Reklama

Jacek Świątkowski, radomszczański policjant, zaopiekował się rannym bocianem. Szukał dla niego pomocy, ale nikt się nie znalazł

29/07/2022 16:50

W środę 27 lipca Jacek Świątkowski, mieszkaniec gminy Gomunice, który jest policjantem w radomszczańskiej komendzie, dostrzegł bociana, który błąkał się przed jego posesją. Ze skrzydła ptaka płynęła krew.

Na posesji pana Jacka znajduje się bocianie gniazdo. W tym roku bociania para wydała na świat troje potomków. Niestety, jeden z nich prawdopodobnie próbował lata spadł. Uszkodził sobie skrzydło. Gdy policjant go zauważył, ranny ptak krwawił. 

Pan Jacek nie zastanawiał się ani przez chwilę, czy zająć się bocianem. Chcąc go uchronić przed przejeżdżającymi samochodami, zagonił ptaka na swoje podwórze. I postanowił znaleźć pomoc weterynaryjną. 

Policjant zadzwonił do wielu organizacji, które ogłaszają w internecie, że pomagają w zabezpieczeniu dzikich zwierząt i zapewniają im rehabilitację. 

Reklama

- Nikt nie był zainteresowany pomocą. Najlepiej by było, żebym to ja przywiózł do nich bociana. A przecież ja nawet nie wiem, jak takie zwierzę zabezpieczyć na podróż, aby nie zrobić mu krzywdy - mówi Jacek Świątkowski. 

Dzwoniąc pod numer ogólnopolskiej infolinii "801 bocian" można usłyszeć, że nie ma takiego numeru. W innych organizacjach proszono policjanta o dostarczenie rannego ptaka. Reszta nie odbierała. 

- Było "odbijanie piłeczki": najlepiej jakby pan złapał, najlepiej jakby się pan nim kilka dni zaopiekował, a później nam go pan przywiezie. A to jest 200 km od mojego domu. Jedyna osoba, która się tym zainteresowała, to leśniczy z Masłowic. Przyjechał następnego dnia do mnie i obejrzał bociana. Powiedział mi, że jest to duży bocian, który jest za silny, aby go próbować złapać - mówi policjant. 

Reklama

Jedna z rozmówczyń policjanta powiedziała mu, żeby zadzwonił na straż pożarną i "niech oni sobie bociana wezmą". 

Zdesperowany mężczyzna zadzwonił do weterynarza, który ma popisaną z gminą umowę. 

- Weterynarz mi powiedział, że - niestety - ustawa zabrania mu udzielać pomocy dzikim zwierzętom. Strażacy zadzwonili do centrum zarządzania kryzysowego. Tam powiedzieli, że mam dzwonić do gminy i gmina wyśle weterynarza, z którym ma podpisaną umowę. Koło się zamknęło - z rozgoryczeniem mówi pan Jacek. 

Nie zostawił jednak pana Jacka samego z problemem. Powiedział, że jeśli za dwa, trzy dni bocian osłabnie, to pomoże policjantowi zawieźć go do odpowiedniego ośrodka. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefek - niezalogowany 2022-07-31 10:52:51

    A Leśny ośrodek edukacji i rehabilitacji zwierząt w Kole nie zajął by się bocianem ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości