Radomsko: Nikt na dzisiaj nie jest w stanie wytłumaczyć, co się stało z wielkimi drzewami pomiędzy blokami na osiedlu Dwunastka. Nie może definitywnie stwierdzić, że uschły. Ale wszystko na to wskazuje.
W sieci pojawił się wpis, w którym autor zastanawia się, co się stało czterem potężnym drzewom, które rosną pomiędzy blokami na ulicy Targowej. To obszar spółdzielni "Dwunastka". Jadę na miejsce. Chcę sprawdzić, czy na pniach widoczne są nawierty. Takie sugestie padły w komentarzach pod postem.
Osiedle "Dwunastka" znajduje się niemal w samym centrum miasta. Wygląda na zadbane i niezwykle, jak na Radomsko, "zielone". Przy ulicy Targowej znajduje się kilka niskich bloków.
Szukam adresu: Targowa 12 C, D-E. Żółte fasady bloków. Na ich tle soczyste zielenią krzewy i drzewa. Trochę rabat. Nawet w deszczu osiedle wywołuje pozytywne wrażenie. Właśnie dzięki zadbanej zieleni. Jednak po kilku krokach staję przed skwerem pomiędzy dwoma bolkami i moim oczom ukazuje się widok sześciu uschniętych drzew. Cztery z nich są ogromne. Pozostałe dwa - mniejsze. Przy czym jedno z nich - choć nie znam się na gatunkach drzew, to chyba leszczyna - próbuje walczyć. W połowie pnia są jeszcze liście. Ale sam czubek korony jest zupełnie ogołocony z liści. Spoglądam w górę. Takie obrazki widywałam w horrorach na wideo: posępne, łyse gałęzie targane wiatrem w kroplach deszczu. Nie chciałabym takiego widoku za oknem. Muszą się z nim jednak pogodzić mieszkańcy bloków. Taki widok jest za ich oknami. Dotyczy to zwłaszcza bloku oznaczonego jako 12 D.
Oglądam cztery grube pnie. Nie dostrzegam żadnych nawierceń. Kora jest spękana. Odchylam kawałek. Pod nią pień jest spróchniały. Co się tym drzewom przydarzyło? choroba, czy ktoś im pomógł? Jak w Przedborzu w tym roku.
Jedni kochają drzewa, innym one przeszkadzają. Bo liście zasłaniają im dopływ słonecznych promieni. Do tego w listowiu gnieżdżą się robaczki, owady, które - zwłaszcza latem, gdy okna są otwarte - wchodzą do mieszkań. Tyle, że teraz korony nie mają żadnych liści. To drewno, już nie drzewa.
O możliwy powód takiego stanu drzew pytam radomszczańskiego dendrologa, Ernesta Rudnickiego. Okazuje się, że wspomniane cztery olbrzymy z ulicy Targowej to wiązy. Wiązy ze względu na swą odporność na warunki miejskie często były sadzone w parkach i przy drogach.
- Kiedyś nawet analizowałem te wiązy - mówi dendrolog. Na pytanie o przyczyny obumarcia drzew mówi: - Tak doskonale ktoś mógł to zrobić, że nie ma możliwości udowodnienia podtrucia. Nie ma żadnego nawiertu na żadnym z nich. Ale istnieje też taka możliwość, że wystąpiła holenderska choroba wiązów. Nie wolno tego wykluczyć. Ta choroba potrafi zniszczyć wiązy w ciągu jednego sezonu.
Dendrolog potwierdza, że w przypadku rosnących tuż obok siebie wiązów choroba dotyczy każdego z nich, gdyż połączone są systemem korzeniowym. Natomiast nie przenosi się na inne gatunki drzew.
- Dwa lata temu te drzewa jeszcze były żywotne. Dokonywałem ich oględzin pod względem rokowań na kolejne lata. Wówczas były zdrowe. Natomiast w tym roku pogorszyło się diametralnie. Zatem nie wykluczam zatrucia, ale na równi prawdopodobną przyczyną ich obumarcia może być grafioza [holenderska choroba wiązu, wywoływana przez grzyby - przyp. red.] - mówi Ernest Rudnicki.
Od kilku rozmówców usłyszałam, że wiązy stanowiły punkt zapalny na tym osiedlu. Wielu osobom zależało na ich ścięciu.
- Zwłaszcza sąsiedzi z tego bloku - jedna z mieszkanek osiedla wskazuje na blok D - bardzo narzekali na te drzewa. Zasłaniały im balkony. Mnie wygląda to na celowe działanie. Czyjeś rączki "pomogły" im uschnąć - mówi. Kobieta podkreśla, że sama mieszka w bloku naprzeciw uschniętych drzew i nie podoba jej się to, że właściwie już ich nie ma. - Na szczęście mam jeszcze drzewa z drugiej strony, tam gdzie mam okna - dodaje.
Co się teraz stanie z wielkimi kikutami? Pytam prezesa spółdzielni. Bo to spółdzielnia zarządza tym terenem. Mówi, że temat zna. Przypomina, że w 2018 roku poprzednia pani prezes składała do urzędu miasta wniosek o wycięcie tych drzew. Ze względu na ich rozmiar. W razie niekorzystnych warunków atmosferycznych, burzy i wiatru, mogłyby zagrażać ludziom i mieniu.
- Z jakiegoś powodu do wycinki tych drzew nie doszło. One wtedy jeszcze żyły. W tej chwili nie mają liści. Planujemy ich wycięcie. Ale nie robimy tego latem, ponieważ nie jestem dendrologiem i nie mogę stwierdzić, że one na pewno nie żyją. Przez całe lato dajemy im szansę wypuszczenia liści. Jeśli tak się nie stanie, to prawdopodobnie już się nie odbiją. W związku z tym wraz z zakończeniem lata podejmiemy całą procedurę zmierzającą do uzyskania pozwolenia na wycięcie tych drzew. Jeśli je dostaniemy, to drzewa wytniemy. Po tym oczywiście posadzimy nowe. Na pewno już nie tak wysokie. Nie z tego gatunku - mówi Waldemar Kazimierczak, prezes spółdzielni mieszkaniowej "Dwunastka".
Nawet obecnie, gdy drzewa raczej straszą, niż cieszą oczy swoim wyglądem, część mieszkańców jest przeciwna ich wycięciu. Natomiast pozostałym już wcześniej zależało na ich usunięciu.
- Drzewa nie mają już liści i na oko mogą już nie żyć, to jednak część mieszkańców protestuje przeciwko ich wycięciu. Procedura jest taka, że najpierw muszę poinformować mieszkańców o zamiarze wycięcia tych drzew, a oni będą mieli trzydzieści dni na złożenie uwag. One zostaną załączone do wniosku do urzędu miasta - mówi prezes spółdzielni.
Prezes zapewnia, że w obrębie systemu korzeniowego drzew nie były prowadzone żadne prace. Wycinka może nastąpić najwcześniej na przełomie listopada i grudnia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze