To druga próba wycięcia rosnących wzdłuż Leszka Czarnego robinii akacjowych. Dokładnie cztery lata po pierwszej, zablokowanej. Tym razem ma się to odbyć dyskretniej, tak, by nikt nie protestował.
Kiedy w maju 2018 roku na drzewach pojawiły się na tych drzewach widoczne z daleka i bijące po oczach wymalowane fluorescencyjną farbą cyfry, mieszkańcy i radni zareagowali. To było chwilę po rzezi drzew rosnących na skwerze przy Sierakowskiego. I informacji, że drzewa przy Reymonta też idą pod piłę.
Sprawą zainteresowali się radni Koalicji Obywatelskiej Magdalena Spólnicka i Marek Rząsowski. Razem z naczelniczką wydziału ochrony środowiska Marzanną Proszowską i Moniką Andrysiak, wtedy naczelniczką wydziału inwestycji, a dzisiaj wiceprezydent, byli na Leszka Czarnego. I pytali - dlaczego trzeba wycinać?
Naczelnik Proszowska odpowiadała, że trzeba, bo drzewa przewracały się na samochody, bo są niebezpieczne, bo wreszcie, chcą tego mieszkańcy bloków.Tym razem drzewa zostały oznaczone dużo dyskretniej
Ostatecznie wycięto tylko kilka z kilkunastu, w miejsce wyciętych posadzono niewielkie klony.
Po widocznych z daleka cyfrach nie ma już śladu. Po zmianie decyzji robinie przeszły pielęgnację. I rosły spokojnie do piątku.
Bo wtedy, jak mówi nasz Czytelnik, mieszkaniec bloku numer 19, znów wydano na nie wyrok. Tym razem dyskretniej, bo farbę, którą urzędniczki malowały na drzewach przeznaczonych do wycięcia krzyżyki, trudno dostrzec. Trzeba się dobrze przyjrzeć, ale są.
- Te z krzyżykami zostały już skazane i pewnie za chwilę przyjedzie tu firma i będzie wycinać, aż nic nie zostanie - mówi radomszczanin.
I opowiada, że wyrok wydano w piątek 6 maja. - Zapytałem tych pań, po co te drzewa oznaczają. Powiedziały, że trzeba je wyciąć. Pytam, dlaczego. Mówią, że drzewo przewróciło się na samochód i są niebezpieczne. Bezczelnie kłamią. Mieszkam w tym bloku 48 lat i nie pamiętam takiej sytuacji. Po prostu, chcą je wyrżnąć i tyle. A one mają już zielone listki. Za chwilę będą pięknie wyglądały i będę dawać cudowny cień. Komu to przeszkadza?
Naszemu Czytelnikowi nie, ale może jego sąsiadom? Cztery lata temu Marzanna Proszowska powoływała się właśnie na mieszkańców.
- Absolutnie nie. Nie tylko ja, ale i moi sąsiedzi nie chcą żadnej wycinki. Lubią zieleń, duże, piękne drzewa. Chcemy tylko, żeby były właściwie pielęgnowane. Tak jak akacje z drugiej strony bloku, którymi zajmuje się spółdzielnia - prowadzi nas tam i pokazuje drzewa, o których mówi. - A te od ulicy trzeba ratować. To będzie barbarzyństwo.
O drzewa przy Leszka Czarnego zapytaliśmy w mailu do wydziału informacji i promocji w urzędzie miasta w poniedziałek. Czekamy na odpowiedź.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze