- Tak się w tej szkole uczy ekologii - pisze do nas matka ucznia Publicznej Szkoły Podstawowej w Kietlinie. I załącza zdjęcie komina, z którego wydobywa się potężny, kilkumetrowy słup gęstego czarnego dymu.
Jak dodaje nasza Czytelniczka, to nie wypadek przy pracy, a co dzienna norma.
- Na takie obrazki dron chyba niepotrzebny - żartuje. I dodaje, że kiedyś dym był tak czarny, że jak wiatr zwiał go w stronę znajdującej się niedaleko firmy, włączyły się tam czujki alarmu przeciwpożarowego. - To przecież masakra jakaś. A ministerstwo zaleca, żeby dzieci codziennie wychodziły na spacer. Z tego co wiem, jak przedszkolaki zaczęły chorować, to kupiono oczyszcza powietrza. I dalej pali się najtańszym miałem. Wójt pewnie zadowolony, że dyrekcja oszczędna.
Kobieta dodaje, że wygląda to, jakby nie udało się wybrać papieża. - Można żartować, ale tu chodzi przecież o zdrowie, a nawet życie naszych dzieci i nas samych!
Dzwonimy do szkoły. Dyrektorka ma akurat lekcje. Osoba pracująca w sekretariacie wyjaśnia, że to nic dziwnego, że zawsze tak jest przy rozpalaniu, jak włączą się pompy. Jak już ruszą dym zniknie. A piec nie jest raczej nowy.
Szkoła kupuje eko miał i eko węgiel i tym budynek jest ogrzewany. Może jeszcze w tym, a może w przyszłym roku podstawówka w Kietlinie ma przejść termomodernizację, wtedy zmieni się sposób ogrzewania, możliwe, że na pompę ciepła. To już jednak w gminie trzeba pytać, bo to będzie decyzja wójta i radnych.
Dyrektorka Justyna Broniszewska oddzwania i mówi, że piece w szkole przystosowane są do takiego opału i przyznaje, że jest jej przykro, ale nie może odpowiadać za jakość. - Wiem, że dymimy, ale jesteśmy dużym obiektem. Ciepłownia też dymi. Mogę tylko powiedzieć, że jest mi z tego powodu przykro. Są plany termomodernizacji, mam nadzieję, że dojdą do skutku.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze