W czasach KSW (Kup Sobie Wykształcenie) każdy z nas i Was może zostać ekonomistą lub w zasadzie kimkolwiek zechce. Wystarczy zainwestować od 290 do 450 zł miesięcznie i po sześciu semestrach nabyć tytuł licencjata. W kolejne dwa lata magistra. Chociaż podobno „z małpy kanarka nie zrobisz”, to kwalifikacja dodaje animuszu. Szczególnie tym, którzy potrzebują go w samorządzie.
Paweł Aulich, felietony@radomszczanska.pl
Niektórzy, aby piastować wyśnione funkcje musieli, muszą lub będą musieć zakupić sobie, oczywiście zgodnie z procedurami, nie żadne tam kolekcjonerskie dokumenciki, a odpowiednie papiery. Do zasiadania też są wymagane adekwatne kwity, toteż firmy edukacyjne zwane szkołami wyższymi oferują studia podyplomowe i zacierają ręce przy każdej rekrutacji. To są dopiero papiery wartościowe. Ich posiadanie przedkłada się na wzrost wartości wynagrodzenia otrzymywanego pośrednio lub bezpośrednio z samorządu. O tym jeszcze szerzej napiszę, bowiem ciągle czuję, że
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 84% tekstu do przeczytania.Płatny dostęp do treści
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ja to wolałabym, żeby o finansach wypowiadała się osoba mająca na ten temat jako takie pojęcie. Inaczej to zwykła mowa trawa. Ani to śmieszne, ani mądre. No ale jak mądrości płyną z Finansowej Akademii Prasowej albo z kozetki terapeuty, to chyba niczego lepszego się spodziewać nie można. Pozdrawiam autora - pacjenta pewnej poradni na "A" ;)
Ja to wolałabym, żeby o finansach wypowiadała się osoba mająca na ten temat jako takie pojęcie. Inaczej to zwykła mowa trawa. Ani to śmieszne, ani mądre. No ale jak mądrości płyną z Finansowej Akademii Prasowej albo z kozetki terapeuty, to chyba niczego lepszego się spodziewać nie można. Pozdrawiam autora - pacjenta pewnej poradni na "A" ;)