie wstydzę. Chcę sobie stawiać coraz wyższe cele.

Przeszedł drogę od działalności społecznej, bardziej idealistycznej, do politycznej, mocno pragmatycznej.

Pytam, kiedy zrozumiał, że polityka to inne zasady?

- Jakie inne? - dziwi się.

Brudne - odpowiadam.

- Dlaczego brudne?

Śmiejemy się obaj i ustalamy, że nie będziemy gadać na okrągło, bo wiemy, jakie to mechanizmy. Więcek mówi: - Uważam, że odpowiednio silne osobowości mogą politykę oczyścić i zmienić zasady. Tylko że muszą mieć olbrzymią siłę. Polityka nie musi być brudna, choć teraz większości z nas wydaje się, że nie da się tego zmienić... Były takie momenty, że poczułem rozczarowanie. Że zadziałały zasady inne niż myślałem, że powinny.

Mówi, że częściowo się z tym pogodził. Miał świadomość, że w niektórych momentach musi się poddać, że sam nie da rady. Gdyby wtedy chciał obstawać przy czysto idealistycznym podejściu do polityki, musiałby z niej odejść. - Więc w pewnym sensie musiałem pójść na kompromisy - wyjaśnia. - Ale mój plan jest taki, i ja go powoli realizuję, że będę miał  coraz więcej siły na to, żeby wpływać na zasady. Jednak nie dowierzam tym, którzy mówią publicznie, że jedyny motywator, którym się w polityce kierują, to idealizm. Czasami, żeby walczyć z przeciwnikiem, który nie ma reguł, trudno trzymać się reguł.

Kandydat

W 2010 roku radomszczańska Platforma podejmuje zaskakującą decyzję: wystawia 27-letniego wówczas Łukasza Więcka w wyborach na prezydenta miasta. Jego kontrkandydatami są prezydent Anna Milczanowska i Krzysztof Zygma z Razem dla Radomska. Akuszerem tego pomysłu ma być Marek Rząsowski. Nie zaprzecza: - Lubię takie niekonwencjonalne działania. Niekonwencjonalne, ale mocno osadzone w realiach. 

Pomysł przyjęty jest chłodno. Opowiada biznesmen sympatyzujący w przeszłości z PO: - To było kuriozalne. 27-latek bez doświadczenia w poważnych bitwach miał za przeciwników starych wyjadaczy. Byłem na spotkaniu, na którym ogłoszono tę decyzję. Powiedziałem sobie: no nie, k…, to niepoważne. I już się tam nie pojawiłem. 

Rząsowski: - Oczywiście na początku wiele osób było nastawionych negatywnie do tego pomysłu. Były przecież w Platformie osoby z większym stażem, bardziej doświadczone - takie stereotypowe myślenie. Muszę też przyznać, że jako osobie, która promowała ten pomysł, trochę mi się oberwało. Dziś traktuję to jako doświadczenie, które wiele mnie nauczyło. Łukasz potrafił przekonać do siebie ludzi. Myślę, że lokalna PO szybko dostrzegła, że to osoba pracowita, ambitna i pomimo swojego młodego wieku mająca spore doświadczenie.

Ale gdy pytam Rząsowskiego, czy wierzył, że Więcek wtedy wygra, milknie na dłuższa chwilę, po czym odpowiada dyplomatycznie. - Wierzyłem, że to będzie dobry wynik. Było oczywiście dużo znaków zapytania, ale kiedy ruszyła kampania, to nie tylko ja, ale wiele osób w to uwierzyło. 

Zanim Więcek podejmie ostateczną decyzję o starcie, odwiedzi w Wodzisławiu Śląskim tamtejszego prezydenta, który w wieku 27 lat zdobył fotel. Był członkiem Platformy. Dopiero potem mówi tak. Wierzy w zwycięstwo? Odpowiada: - Zacząłem wierzyć w trakcie kampanii. Od początku podeszliśmy do tego bardzo poważnie. Podczas pracy w hufcu udało nam się stworzyć niewiarygodnie silny zespół, więc byłem otoczony ludźmi, którzy mnie wspierali i we mnie szczerze i bezinteresownie wierzyli. Mocno wspierała mnie także większość działaczy lokalnej PO. To był taki moment, gdy wydawało się nam, że można góry przenosić. Rzeczywistość to zweryfikowała.

Zajmuje trzecie miejsce i nie wchodzi do drugiej tury. Jego znajomi mówią, że ciężko to przeżył. On twierdzi, że to nie tak: - Po tych trzech miesiącach przekonywania innych, że mimo młodego wieku jestem najlepszym kandydatem, trzeba było wrócić do rzeczywistości, do pracy. Jednego dnia osoby z pierwszych stron gazet, ministrowie, przyjeżdżali do naszego miasta wspierać mnie w wyborach, a drugiego wraca proza życia. Może z wiekiem człowiek jest bardziej gruboskórny i się tym wszystkim nie przejmuje? Wtedy zaangażowałem się w tę sprawę bardzo emocjonalnie i pod takim kątem to przeżyłem.  

Gdy pytam go, czy często w życiu przegrywał, odpowiada szybko: - Nie lubię przegrywać. Jeśli chodzi o sprawy społeczno-zawodowe, 2010 rok to była moja pierwsza przegrana. Jak każdy staram się tak planować to, co robię, żeby nie przegrywać. Choć zdaję sobie sprawę, że w działalności społecznej trzeba być na to gotowym i trzeba umieć przegrywać.

Kandydat po raz drugi

Jeszcze przed wyborami 2010, w 2008 roku, zakłada firmę Grupę Eventową Sparta. Zajmuje się organizacją spotkań paintballowych. Zaczyna od 12 zestawów, które pozwalają zorganizować jedną imprezę. 

Tomasz Ślęzakiewicz: - To jest jego prawdziwa pasja. Znam dwóch Łukaszów. Pierwszy w urzędzie, w garniturze, zapracowany, a drugi w dresie, u siebie na działce, padnięty z wysiłku po fizycznej robocie, nie mający nawet czasu na rozmowę.

Sparta najpierw wynajmuje dwa tereny lub organizuje spotkania w miejscach wskazanych przez klientów. W 2012 roku firma przejmuje teren Wapienniki. Mówi Więcek: - Ta działalność jest ściśle związana z tym, czym się interesowałem: technika wojskowa, przyroda, taktyka i rywalizacja. Od 13. roku życia działałem w drużynie o specjalności proobronnej.  

Dziś firmę prowadzi żona. W listopadzie 2014 roku Łukasz Więcek zostaje szefem Powiatowego Urzędu Pracy (zrezygnował w 2022 r.). Opowiada jego przeciwnik polityczny: - Nie ma co ukrywać, to stanowisko w powiecie należało do Platformy, więc on musiał wygrać konkurs. Nie wiem, dlaczego się zdecydował. Ale przyznam, że choć sam oceniam go sceptycznie, to w jego działalności w PUP widzę więcej pozytywów. Postawił na nogi ten urząd.  

Pytam Dominikę Szwed-Kipigroch, czy dziwi ją wybór urzędniczej drogi przez Łukasza Więcka. - Oczywiście, że nie. Ona jest jak najbardziej spójna z tym, co robił wcześniej. Przedsiębiorca to człowiek, który potrafi wstać rano z pomysłami, zmotywować i zmobilizować ludzi. Mnie przedsiębiorca nie kojarzy się ściśle z finansami i biznesem. Ma wizję, ma cel, i sięga po to. To samo robi Łukasz w urzędzie. Jest po prostu świetnym menadżerem. Ktoś taki prowadzi organizację w dobrym kierunku. Nie ma znaczenia czy jest to hufiec, prywatna firma, miasto czy urząd. 

Tomasz Ślęzakiewicz: - On nie jest człowiekiem o narcystycznym usposobieniu, który uwielbia się oglądać w oczach innych, który mówi o sobie w superlatywach. Jakiś czas po objęciu przez niego urzędu pracy, okazało się, że poszły w górę wskaźniki, określające poziom ich pracy. Spytałem go, dlaczego się tym nie chwali. W ogóle nie odpowiedział na pytanie, stwierdził, że to nie jego rola. 

Były znajomy: - Na mieście mówią, że robotę w PUP robi dobrą. Ale proszę sobie zadać pytanie: czy najlepszą z możliwych? Został szefem z politycznego rozdania i dobrze sobie radzi, ale może gdyby w konkursie startowali inni fachowcy, poradziliby sobie jeszcze lepiej? 

Gdy pytam Więcka, czy w przyszłości bardziej widzi siebie jako przedsiębiorcę czy urzędnika, odpowiada: - Staram się wyznaczać sobie pewne cele i je realizować. wiem, że moja misja w urzędzie się kiedyś skończy. Nie dlatego, że będę zmuszony do odejścia, choć to oczywiście możliwe, tylko sam uznam, że nic nowego od siebie wnieść do tej pracy nie mogę. Ktoś mi kiedyś zarzucił, że zdarza mi się rezygnować ze sprawowanych funkcji, że po jakimś czasie odchodzę. To prawda. Uważam, że trwanie na funkcjach zbyt długo, kiedy pojawia się już zmęczenie i wypalenie zawodowe, które z czasem przeradza się w marazm i nijakość, jest złe. Człowiek powinien w każdej pracy mieć możliwość rozwoju, a kiedy zauważy, że nie jest w stanie dać od siebie czegoś więcej niż już dał, powinien szukać nowych wyzwań. Ważne jest, aby umieć odejść w dobrym momencie, na własnych warunkach. Nie widzę się jako dyrektor PUP za 20 lat, jeśli o to pan pyta.

Na stanowisku urzędniczym nie, a na bardziej eksponowanym? Od czasu, gdy zastąpił Jacka Gębicza na stanowisku przewodniczącego rady miasta, coraz częściej słychać, że Platforma szykuje go na kandydata w wyborach prezydenckich. 

Tomasz Ślęzakiewicz: - Chciałbym, żeby miał takie ambicje. 

Marek Rząsowski: - Czasami go do tego namawiam. Jestem przekonany, że to bardzo dobry materiał na prezydenta miasta.

Jego przeciwnik polityczny: - O matko, nie… To nie jest materiał na prezydenta. Za wiele ambicji, za wiele konformizmu. To się nigdy dobrze nie kończy.

Były współpracownik: - Żeby być dobrym prezydentem, trzeba lubić ludzi. Nie wiem, czy Łukasz ich lubi. Nie wyobrażam sobie tego. 

Moi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jeden problem, który dotyczy całej radomszczańskiej Platformy. Nawet jeśli są tam osoby, które się nadają do walki o stanowiska, to nie są zdeterminowane, by pójść do polityki na całość. Bo mają alternatywę. To jest zabójcze dla polityki, bo nie gra się na sto procent. Łukasz Więcek całkowicie się z takim postawieniem sprawy nie zgadza: - Cały czas uczę się polityki, ale też wiem, że wszędzie, aby coś osiągnąć, trzeba się angażować na całego. Nie uważam, że angażowanie mam budować na strachu, że nie mam wyjścia awaryjnego. To w każdym przypadku jest to złe myślenie. Wcale nie uważam, że jeżeli walczę o wszystko, to walczę lepiej. Jest jeszcze inna możliwość.  Można się bić, bo naprawdę się wierzy w to, co robi. I ta wiara i ambicja są lepsze niż strach przed przegraną. Dlatego dbam w życiu o to, żebym miał drogę powrotu. Nie ze strachu, tylko żebym w polityce niczego nie musiał. Żebym miał komfort i świadomość, że od polityki nie zależy całe moje życie. Strach to zły doradca. Żeby coś w polityce zrobić, nie można się bać. Po to założyłem własną działalność gospodarczą, którą obecnie prowadzi moja żona, żeby utrzymać niezależność, żeby nigdy trudne decyzje w samorządzie czy polityce nie wpływały na poczucie bezpieczeństwa materialnego. Nie chcę być zakładnikiem polityki, a wielu polityków na poziomie samorządowym i krajowym nim jest.

Pytam go jeszcze o określenie „cudowne dziecko samorządu radomszczańskiego”. Pojawiło się u kilku moich rozmówców. Wraz z przestrogą, że tacy zawsze kończą spektakularnie: albo trafiają na szczyt, albo z hukiem spadają. Więcek odpowiada: - Czas, kiedy byłem wyjątkowo młody, jak na rolę, którą odgrywałem w samorządzie, już się skończył, a swoje działania wolę opierać na pracy niż cudach, dlatego też to określenie do mnie nie pasuje. Każdy sukces niesie za sobą możliwość porażki. Czym więcej się osiągnie, tym więcej można stracić. Każdy samorządowiec czy polityk powinien umieć przegrywać i być przygotowany na porażkę, bo jest ona wpisana w tę pracę. Przegrana nie zawsze musi być czymś złym. Dobrze wykorzystana daje wiele nauki. 

(tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w 2017 r.)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/04/2024 21:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości