Reklama

[Sylwetka Jarosława Ferenca] Pan Ostrożny: „Dąży do celu, wykorzystując wszystkie dostępne środki, jakimi dysponuje"

Z rozmów wyłania się wiele twarzy. Ale jak to z ludźmi na świeczniku: więcej w tych opisach poglądów rozmówców, więcej polityki, niż suchego opisu. Bo przecież każdy ocenę prezydentury Jarosława Ferenca ma. - Przeczytaj sylwetkę Jarosława Ferenca, opublikowaną w Gazecie Radomszczańskiej w 2018 roku

 

2 czerwca 2018 roku, dwa dni po publikacji artykułu „Tajemnice kampanii prezydenta Ferenca”. Trwają Dni Radomska. Autor artykułu na tyłach sceny w Parku Solidarności spotyka prezydenta Jarosława Ferenca. Miasto huczy, materiał miał atomową siłę rażenia, wiadomo już, że za dwa dni rada miasta na specjalnej sesji będzie pochylać się na informacjami zawartymi w tym tekście. Prezydent i dziennikarz rozmawiają. Długo, zwyczajnie, bez napięcia i agresji. Także o materiale. Ze strony prezydenta nie ma obrazy, dąsów, wrogości.

Reklama

Niewielu polityków byłoby stać na taką reakcję.

Samorządowiec, któremu opowiadam o tej sytuacji, komentuje: - Ja bym tak nie potrafił.

Wybiera Radomsko

Tylko kilku rozmówców godzi się wystąpić pod nazwiskiem. Ryzyko? - Jest prezydentem - pozostali odpowiadają enigmatycznie.

Z moich rozmów wyłania się wiele twarzy. Ale jak to z ludźmi na świeczniku: więcej w tych opisach poglądów rozmówców, więcej polityki, niż suchego opisu. Bo przecież każdy ocenę prezydentury Jarosława Ferenca ma. I przez ten pryzmat patrzy na człowieka.

Reklama

Choć jedna opinia pojawia się we wszystkich rozmowach: był świetnym wiceprezydentem za Jerzego Słowińskiego.

Ale zapomnijmy na chwilę o polityku, poszukajmy człowieka.

Rocznik 1968. Urodzony w Przasnyszu, tam kończy liceum. Dwie siostry, dwóch braci. Studiuje geografię, potem robi doktorat. Temat: „Uwarunkowania i funkcjonowanie systemu transport miejskiego w przestrzeni Łodzi”. Pracuje na uniwersytecie, jest asystentem na wydziale zarządzani Politechniki Łódzkiej, ma zajęcia ze studentami z geografii gospodarczej.

Reklama

Żonaty, dwie córki. Od 1992 zameldowany w Radomsku, od 1998 tu mieszka. Przez cztery lata dojeżdża do pracy w Łodzi. W 2002 roku prezydent Słowiński proponuje mu pracę. Krąży plotka, że to ze względu na koligacje rodzinne, ale gdy pytam o to Jarosława Ferenca, stanowczo zaprzecza: - Nie ma żadnych między nami.

Wybiera Radomsko i wchodzi na samorządową scenę.

Łukasz Więcek, przewodniczący rady miasta, Koalicja Obywatelska: - Ja, jak większość ludzi, nie znam Jarka prywatne. Nie byłem z nim na grillu, choć z wieloma politykami byłem. Utrzymuję relacje jedynie jako samorządowiec.

Reklama

Poznałem go gdy był wiceprezydentem. W 2003 roku zostałem komendantem hufca, załatwiałem różne sprawy w urzędzie. Mówiło się o nim bardzo dobrze. Jarek był był mocną stroną Słowińskiego. Jako jeden z niewielu urzędników miał dobre relacje z opozycją. Komunikował głośno, że jego spory nie interesują, że chce rozwiązywać problemy. Był też lubiany przez osoby, które nie lubiły Słowińskiego, a to się zdarzało rzadko.

Był zaangażowany. Siedział w pracy do późna, czytał wszystkie dokumenty, odwalał mrówczą pracę. To był czas budowy i scalania strefy przemysłowej, on to wtedy dopchnął. Ciężka praca, mnóstwo pieniędzy, które wtedy jeszcze nie dały żadnych efektów, jednie olbrzymie koszty.

Reklama

Ferenc nie ma wtedy swoich ludzi w urzędzie, nie jest umocowany politycznie, choć jest członkiem stowarzyszenia Razem dla Radomska. Startuje do rady powiatu w 2002 i 2006 roku, ale mandatu nie zdobywa. Uważany jest za człowieka spoza polityki, nie umoczonego w radomszczańskie układy, który pozycję zdobywa ciężką pracą. I ma efekty.

Krzysztof Zygma, dyrektor muzeum regionalnego, wiceprzewodniczący rady powiatu: - Poznałem go na początku lat dwutysięcznych, na spotkaniu RdR. On był chyba naczelnikiem wydziału. Jerzy Słowiński stawiał na młodych, ja wtedy też byłem po trzydziestce. Prezydent ryzykował i trzeba by się go zapytać, czy zaryzykował dobrze. Jarek zrobił wrażenie bardzo spokojnego człowieka. Może zbyt spokojnego. Ale myślę, że ten spokój ludziom się podoba.

Reklama

On jest szaleni inteligentny i mądry. Nie znam drugiej osoby, która zna lepiej miasto niż Jarek. Choć nie jest rodowitym radomszczanin. Ma w głowie cały plan miasta, wszystkie ulice.

Pozwoliła, by Jarek odszedł

W 2006 sytuacja gospodarcza w kraju jest świetna. Dwa lata wcześniej weszliśmy do Unii, trwa hossa na rynku nieruchomości, ceny szybują, ludzie rzucają się na kredyty hipoteczne. Bezrobocie spada, płace rosną. Jednocześnie trwa boom emigracyjny, radomszczanie pakują walizki i wyjeżdżają za granicę.

Jerzy Słowiński przegrywa. Dla niego to olbrzymie zaskoczenie. Prezydenturę zdobywa Anna Milczanowska.

Reklama

Więcek: - Po wyborach w 2006 roku często jej wypominano, że pozwoliła na to, by Jarek odszedł.

Jak było? Prezydent odpowiada, że Milczanowska zaproponowała mu pracę naczelnika wydziału inwestycji. Ale na dwa tygodnie przed poinformowała go, że nie jest zainteresowana.

Ferenc znajduje pracę w Częstochowie, w urzędzie miasta.

Najpierw jest głównym specjalistą do spraw obsługi inwestora w referacie rozwoju gospodarczego. To czasy prezydentura Tadeusza Wrony. Gdy 2009 roku Wrona tworzy nowy wydział rozwoju gospodarczego, proponuje mu funkcję naczelnika. Ale w listopadzie Wrona zostaje odwołany w referendum. Przychodzi komisarz z Platformy, wtedy Ferenc zostaje szefem wydział rozwoju miasta. Dostaje pod swoje skrzydła fundusze europejskiej i strategię. Pracuje na tym stanowisku także za prezydentury Krzysztofa Matyjaszczyka, do 2014 roku.

Reklama

Potem choruje, jest pół roku na zwolnieniu. Gdy wróci, zostaje głównym specjalistą. A potem jest kampania 2014.

W 2010 roku zostaje radnym miejskim. Rozwija polityczne skrzydła. Prezydent Milczanowska ma przeciwko sobie radę. Konflikt jest potężny, pochłania wiele sił i energii i ekipy rządzącej, i opozycji.

Polityk związany z prawą stroną: - To nie Platforma wymyśliła opozycję totalną, to Jarosław Ferenc. Ładował w nas jak w bęben, nie było zmiłuj. Wszystko było źle.

Więcek: - Był takim radnym, jakiego ja nie chciałbym mieć naprzeciwko. Bardzo ostry. Totalna krytyka. On w ten sposób budował sobie pozycję lidera. Przejął pałeczkę. Nam też się nieudolność Milczanowskiej nie podobała, ale on był w tym lepszy i bardziej bezwzględny. My mieliśmy wątpliwości, on miał siłę. Był bardziej radykalny, ale też, nie ma co ukrywać, miał większą wiedzę i doświadczenie. Pod kątem technicznym, naukowym, prawnym, kasował nas wszystkim.

Reklama

Dziś mówi: - Krytykowałem, bo był we mnie wewnętrzny sprzeciw wobec działań prezydent Milczanowskiej. Mówiłem, co myślałem. Czy miałem do niej żal? A o co? W Częstochowie pracowało mi się dobrze. Za trzech prezydentów pracowałem i każdy mnie doceniał.

Wtedy jeszcze Ferenc ma kłopoty z wysławianiem się. To wada wymowy z którą sobie w końcu poradzi.

Kamil Bugdal, był szef radomszczańskiej Nowoczesnej, członek RdR: - Poznałem go w 2014 roku. Byłem na zakręcie życiowym, mieszkałem w Radomsku od pół roku i przeszkadzało mi, że tu się nic nie dzieje. To była ostra konfrontacja między rzeczywistością radomszczańską, a tą, którą znałem na co dzień z innych miast. Siadłem nad internetem i zacząłem szukać, kto tu działa. Jeszcze wcześniej szarpałem się z urzędem o jakieś remonty ulicy, ale nie było zainteresowania. Uznałem, ze jeśli się do kogoś nie przyłączę, to nic z tego nie będzie.

Reklama

Znalazłem na stronie RdR odnośnik z kontaktami. Napisałem. Cisza. Już odpuściłem, gdy po dwóch tygodniach zadzwonił Jarek. Umówiliśmy się w sobotę w muzeum. To było spotkanie przy kawie. Był Krzysiek Zygma, po naszym spotkaniu odbywał się tam zarząd RdR. Pogadaliśmy, co w Radomsku nie działa. Jarek był już wtedy liderem RdR, kandydatem na prezydenta. Rozmowa była ogólna.

Po tym spotkaniu było kolejne, już dotyczące kampanii. Pojawiły się pomysły, ja je skrytykowałem. Dziesięć lat pracował jako handlowiec i szef handlowców, pracowałem z marketingiem, jednocześnie w zespołach projektowym. Czułem, że nie jestem z marketingu słaby. Więc powiedziałem, co myślę. Wziął to pod uwagę. On słucha.

Amerykański sznyt

Próbuję dość, jak to się stało, że to Ferenc został liderem RdR. W 2010 roku w wyborach prezydenckich stowarzyszenie wystawia Krzysztofa Zygmę. Kampania jest bardzo ostra. Zygma przegrywa w drugiej turze. Dlaczego nie startował po raz drugi?

Jeden z rozmówców: - A, i to jest właśnie perspektywiczne myślenie Jarka. Krzysiek zajął się powiatem, a w tym czasie Jarek zbudował sobie w mieście bardzo silną pozycję. Był głosem opozycji. Ta zamiana nie była efektem przypadku, a ciężkiej pracy.

Ale wśród samorządowców chodzi też inna wersja. Ferenc miał przed decyzją o wyborze kandydata ściągnąć do stowarzyszenia kilkanaście młodych osób, doprowadzić do prawyborów i dzięki tym młodym je wygrać.

Samorządowiec: - Słyszałem, że miał przycwaniakować. Nie na chama, ale niby niesmak pozostał.

Weryfikuję to u Zygmy i prezydenta. Obaj stanowczo zaprzeczają.

Zygma: - Nic na ten temat nie wiem. Nie było żadnych prawyborów. Jedynie rozmowa i sonda. Faktycznie, zastanawialiśmy się, czy mam wystartować ja czy Jarek, ale pierwszy raz słyszę o jakimś zapisywaniu bądź konflikcie. Ja na tym zebraniu nie byłem, bo ono dotyczyły mojej osoby. Decyzję podjęliśmy wspólnie.

Ferenc: - To jest całkowita bzdura, nie było żadnych prawyborów, była rozmowa. Nie jest prawdą, że ktokolwiek został dopisany. Przed wyborami pojawiły się może ze dwie nowe osoby.

W 2014 roku Ferenc i Zygma startują w tandemie, jako kandydaci na prezydenta i wiceprezydenta. Amerykański sznyt. Tak też przedstawiają się na plakatach.

Więcek: - Wtedy jeszcze Ferenc był postrzegany jako osoba kompetentna i pracowita. Co przy Milczanowskiej, która była niekompetentna, dawało bardzo pozytywny wizerunek. Ludziom się wydawało, że kompetentny i pracowity Jarek nie będzie chodził po imprezach, będzie orał w urzędzie do nocy, robił projekty, pilnował pracowników i motywował. Będzie zupełnym przeciwieństwem kobiety, która chodzi po imprezach i się dobrze uśmiecha.

W ostatnim tygodniu sztab przegrywa dwie sprawy sądowe. Poszło o informacje zawarte w gazetce wyborczej.

Jeden z rozmówców: - Ta gazeta to była porażka. Podali dane o kosztach, które miasto poniesie, jako pewnik. A to były sprawy jeszcze nie rozstrzygnięte. Więc przegrali. A wystarczyło dołożyć słowo „prawdopodobnie”.

Ferenc: - Przegraliśmy między innymi przez te dwa procesy. Trochę było szkoda, że niewielką liczba głosów. Wiedziałem że będę wysoko, ale nie czułem się pewniakiem. Obstawiałem 50 na 50.

Różnica głosów między nim a Anna Milczanowską wynosi niecałe 300.

Samorządowiec: - Jeśli myśli pan, że się załamał lub pękł, nic z tego. Przełknął to gładko, ja uważałem, że zbyt gładko.

Wieczorem, gdy już było wiadomo, że Milczanowska będzie prezydentem następna kadencję, dzwoni do niej z gratulacjami.

Urzędnik: - Wyniki wyborów do rady to była katastrofa. Atmosfera na wieczorze wyborczym była gęsta. Mieliśmy mieć kupę radnych, a zostało dwóch. Zaczęło się dobrze, bo z pierwszego okręgu wszedł Artur Werner, ale potem wszystko siadło. Mandat zdobyła jeszcze tylko Beata Kowalska.

Zygma: - Ja w wieczór wyborczy nie widziałem żadnego załamania. Niczego, co mogłoby zmienić jego życie. Każda kampania kandydatów sponiewiera, mniej lub bardziej.

Następnego dnia rano Ferenc jest w pracy w Częstochowie.

Więcek: - Po tych wyborach pojawiają się pierwsze negatywne sygnały. Zaczyna się na nas obrażać. Niby wciąż jest nasz kolega, współpracujemy, ale jest z nim kłopot. Ciągle ma o coś żal. Pojawił się pomysł, by Jarek został członkiem zarządu powiatu. Tylko że oni podczas rozmów przez II turą byli pewni zwycięstwa i umówili się, że RdR chce tylko przewodniczącego czy wiceprzewodniczącego dla Krzyśka, bo dla nich najważniejsze jest, żeby ich poprzeć w wyborach. Odpuścili temat, nie zabezpieczyli się.

Gdy pytam o to prezydenta, zaprzecza. - Nigdy nie było mowy o piątym członku zarządu. Rozmawialiśmy o tym, żebym wszedł do polityki miejskiej, ale nie jako piąty członek, bo my jako RdR zawsze się temu sprzeciwialiśmy.

Samorządowiec: - Krzysiek się bardzo zestresował, bo on całą kadencje walczył właśnie z piątym członkiem, twierdząc, że to za dużo.

Rozmówca związany z prawą stroną: - Jarek przegrał i został z niczym. Powiatowy radny, szef jakiejś komisji. Do wyborów cztery lata, on w pracy w Częstochowie, w mieście jeden radny, bo druga, Beata Kowalska, szybko ich opuściła. Tylko się pociąć.

Strasznie mocna motywacja

Nadzieja pojawia się wiosną 2015, wraz z plotkami, że Anna Milczanowska będzie startować na posła. Zdobycie mandatu oznacza, że będą przedterminowe wybory na prezydenta miasta.

Wieść starcie Milczanowskiej w wyborach do sejmu rozbudza w RdR nadzieję, ale informacja, że PiS wystawia Wiesława Kamińskiego, wprowadza stowarzyszenie w euforię.

Urzędnik: - Już wiedzieliśmy, że wygramy. Wiesiek nie miał szans.

Rozmówca związany z RdR: - W 2016 była strasznie mocna motywacja. Wszyscy harowali. Był tylko jeden wróg: Milczanowska. Wszyscy inni byli nieważni.

Sztab całkowicie zmienia sposób prowadzenia kampanii.

Ferenc: - W 2014 r. kampania była ostra. Wtedy wyciągnąłem wnioski, że kampania nie może być ostra. Uważam, że dlatego przegrałem. W 2016 roku kampania się całkowicie zmieniła. Była pozytywna. Ja po 2014 roku nie grałem ostro, zupełnie odwrotnie.

To wtedy w sztabie pojawia się Łukasz Pawłowski, PR-owiec z Warszawy (jego pracę dla sztabu opisaliśmy w tekście „Tajemnice kampanii prezydenta Ferenca).

Ferenc wygrywa.

Samorządowiec: - No i się, k… zaczęło.

Więcek: - Nie wzięliśmy wiceprezydentury, bo już wcześniej mieliśmy sygnały, że coś jednak jest nie tak. Już na starcie kampanii były dąsy. Magdalena Spólnicka, którą wtedy wystawiliśmy w wyborach na prezydenta, rozpoczęła od mocnego wywiadu w „Radomszczańskiej”. Był zatytułowany „Oni wszyscy już byli”. Awantura była niesamowita. Jarkowi pierwszy raz wtedy puściły nerwy. Padły słowa, że Magda próbuje na jego plecach wjechać do urzędu, że jeśli tak, to koalicji w powiecie nie ma.

Koalicja się ostała, a Spólnicka ostatecznie złagodziła przekaz w kampanii.

Urzędnik: - On w polityce planuje. Chyba lubi przekładać w głowie te klocki. Analizować, jakie będą konsekwencje, jakie ruchy przeciwników. Ale w sumie na tym dobra polityka polega.

Samorządowiec: - Jest ostrożny w kontaktach z ludźmi. To zupełnie zrozumiałe, bo władza uczy ostrożności. Ale ma problem w interakcją z ludźmi na ulicy. Nie wiem, skąd się to bierze. Czuć w nim jakiś opór.

Kolejny rozmówca: - Jak on myśli o polityce? To pragmatyk. Dąży do celu, wykorzystując wszystkie dostępne środki, jakimi dysponuje.

Więcek: - Nie ma lepszego sprawdzianu dla człowieka, dla człowieczeństwa, dla sprawdzenia cech charakteru, niż władza. Po dwóch miesiącach poszła fama, że Jarek wchodzi w buty Milczanowskiej. Miał być jej przeciwieństwem, a zaczął zarządzać jak ona.

Jarek nie ma cech przywódcy. A taka osoba, gdy staje na świeczniku, robi się nerwowa, agresywna, nie radzi sobie z napięciem. On jest w takiej sytuacji. Ma w sobie agresję dla ludzi, pogardę i czerpie dużo radości z dokuczania. On nigdy nie był liderem. Był świetnym zastępcą. Drugim.

Pytam Wiecka, jak się objawia to dokuczanie ludziom. Podaje przykład zwolnienia Jakuba Jędrzejczaka z PGK. - Wystarczyło zwołać radę nadzorczą dwa albo trzy dniu później i zwolnić go na chłodno. Jędrzejczak wcześniej udzielił wywiadu „Radomszczańskiej”, w którym mówił, że w wyborach nie zagłosuje na Jarka. Ale zwolniony został dopiero po pamiętnej styczniowej sesji, gdy Ferenc przegrał głosowania w radzie, Platforma przeszła do opozycji i okazało się, że Jarek ma za sobą tylko dwóch radnych. To była złość, nie plan.

Krzysztof Zygma oponuje: - Nie posądzałbym go o emocjonalne działanie. Wywiad Jędrzejczaka w Gazecie był trzy miesiące wcześniej, ten konflikt trwał i narastał. Wszyscy dobrze wiemy, że problem zaczął się od starostwa. Jacek Zacharewicz i Jakub Jędrzejczak zaczęli od złej strony. Chcieli zmian w zarządzie, więc najpierw powinni dogadać się z Urszulą Rorat i Robertem Zakrzewskim, a potem to ogłaszać. Gdyby tak zrobili, wszystko dziś wyglądałoby inaczej. Choć mieliśmy świadomość, że czym bliżej wyborów, tym bardziej prawdopodobne, że to wszystko się rozsypie.

Więcek podaje kolejny przykład:

- Zadzwonił do mnie przed tamtą styczniową sesją. Siedziałem w gabinecie. To była histeria. Głupkowate argumenty, że zwolni naszych ludzi. Po co w ogóle używać takich argumentów? Absurd. To totalna słabość. On mi wtedy bardzo pomógł odciąć się od niego. Bo ja wierzyłem w niego, najbardziej chyba z Platformy. I ja się tego nie wstydzę. Biegałam po Suchej Wsi z jego ulotkami, wierzyłem, miałem nadzieje, oceniałem pozytywnie. Niech pan to napisze wprost: największym rozczarowaniem mojej drogi samorządowej jest Jarek Ferenc.

Zygma: - Furiat? Nie widziałem go w takiej sytuacji. On raczej wszystko kalkuluje. Niektórzy mają nawet za złe, że zbyt długo podejmuje decyzje. W RdR chodzą nawet takie porównania, że Jarek to skalpel a ja maczeta.

Rozmówca z kręgów RdR: - Myślę, że Jarek ma poczucie, że nie wszystko poszło dobrze.

Nieodpowiednio podobierał ludzi do funkcji. Ludzie odnoszą wrażenie, że to nie jest ten sam Jarek, że wytwarza wokół siebie barierę

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości