Radomszczanka przyjechała dzisiaj o godzinie 8 rano do swojej mamy w Stobiecku Miejskim. W przydrożnym rowie zauważyła młodą sarnę.
Jak nam opowiadała, bała się, że zwierzę może próbować wejść na jezdnię, a Brzeźnicka to bardzo ruchliwa ulica. I dojdzie do nieszczęścia. Nie była też określić stanu sarny, w końcu nie jest specjalistką.
I dlatego uznała, że najlepiej będzie poinformować leśników, którzy z dziką zwierzyną kontakt mają niemal codziennie. Zadzwoniła do Nadleśnictwa i opowiedziała o całej sytuacji. Usłyszała, że powiadomiony zostanie lekarz weterynarii.
- Zrobiło mi się lepiej, bo zrozumiałam, że ktoś udzieli sarnie fachowej pomocy. Tymczasem po jakimś czasie przyjechał swoim prywatnym samochodem jakiś mężczyzna, co wyglądało tak, jakby miał zabrać nieżywą sarnę. Czyli ktoś źle przekazał informacje? Ja nie mówiłam, że trzeba uprzątnąć nieżywą sarnę, tylko pomóc żywej sarnie - podkreśla.
I dodaje, że mijały kolejne godziny, postanowiła więc zadzwonić do Urzędu Miasta, do wydziału ochrony środowiska. A tam usłyszała, że takie przypadki należy zgłaszać w wydziale bezpieczeństwa. - Nie muszę tego wiedzieć. W każdym razie ta pani powiedziała, że dopiero się dowiedzieli i że przekaże wszystko gdzie trzeba.
Po kolejnych godzinach oczekiwania przyjechała lekarka weterynarii.
- I od razu zaczęła na mnie krzyczeć, że ona ma pacjentów poczekalni, że nie może ich zostawić, a tej sarny i tak się nie da uratować, trzeba ją uśpić. Odpowiedziałam, że przecież rozumiem i nie wiem dlaczego tak krzyczy. Odpowiedziała, że człowiek, który był wcześniej, to jej dobry znajomy i potrafi zająć się zwierzętami. Cały czas zastanawiam się, co on miał zrobić, skoro sarny nie dałoby się uratować?
Ostatecznie sarna dostała zastrzyk i została uśpiona.
- I tak sobie teraz myślę, czy na pewno podjęłam dobrą decyzję. Wydawało mi się, że robię dobrze wzywając pomoc do tej sarny, ale po tym, jak to się skończyło, nie jestem już taka pewna...
I dodaje, że jest 13, a ciało sarny dalej leży w rowie. - Pani weterynarz powiedziała, że ktoś po nie przyjedzie, ale jak widać, temu komuś się nie spieszy... - wzycha nasza Czytelniczka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dobry znajomy, wziąłby sarne do auta i przerobil na dziczyzne, a tak trzeba bylo zastrzyk i juz nikt tego nie zje. Chory kraj z dykty, gdzie kazdy robi za kare. Nastepnym razem pani nie dzwoni,moze sarna sama sie ruszy.
Dobry znajomy, wziąłby sarne do auta i przerobil na dziczyzne, a tak trzeba bylo zastrzyk i juz nikt tego nie zje. Chory kraj z dykty, gdzie kazdy robi za kare. Nastepnym razem pani nie dzwoni,moze sarna sama sie ruszy.