Narodowy Fundusz Zdrowia nie ukrywał, że teleporady mogą być rozwiązaniem na dłużej, że rozładują kolejki w przychodniach i po pandemii mogą być standardowym trybem leczenia na co dzień. Ale wajcha się przechyliła w drugą stronę. Dzisiaj za nadmierną liczbę teleporad NFZ będzie karać. Bo i tam widzą, że to nie jest dobry kierunek.
Miał zawał
O tym, że na początku pandemii koronawirusa do wielu radomszczańskich przychodni nie można się było dodzwonić, krążą już legendy.
- Potrzebowałam porady lekarza, ale to marzenie ściętej głowy - mówi pani Małgorzata. - Do swojej przychodni dzwoniłam tyle razy, że mi się bateria wyczerpała. I tak chyba trzy dni po kolei. To niemożliwe, żeby choć raz nie udało mi się dodzwonić, prędzej wygrałabym w totolotka. W końcu udało mi się umówić na teleporadę, dostałam numer do lekarza, to ten z kolei nie odbierał. To żadne rozwiązanie i powinno zostać zniesione. To absurd, ale lekarze uznali, że to świetny sposób na leczenie.

O innej sytuacji, w Szpitalu Powiatowym, opowiada nam pan Karol. Jego ojciec poczuł się bardzo źle, poszedł więc tam. Chciał, żeby lekarz go zbadał, ale ten nie chciał go widzieć. Kazał zadzwonić. Ojciec pana Karola przez telefon i przez drzwi mówił lekarzowi jak się czuje. - A lekarz ostatecznie uznał, że nic poważnego mu nie jest. Tata pojechał do szpitala w Bełchatowie. I całe szczęście, bo tam stwierdzili, że właśnie przeszedł zawał. Nie chcę myśleć, co by było, gdyby po prostu wrócił do domu.
Inny lekarz przez ścianę i telefon rozmawiał z rodzicami 13-letniego Kacpra. Tę historię opisywaliśmy kilka tygodni temu. Chłopiec ma rozszczep kręgosłupa i wiele innych chorób, wymaga stałej opieki. Kiedy zobaczyli, że się odwodnił, chcieli skorzystać z pomocy w szpitalu. Usłyszeli, że nie ma oddziału dziecięcego, który pełni rolę oddziału covidowego, ale skoro chcą, to tu jest numer, proszę dzwonić, lekarz będzie z państwem rozmawiał. Rozmawiał, ale kiedy ojciec Kacpra usłyszał, że lekarz jest w pokoju obok, zdenerwowany wszedł do środka. Ostatecznie rodzice pojechali z synem do szpitala w Warszawie. Dyrektor Piotr Kagankiewicz w odpowiedzi na nasze pytania dotyczące tej sytuacji odpisał, że pacjent otrzymał odpowiednią pomoc.
- Lekarz stanowczo odmówił przyjęcia pacjenta w swoim gabinecie, stwierdził, że teleporada wystarczy, mimo że pacjent chciał się z nim widzieć - mówi pan Krzysztof. Opowiada o członku swojej rodziny. Dodaje, że lekarz pierwszego kontaktu wystawił skierowanie do specjalisty, ale przyjęcia u siebie kategorycznie odmówił. - To nie jest jeden przypadek, coraz więcej pacjentów się na to skarży. To na razie jest drażniące, ale jeśli się nie zmieni, może przekroczyć granice bezpieczeństwa, bo komuś w końcu stanie się krzywda. Tego chcą lekarze?
Niestety, tak jest
- Wielu lekarzy uznało, że tak im będzie łatwiej i teleporady im się podobają - mówi anonimowo jeden z radomszczańskich lekarzy. Doświadczony i ceniony w mieście, jeden z tych, których pacjenci sobie polecają.
Zwracamy uwagę na fakt, że lekarze jako jedni z pierwszych, zostali zaszczepieni przeciw Covid-19. Tłumaczenie, że to względy bezpieczeństwa, już dawno przestało działać. Na pacjentów działa jak płachta na byka.
- Cóż mogę panu powiedzieć… To rzeczywiście ryzykowna metoda, bo przez telefon można co najwyżej wypisać receptę. W każdym innym budzącym medyczne wątpliwości przypadku to igranie z ogniem. Jeśli lekarz nie zobaczy pacjenta, nie jest w stanie go prawidłowo zdiagnozować. Przykro mi to mówić, ale wielu lekarzy woli wziąć do ręki telefon. Oczywiście nie wszyscy, nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, ale to fakt. Czy to źle? Oczywiście, ale każdy jest dorosły i podejmuje swoje decyzje.
Rozmawiamy z dyrektorem Szpitala Powiatowego Piotrem Kagankiewiczem. Nie ukrywa swojego stosunku do teleporad. Uważa, że szpital powinien być otwarty, ale po raz kolejny wspomina o względach bezpieczeństwa. I procedurach, których trzeba przestrzegać. Zaznacza, że będzie chciał jak najszybciej znów otworzyć szpital dla pacjentów. Musi się tylko dokładnie przyjrzeć sytuacji i podjąć odpowiednie decyzje. Potrzebuje jeszcze trochę czasu. Poza tym, w związku z coraz lepszą sytuacją epidemiczną, kolejne oddziały będą wracać do swojego normalnego funkcjonowania. Dla pacjentów powinno być tylko lepiej.
- Na razie przychodnia jest jeszcze zamknięta, ale może od 1 lipca, a może od kolejnego tygodnia, drzwi będą znów otwarte - zapewnia dr Jerzy Skwira, szef SP ZOZ Pro Famila. Jego zdaniem teleporady to dobre rozwiązanie. Nie na wszystko, ale co nieco w ochronie zdrowia pozwalają poprawić. Choćby kolejki, których w przychodniach już nie powinno być.
- Jesteśmy dorośli, zdajemy sobie sprawę, że przed pandemią w tych kolejkach przed gabinetami nie wszyscy wymagali zbadania przez lekarza. Były osoby, które przychodziły, bo zapomniały recepty, były takie, które lubią usiąść na krzesełku w poczekalni i zwyczajnie porozmawiać - mówi dr. Skwira. On sam w ostatnim czasie ma tylko wizyty pacjentów w gabinecie. - Oczywiście po ówczesnym umówieniu telefonicznym na godzinę. Otworzymy drzwi, ale nie będzie to oznaczać, że nagle wszystko będzie tak jak przed pandemią. Najlepiej byłoby, żeby pacjenci dalej dzwonili i się umawiali.
Przypominamy, że pacjenci skarżą się, że do przychodni nie można się dodzwonić.
- W rejestracji są cztery telefony i cztery osoby do ich przyjmowania, a przecież pracownicy mają też inne obowiązki. I naprawdę nie przesadzajmy, że nie da się dodzwonić. Jeśli nie za pierwszym razem, to za drugim czy trzecim się uda.
Doktor Skwira dodaje, że on sam woli, jeśli to konieczne i uzasadnione, przyjąć pacjenta w gabinecie, niż dzwonić do niego. - Bywa tak, że dzwoni się do pacjenta, ten jest w kuchni, albo w drugim pokoju, nie odbiera. Trzeba próbować jeszcze raz. Potem to wszystko opisać i tak dalej. Wbrew pozorom zajmuje to bardzo dużo czasu. Poza tym lekarz nie zaryzykuje diagnozowania pacjenta przez telefon, jeśli ten zgłasza poważne objawy. To zbyt duże ryzyko.
NFZ nie przedłuży kontraktu
Na początku pandemii w rozmowach z łódzkim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia słyszeliśmy, że teleporady to dobry, stosowany na świecie kierunek, który poprawia funkcjonowanie podstawowej opieki zdrowotnej. I być może po pandemii, będzie to główny sposób pierwszego kontaktu z lekarzem w przychodni.
Kiedy o teleporady pytamy dzisiaj, słyszymy, że NFZ nie przedłuży kontraktów tym placówkom, które miały więcej niż 90 procent teleporad na wszystkie kontakty z pacjentami. Powstała nawet specjalna mapka, gdzie można było sprawdzić, które przychodnie, którym kontrakt wygasał 30 czerwca, nie mają co liczyć na ich przedłużenie. Jak mówiła nam rzecznik łódzkiego NFZ Anna Leder, nie oznacza to, że pacjenci zostaną bez opieki, bo mieliby ją zapewnioną w innych placówkach.
To jednak nie dotyczy Radomska i powiatu radomszczańskiego, bo tu ze sprawozdań wynika, że nigdzie 90 proc. nie zostało przekroczone. I do NFZ nie dotarły też żadne skargi, nie przeprowadzono żadnej kontroli dotyczącej teleporady, nie nałożono żadnej kary.
- Proszę wziąć pod uwagę jeszcze to, co dzieje się w Anglii czy sąsiednich krajach. Mówię o wariancie delta Covid-19. To jeszcze nie koniec i trzeba o tym pamiętać, sytuacja nie jest w pełni bezpieczna - przestrzega dr. Jerzy Skwira.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze