Reklama

Won do domu po pieniądze [ Historia według Nowaka]

Szczególnie nieprzyjemnie zapadły w naszej pamięci dwa,trzy dni każdego miesiąca. Pani dyrektor wchodziła wtedy do klasy i wymieniając nazwisko dziewczynki, która jeszcze nie zapłaciła czesnego, mówiła: - Won, do domu po pieniądze! - o radzie rodziców w gimnazjum żeńskim Jadwigi Chomicz pisze Tomasz Nowak

Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl

Szkoła to społeczność nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Tak jest obecnie, tak było też kiedyś. Zwłaszcza w sytuacji, gdy rodzice płacili szkole za naukę ich dzieci. W międzywojennym Radomsku przy każdej szkole średniej istniał odpowiednik współczesnej rady rodziców. Bywały sytuacje, że rodzice o to prawo musieli walczyć. Tak było w gimnazjum żeńskim Jadwigi Chomicz.

To wszystko nie podobało się rodzicom

Jednym z zarzutów stawianych szkole był brak przejrzystości, szkoła pracowała poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. Dyrektor Chomicz nie chciała nawet powołać komitetu rodzicielskiego. Zgodziła się tylko, by Komitet Rodzicielski kontrolował uczennice na ulicy. Nigdy żadne sprawozdanie finansowe szkoły, sprawozdanie z postępów w nauce nie było opublikowane, wszystko co wiadomo o szkole pochodzi tylko z „urywków i biadoleń rodziców” - pisano w gazecie w 1923 r.

Reklama

W 1925 r. pani Wojtaśkiewiczowa w gazecie domagała się przejrzystości w finansach szkoły. Zanim sprawa trafiła na łamy prasy pewnie problem próbowano załatwić w samej szkole, ale bez efektu. Postanowiono więc temat upublicznić. Chodziło jej przede wszystkim o Koło Wpisów i Koło Samopomocy. Nauka w szkole była odpłatna, ale część uczennic mogła liczyć na zwolnienie z czesnego. Normą były akcje zbiórek na taki cel przy różnych okazjach. Na taki cel szły też środki publiczne, np. z kasy Sejmiku Powiatowego. Powołano Komisję Rewizyjną, która miała przeprowadzić rewizję ksiąg rachunkowych. Domagano się od Chomicz ich udostępnienia. Właścicielka szkoły przysłała do „Gazety Radomskowskiej” list z wyjaśnieniami, ale redakcja nie chciała go opublikować, bo był niepodpisany. Nie wiadomo, jak się ta sprawa zakończyła.

Komitet Rodzicielski w jakiejś formie istniał nadal, wspólnie z dyrekcją zapraszano na zakończenia roku szkolnego, organizowane zabawy i wycieczki. W 1935 r. zapowiadano nawet, że koło ma się spotykać co miesiąc na zebrania, podczas których rodzice i nauczyciele mieli wygłaszać odczyty. W lipcu 1937 r. komitet rozwiązał się, bo nie widział sensu istnienia, szkoła przestała działać.

Reklama

Takie czy inne problemy przedostawały się do opinii publicznej poprzez plotki czy oficjalne stanowiska, ogłaszane bardzo często publicznie. Znacznie mniej wiadomo o samym życiu szkoły, o uczennicach. Tu właściwie jedynym źródłem wiedzy są wspomnienia, a tych dla szkoły Chomicz jest bardzo mało.

Szkoła ta, jedyne gimnazjum żeńskie w Radomsku, była płatna. Urzędnicy i funkcjonariusze państwowi mieli pięćdziesięcioprocentową zniżkę czesnego, moi rodzice płacili więc 250 zł miesięcznie, czego równowartość stanowiło 25 kg cukru lub cena średniej jakości garnituru męskiego - wspominała Halina Pol-Sznelińska.

Reklama

„Szczególnie nieprzyjemnie zapadły w naszej pamięci dwa, trzy dni każdego miesiąca. Pani dyrektor wchodziła wtedy do klasy i wymieniając nazwisko dziewczynki, która jeszcze nie zapłaciła czesnego (z góry), mówiła: Won, do domu po pieniądze! Czułyśmy się zażenowane, bo wyobrażałyśmy sobie, jak czuje się tak potraktowana wobec całej klasy koleżanka. Najczęściej była wyrzucana jedna z dziewcząt, u której w domu nie działo się najlepiej. Nieraz musiała dość długo nie chodzić do szkoły, zanim rodzice zdobyli pieniądze na opłacenie jej nauki. Pani dyrektor wszystko gotowa była wybaczyć uczennicom, tylko nie zwłokę w płaceniu czesnego, które coraz bardziej rosło. Im starsza klasa, tym opłaty były wyższe, tak, że w klasie maturalnej płaciło się już 80 zł miesięcznie. Dla porównania wspomnę, że młody nauczyciel zarabiał 90-100 zł miesięcznie. Dla oszczędności pani dyrektor zaczęła zatrudniać „tańszych” nauczycieli. Oprócz tego warunki lokalowe, sanitarne, pomoce naukowe w szkole pozostawiały wiele do życzenia. To wszystko nie podobało się naszym rodzicom. Ojciec jednej z koleżanek, pan Sobrański, lekarz z zawodu, wziął sprawę w swoje ręce. Zorganizował komitet rodzicielski, który zaczął boje z dyrektorką o poprawę wszystkiego, co było niedopuszczalne w normalnym funkcjonowaniu placówki oświaty. Gdy protesty nie pomogły, komitet ogłosił strajk. Przestałyśmy uczęszczać do szkoły”. Wyłamała się tylko jedna z dziewczyn, która czesnego nie płaciła, bo jej mama, biedna kobieta, świadczyła Chomicz różne usługi w postaci szycia itp. Strajk trwał około miesiąca, w końcu przyjechała komisja z kuratorium, która przyznała rację strajkującym i zamknęła szkołę - relacjonowała Halina Pol-Sznelińska.

Reklama

Szkoła radziła sobie całkiem nieźle

W 1923 r. ministerstwo przyznało szkole niepełne prawa gimnazjum państwowego. Przez długi czas szkoła miała profil matematyczno-przyrodniczy. Dopiero w 1933 r. uruchomiono klasy humanistyczne. Praktycznie przez cały czas szkoła miała kategorię B z zastrzeżeniem, w Radomsku tylko gimnazjum Niemca miała kategorię A.

Rok 1923 szkoła traktowała jako jubileuszowy, nawiązywano do tradycji pensji Pauliny Paszewskiej i uznawano, że gimnazjum obchodzi właśnie swoje 30-lecie istnienia. Zakończenie roku odbyło się w klasztorze, potem apel na placu szkolnym z gośćmi, rodzicami, maturzystki uroczyście wręczały sztandar uczennicom kl. VII. Dyrektor w przemówieniu w doniosłych słowach przypomniała historię szkoły założonej przez Paulinę Paszewską w 1893 r., mówiła o warunkach pracy pod zaborami i w czasie wojny. Odczytano listy od p. B. Aue i M. Tołstikówny, które pracowały w szkole jeszcze za cara i w czasie wojny, a nie mogły przyjechać na 30-lecie szkoły. Potem odbyło się zebranie, na którym podjęto rezolucję, że szkoła spełnia zadania szkoły średniej, ponad 100 podpisów.

Reklama

Ten jubileuszowy rok był też niebezpiecznym czasem dla prywatnej szkoły Jadwigi Chomicz. Stąd rezolucja popierająca jej istnienie. Miało to zapewne związek z planami powołania Społecznego Gimnazjum Żeńskiego, o czym dyskutowano w mieście pod koniec lipca 1923 r. Działo się tak na fali sukcesu, jakim było powołanie społecznego gimnazjum męskiego im. F. Fabianiego. Taką samą placówkę chciano założyć dla dziewcząt. Prywatna szkoła mogła czuć się zagrożona, tym bardziej, że kolportowano plotki, że źle się w niej dzieje, poziom nauczania miał być niski, a kadra nieodpowiednia.

Do gimnazjum im. Fabianiego wpłynął jakiś memoriał w tej sprawie z podpisami 30 osób. Prawdziwość tych zarzutów miało potwierdzić radomszczańskie koło związku nauczycielskiego, składające się wyłącznie z nauczycieli Fabianiego, w oparciu o „Wiarygodność osób podpisanych pod memorandum”. Stefan Massalski pisał w obronie szkoły artykuły. Przytaczano dane statystyczne. W pierwszej powojennej maturze w kraju odpadła połowa abiturientów. A u Chomicz na 11 maturzystek zdało 9. To wszystko powodowało zamęt wśród rodziców, dlatego tak tłumnie przybyli na zakończenie roku. Na drugą szkołę żeńską nie ma zapotrzebowania, nie będzie chętnych - argumentowano.

Reklama

W siedzibie Polskiej Macierzy Szkolnej odbyło się zebranie na temat powołania społecznego gimnazjum. Przedstawienie szkoły w czarnych barwach miało pomóc w zdobyciu zwolenników powstania nowej szkoły. W prasie wypowiadał się też wiceburmistrz Bolesław Sarankiewicz. Mówił, że szkoła pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. Te zarzuty o brak przejrzystości nie były bezpodstawne, ale podobnie było też w szkole Stanisława Niemca. W końcu obie szkoły były prywatnymi biznesami. Gdy powstawało gimnazjum im. Fabianiego zwolennicy Niemca też podkreślali, że nie ma zapotrzebowania na drugą szkołę.

We wspomnianym zebraniu wziął też udział N. Kwapiszewski z Kamieńska, którego dwie córki uczyły się u Chomicz. Pisał w gazecie, że w zebraniu nie wzięło udział 200 osób, jak niektórzy mówili, ale jedynie garstka ludzi. Zarzuty wobec szkoły uznał za śmieszne, od 7 lat ma okazję obserwować szkołę, więc ma podstawy do wypowiadania się. Poza tym do głosu w dyskusji nie dopuszczono nauczycieli Massalskiego i Zembaczyńskiego oraz części rodziców. Ostatecznie szkoła społeczna nie powstała i Jadwiga Chomicz przez ponad dekadę nie miała konkurencji, jeśli nie liczyć koedukacyjnego gimnazjum żydowskiego Ludwiki Wajntraub. W 1931 r. obserwowano odpływ uczennic do tej szkoły. Przymierzano się nawet do zatrudnienia w niej nauczyciela religii katolickiej, bo program szkoły wymagał lekcji katechezy.

Reklama

Dla szkół kryzysowy był początek lat 30. W kraju nasilał się kryzys gospodarczy i państwo szukało oszczędności wszędzie, gdzie się dało. Odebrano też w 1932 r. dopłaty do czesnego dla dzieci urzędników państwowych. Tym samym zmniejszyła się liczba uczennic, bo większość rodziców nie mogła sobie na taki wydatek pozwolić. To przekładało się na sytuację finansową samej szkoły. Jadwiga Chomicz miała dodatkowe problemy, bo zmieniły się przepisy i nie mogła pełnić funkcji dyrektora z braku kwalifikacji. Musiała kogoś na to stanowisko zatrudnić, ale brak jest informacji, kto objął to stanowisko. Szkoła zawirowania te przetrwała i w 1934 r. uzyskała status szkoły państwowej. Nie na długo jednak, bo utraciła je w 1936 r. Rodzice pisali skargi do ministerstwa podkreślając, że szkoła istnieje od ok. 50 lat, a od 1914 r. prowadzi ją Jadwiga Chomicz.

Szkoła radziła sobie całkiem nieźle, matury wypadały podobnie jak w innych miejscowych szkołach. W 1934 r. zdała połowa abiturientek, ale w szkole im. Fabianiego w tym roku zaledwie 25 proc. W 1936 r. sukces odniosło 75 proc., a w 1937 r. zdały wszystkie uczennice. Absolwentki kończyły studia medyczne, prawnicze, filozoficzne, o czym od czasu do czasu informowano w lokalnej gazecie.

Reklama

Podstawowym problemem Jadwigi Chomicz jako dyrektorki były niewystarczające finanse. W 1931 r. z szuflady w gabinecie pani dyrektor zginęło 760 zł, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację. Pomimo przetrwania kryzysu gospodarczego szkoła nie miała już tak dobrze wykwalifikowanej kadry, ciągle pogarszały się warunki lokalowe i sanitarne, zaniedbano pomoce dydaktyczne. Taki stan rzeczy wywołał skargi uczennic i liczne protesty rodziców, których efektem była specjalna wizytacja kuratorium, która zadecydowała o zamknięciu szkoły 24 września 1937 r.

Po zamknięciu szkoły w Radomsku gimnazjum im. Fabianiego otrzymało zezwolenie na prowadzenie klas koedukacyjnych i przyjęło kilkadziesiąt dziewcząt. Kuratorium zezwoliło na utworzenie we wszystkich rocznikach klas żeńskich i tak przy męskim powstało też gimnazjum żeńskie, a po reformie szkolnictwa średniego liceum żeńskie.

Reklama

Żal, że podwórko opustoszeje

Moment likwidacji gimnazjum obserwował Wiesław Olczyk, którego rodzice mieli na parterze budynku sklep, a na tyłach mieszkanie. Jako dziecko bawił się na podwórku, na którym uczennice miały zajęcia z gimnastyki.

„Któregoś dnia, bawiąc się na podwórku, zauważyłem że panna Stasia, woźna w gimnazjum mieszczącego się w naszych budynkach, wynosi jakieś ciekawe rzeczy i wyrzuca je do śmietnika starając się je schować jak najgłębiej. Zauważyłem wagi szalkowe, jakieś błyszczące metalowe części, naczynka szklane i porcelanowe, stosy zeszytów, a nawet dzienniki lekcyjne. Poprosiłem, żeby mi podarowała kilka wyrzucanych rzeczy, choć jedną wagę i porcelanowe naczynka. Nie zgodziła się i wyrzucała wszystko do śmietnika. Wskoczyłem do śmietnika i wziąłem wagę oraz grubą księgę, która okazała się dziennikiem lekcyjnym. Panna Stasia milcząco pozwalała mi na grzebanie w śmietniku, ale gdy zobaczyła w moich rękach dziennik wyrwała mi go i wrzuciła z powrotem do śmietnika. Powiedziała, że wyrzuca te rzeczy na polecenie dyrektorki gimnazjum, pani Chomiczówny i że ma polecenie, żeby nic z tych rzeczy nie dostało się w czyjeś ręce. A robi to dlatego, że gimnazjum jest likwidowane i po wakacjach już go nie będzie, a lokale muszą być opróżnione i oddane do dyspozycji właściciela domu. Pobiegłem natychmiast z tą wiadomością do rodziców. Byli tym zaskoczeni. Niestety, okazało się to prawdą. Po paru dniach miejscowa gazeta podała oficjalnie, że decyzją jakiejś tam rady likwiduje się żeńskie gimnazjum pani Chomiczówny, a od 1 września powstaje przy gimnazjum męskim im. F. Fabianiego także gimnazjum żeńskie, w osobnym budynku. Żal mi się zrobiło tego „naszego” gimnazjum, które tyle lat dodawało uroku i splendoru naszemu podwórku. Żal, że podwórko opustoszeje, że nie będzie roześmianych dziewcząt biegających na przerwach po podwórku. Nie będzie słychać rannego gwaru rozmów i śpiewu dziewcząt przychodzących do szkoły przez naszą bramę. A ja po południu, gdy panny Stasi nie było, zakradałem się do śmietnika i wyciągałem co atrakcyjniejsze drobiazgi, wagi, szkła powiększające, szklane naczynka. Nawet ośmieliłem się zabrać parę dzienników, dlatego, że miały sztywniejsze niż normalne zeszyty kartki i były większego formatu, więc świetnie z tych kartek robiło się „gołębie”. Gdy bawiliśmy się z kolegami na podwórku puszczaniem papierowych gołębi, to moje zrobione z tych kart z dzienników latały najwyżej i najdłużej, zataczając największe koła pod niebem podwórka. Jakby żegnając się w imieniu dziewcząt, których nazwiska były na tych kartkach z dzienników wypisane, z gimnazjum, z podwórkiem, z nami. Tyle zostało z gimnazjum pani Chomiczówny”.

Reklama

Właścicielka gimnazjum chyba się tego spodziewała. W mieście w sierpniu 1937 r. rozeszła się plotka, Jadwiga Chomicza zakłada prywatne gimnazjum w Gdyni. Włodzimierz Stefani w jej biogramie napisał, że założyła tam drugie w mieście prywatne gimnazjum i szkołę powszechną. W czasie wojny mieszkała w Warszawie, ponoć angażowała się w ratowanie Żydów. Pod koniec wojny lub po jej zakończeniu wróciła do Radomska, mieszkała przez jakiś czas na ul. Nowej 23. Potem wyjechała do Gdańska, ale do Radomska zaglądała jeszcze w latach 60. Nie wiadomo kiedy zmarła i gdzie została pochowana.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/02/2026 20:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości