- Mam wrażenie, że to kwestia inflacji. I że dzisiaj pieniądze mają coraz mniejszą wartość, więc za najniższą krajową nikt się nie będzie jakoś szczególnie przykładał. I mamy taki efekt, że za chwilę zarośniemy - mówi nasz Czytelnik.
Pan Wojciech mówi, że od kilku tygodni obserwuje, że w mieście zieleń nie jest zadbana.
- W centrum, na placu 3 Maja, z każdego chodnika wychodzi trawa i mech, nikt się tym nie zajmował od dawna. Do tego nieprzycięte krzewy, więc po deszczu trudno przejść chodnikiem tak, żeby się nie zmoczyć. Trawa rośnie jak, chce, a w wielu miejscach coś niby zaczęto, ale nie dokończono do dzisiaj - wylicza radomszczanin.
- W parku Solidarności koszono przed Dniami Radomska, ale tylko tam, gdzie było to konieczne i dzisiaj wygląda to komicznie, tu krótko, tam długo. Na rondach między kwiatkami pełno trawy i chwastów, nikt tego nie pieli. Owszem, położono podkład, ale jakoś zabrakło konsekwencji, żeby wysypać korę i ronda wyglądają dziwnie, jakby rozgrzebane w połowie.
Nasz Czytelnik dodaje, że praktycznie wszędzie widzi śmieci.
- Jest ich pełno. Czyli niezadbana zieleń i do tego śmieci. Jakby nie było w tym mieście gospodarza.
Radomszczanin zastanawiał się nad przyczynami i ma swoją teorię.
- Inflacja, słowo klucz. Przetargi na utrzymanie zieleni w mieście odbywały się dawno. A dzisiaj koszty są zupełnie inne. Kobiety pracujące w tej firmie, które widzę w centrum, nie chcą rozmawiać. I ja to rozumiem. Co mogą kupić za swoją pensję? Nie spodziewam się, żeby zarabiały niesamowicie dużo. Jakoś trzeba sie utrzymać, a jak pracować mając świadomość, że za wynagrodzenie można co najwyżej wegetować? Przetrwać do pierwszego? I nawet rozumiem, że urzędnicy odpowiedzą, że takie czasy, że na nic nie ma pieniędzy, ale od tego jest władza, żeby szukać rozwiązania, a nie tanich tłumaczeń - mówi na koniec.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To tylko doktor od miasta i jego poplecznicy. Jacy są każdy widzi.
To tylko doktor od miasta i jego poplecznicy. Jacy są każdy widzi.