Jak mówi, była godzina 16. Stała na podwórku, jej mąż poszedł do sąsiadów na przeciwko po córki. - Niby blisko, niby uliczka mało uczęszczana, daje poczucie bezpieczeństwa, ale dzieci małe, trzeba przypilnować - zaznacza. - Nagle słychać ryk silnika, buksowanie kół i pisk opon, wjeżdża w uliczkę na pełnym gazie czarne audi A6, bez żadnych blach, naklejki, czegokolwiek. Mąż w przypływie przeczucia jakimś cudem zatrzymuje to auto. Dziewczynki tyle co wbiegły na podwórko.
Kiedy samochód się zatrzymał wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jak mówi pani Klaudia, wyraźnie pod wpływem alkoholu. Zaczyna się awantura.

- Biegnę z telefonem, żeby mieć dowody. Do pomocy przyszli sąsiedzi, wszyscy widzą, że ci dwaj są nietrzeźwi. Próbujemy dokonać obywatelskiego zatrzymania do czasu przyjazdu policji, po którą ja dzwonię - opowiada o tym, co się dalej działo. W Radomsku jest akurat jeden patrol, zajmuje się kolizją. Przyjeżdża po 40 minutach.
Pani Klaudia zaznacza, że nie ma do policjantów żadnych pretensji, robią co do nich należy, ale jej zdaniem nie powinno być tak, że kiedy ktoś zatrzymuje pijanego kierowcę, trzeba czekać tak długo. Na tyle długo, że ten ucieka.
- Jeden uciekał w pole, drugi odjechał tym audi i chciał je w lesie schować. Ostatecznie przejechali polami z Siemiradzkiego w Partyzancką i zdążyli się ukryć. Mam nadzieję, że nagrania, bo jest na nich ich kolega, który przyjechał busem, pozwolą jednak ich zatrzymać. Nie da im się co prawda udowodnić, że byli wtedy pijani, ale nie powinni pozostać bezkarni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze