Wtorek 23 lipca, godzina 12 w południe. Do sklepu w Kraszewicach w gminie Masłowice wchodzi dwoje dzieci.
Dziewczynka jest starsza, jak się później okaże, ma 14 lat, jej brat jest dwa lata młodszy. - - Proszę, niech pani zadzwoni na policję. Nasi rodzice się nad nami znęcają - słyszy kobieta.
I w tym momencie rusza cała urzędowa machina. Na miejsce przyjeżdżają policjanci, pojawiają się także pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Masłowicach. Wszyscy mają swoją rolę do odegrania.
Rodzeństwo jest tu od niedawna. Sprowadzili się z innego miasta. Tego dnia rodziców zastępczych, bo tak właśnie wygląda sytuacja, wyszli z domu. A rodzeństwo skorzystało z okazji i wyszło przez okno.
Służby robią swoje. Pytają, sprawdzają i ustalają. Urzędnicy z GOPS-u znajdują dziadków dzieci, którzy mieszkają niedaleko Kraszewic. I od tego momentu to pod ich opieką będą 14-latka i 12-latek.
- Prowadzone jest dochodzenie o psychiczne i fizyczne znęcanie - mówi Gazecie aspirant Dariusz Kaczmarek, oficer prasowy radomszczańskiej policji. I dodaje, że ze względu na dobro sprawy nie udzieli żadnych informacji ponad to, co już powiedział.
Z naszych informacji wynika, że wersje są dwie. Pierwsza, że rzeczywiście do znęcania mogło dojść. I druga, o której słyszymy, że jest o wiele bardziej prawdopodobna, że żadnego znęcania nie było, dzieci to sobie wymyśliły. Obie są weryfikowane.
- Nie za wiele o tej rodzinie wiadomo - słyszymy od mieszkańca Kraszewic, który prosi o anonimowść. - Tyle, że często się przeprowadzają. I to nie jest żadna patologiczna rodzina - przez chwilę szuka słów, którymi chciałby ją opisać. Rezygnuje. - Rodzina jak rodzina. Moim zdaniem trochę te dzieci powymyślały, ale to niech już ustalają ci, co sie tym zajmują - mówi odchodząc.
Sprawą na pewno zajmie się Sąd Rodzinny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze