- Uważam, że trzeba wszystkich ostrzec, żeby jednak wyrobili sobie nawyk spojrzenia na datę przydatności do spożycia - mówi nasza Czytelniczka.
Po tym sygnale od radomszczanki sprawdziliśmy i rzeczywiście towar, o którym nam powiedziała, wciąż leżał na sklepowej półce w supermarkecie przy ulicy Przedborskiej. To był poniedziałek 2 października. I nie były to pojedyncze sztuki, ale całe pudełko tego produktu.
- Te białe sery były ważne do 2 października - opowiada radomszczanka, która często robi zakupy w tym sklepie. - Pewnie nie wszyscy zwracają na to uwagę, a powinni, bo ten towar nie powinien być sprzedawany. Ewidentnie ktoś tu nie wykonał swojej pracy jak powinien i naraził klientów.
Zadzwoniliśmy do centrali sieci i usłyszeliśmy, że oczywiście żaden z produktów po dacie ważności nie powinien znajdować się na sklepowych półkach. Jeśli zbliża się ta data można taki produkt przecenić, ale na pewno nie powinien być sprzedawany.
Zapytaliśmy, czy w sklepie jest pracownik, który sprawdza daty. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że taką osobę powinien wyznaczyć kierownik.
We wtorek, 3 października odwiedziliśmy sklep, żeby sprawdzić, czy produkty zostały sprzedane. Wciąż można je było kupić.
Nie mogliśmy porozmawiać z kierownikiem sklepu, bo akurat tego dnia nie było go. A pracownicy sklepu nie są upoważnieni do rozmów z mediami, jak przekazała nam jedna z pań, która skontaktowała się z kierownikiem regionalnym.
Wskazaliśmy pracownikom całe pudło serów leżących na brzegu lodówek z przekroczonym terminem ważności i kolejne, których data kończyła się we wtorek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze