Pan Czesław kilka dni temu przejeżdżał ulicą Brzeźnicką. I zwrócił uwagę, że wszystkie latarnie uliczne są włączone.
- Gdyby to była noc, to bym się cieszył, bo po to są, żeby na ulicy było jasno i bezpiecznie.
Jednak to było prawie południe.
- Biały dzień. Jasno. Jak to w dzień - trochę żartuje. - A tymczasem, co uwieczniłem na zdjęciach, wszystkie te latarnie były włączone. I teraz rodzi się kilka pytań. Dlaczego? Po co? Coś się zepsuło? Ktoś nie przestawił zegara albo oparł się o włącznik? I wreszcie, czy nas na to stać? Bo to my za to zapłacimy, podatnicy.
Zapytaliśmy o uliczne oświetlenie przy Brzeźnickiej w urzędzie miasta.
Jak mówi Gazecie Karolina Turowska z wydziału informacji i promocji, nie dzieje się nic dziwnego ani niepokojącego. Wyjaśnia, że zmieniła się firma, która zajmuje się obsługą ulicznych latarni dla miasta. Ich naprawą i konserwacją.
Poprzednia takie prace wykonywała w nocy. Ta nowa woli to robić w dzień. I żeby zobaczyć, która latarnia jest uszkodzona albo gdzie spaliła się żarówka, trzeba włączyć cały obwód. Czasem to będzie jedna ulica, czasem kilka, a czasem nawet dzielnica.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.