Reklama

Wychudzona wielbłądzica w cyrku w Radomsku. Weterynarz: nie może występować

- Stwierdziłem, że wielbłądzica ma ubytki w tkance tłuszczowej i mięśniowej, możliwe, że jest chora, może nawet bardzo poważnie. Ale tego bez badań nie da się stwierdzić - mówi Gazecie weterynarz Marek Barski, który na polecenie Powiatowego Lekarza Weterynarii kontrolował stan zwierząt, które miały wystąpić w dzisiejszym przedstawieniu cyrkowym w namiocie ustawionym na rogu ulic Jagiellońskiej i Starowiejskiej.

Rok temu radny powiatowy Arkadiusz Ciach i Małgorzata Ptak z Lewicy zbierali podpisy pod projektem uchwały, który zakazywałby wynajmowania miejskich działek cyrkom, które w swoich przedstawieniach mają zwierzęta. Miejscy radni tę inicjatywę uchwałodawczą odrzucili. 

Dzisiaj przed południem radomszczanie mogli zobaczyć kilka wielbłądów, które były przygotowywane do wieczorengo przedstawienia. Wśród nich bardzo wychudzoną wielbłądzicę. Ona także miała na sobie cyrkowe nakrycie, w którym miała wybiec na arenę. Nie wybiegła, bo zabronił tego lekarz weterynarii, który ją zbadał.

Reklama

- Na wniosek powiatowego lekarza pojechałem przed południem do cyrku i zbadałem stan wszystkich zwierząt - mówi Gazecie Marek Barski. - Jest bardzo dobry, zwierzęta nie są głodzone. Ta wielbłądzica jest karmiącą matką, cielak, który pije tylko jej  mleko, waży około 200 kg. U niej stwierdziłem ubytki w tkance tłuszczowej i mięśniowej. Ponieważ jest normalnie karmiona, może to wskazywać na jakąś chorobę, ale potrzebne są dokładne badania.

Do Radomska przyjechali obrońcy praw zwierząt z Katowic

Jak mówi weterynarz, właściciel cyrku podpisał protokół z tych oględzin, w którym napisano, że wielbłądzica nie wystąpi i jeszcze dzisiaj zostanie przetransportowana w miejsce stałego postoju cyrku. - Ten pan zadzwonił przy mnie, żeby do Radomska przywieziono jeszcze dzisiaj innego wielbłąda, a ta wielbłądzica wraz z cielakiem jeszcze dzisiaj ma wyjechać.

Reklama

Jak mówi Marek Barski, wielbłądzica w tym stanie nie tylko nie powinna występować w przedstawieniu, ale nie powinna też być w długiej trasie, nie powinna być przewożona z miejsca na miejsce.

Informacje o wielbłądzicy dotarły też do Andżeliki Chodorek, prezes radomszczańskiej Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Ona zawiadomiła Bożenę Kondracką ze stowarzyszenia Oaza Spokoju Zielona Mila z Katowic. Wraz z nią do Radomska przyjechała też Renata Adamek.

Jeszcze przed południem na miejscu, gdzie rozbił się cyrk, byli Justyna Zubert i Łukasz Szwedowski ze Społecznego Komitetetu Galopem Po Życie. Pokazali nam zdjęcia, na których widać, że wielbłądzica w stanie, w jakim się znajduje, miała dzisiaj wystąpić. - Dowiedziałam się od koleżanek - mówi Andżelika Chodorek. I dodaje, że od razu dzwoniła do Wydziału Bezpieczeństwa i Porządku. - Powiedzieli mi, że oni nawet nie wiedzieli, że w Radomsku jest cyrk, i że to nie ich sprawa. Ich to nie interesuje - mówi i dodaje, że dzwoniła też na policję. Jak dowiedzieliśmy się od komisarz Anety Wlazłowskiej, oficjalnego zawiadomienia nie było.

Reklama

Jak mówią działacze, będą w tej sprawie podejmować kolejne kroki. Sprawą zajmuje się już prawnik. Marek Barski dodaje, że należy wstrzymać się z radykalnymi osądami, dopóki zwierzę nie zostanie zbadane. Na przykład fakt, że wielbłądy mają teraz mało sierści, jest o tej porze roku naturalny.

Jutro cyrk daje pierwsze przedstawienie w Częstochowie, będzie tam pięć dni.

Mirosław Złotorowicz, dyrektor cyrku Arena, mówi Gazecie: - Wszystkie wielblądy mają wystarczająco dużo pożywienia. Ta wielbłądzica to matka karmiąca, ciele ma dopiero dwa miesiące. I to naturalnie że ciele rośnie, a matka topnieje.  

Reklama


Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości