- To straszna tragedia i wszyscy zastanawiają się, dlaczego to zrobił - mówi kobieta z miejscowości Kotfin w gminie Gidle. W piątek 20 maja wieczorem jeden z mieszkańców tej wsi strzelił do siebie. Mężczyzna zmarł.
- To była chyba 22.30. Byłam w domu, okno było otwarte. Ten strzał było słychać bardzo wyraźnie - kobieta opowiada, że do domu mężczyzny, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo, jest od niej kawałek, nie są sąsiadami przez płot, ale echo wystrzału niosło się daleko.
- I myślę, że on nie siedział w samochodzie, nie był w domu ani w jakimś innym pomieszczeniu, bo ten strzał było słychać bardzo dobrze i bardzo wyraźnie. Pomyślałam, że o tej porze może myśliwi polują, i to nie na zające, a na jelenia albo dzika. Bo to nie był odgłos wystrzału ze śrutu - podkreśla.
I dodaje, że zna się na tym, jej mąż posiada broń, jest leśniczym, więc umie rozróżnić, z jakiej amunicji się strzela.
- A to brzmiało jak pocisk brenneke - wyjaśnia. - Takim strzela się do dużego zwierza. I takimi pociskami strzela się z fuzji, na pewno nie z pistoletu.
Mieszkanka Kotfina mówi, że nic nie wskazywało na to, że w tym domu może dojść do takiej tragedii.
- To było normalne małżeństwo, mieli trójkę dzieci, z którymi czasem spacerowali. I z psem. Widywałam ich. Pewnie, że czasem się kłócili, ale to się zdarza chyba w każdym małżeństwie. I nagle coś takiego... O tym, że on do siebie strzelał i nie żyje, dowiedziałam się następnego dnia. Wszyscy się tu zastanawiają, czy miał jakies kłopoty, może finansowe, a może to depresja? Dzisiaj dotyka to wielu. I skąd miał broń? Kupił? Bo nie był myśliwym, nie polował. To już będą śledczy wyjaśniać. Szkoda żony i dzieci, które zostały bez ojca.
Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest przez policję pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Radomsku. Ani policja ani prokurator nie informują o szczegółach tego tragicznego zdarzenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze