Reklama

„Słuchałem i patrzyłem jak urzędnicy z niedowierzaniem kręcą głowami". Tomasz Nowak o oskarżeniach Lily Kesselman wobec Radomska

Muzeum żydowskie Lili Kesselman coraz bardziej ciąży miastu. Od jakiegoś czasu miałem takie wrażenie, ale po dzisiejszym dniu jestem tego pewny. Plany z rzeczywistością rozjechały się kompletnie. Tabliczki w chodnikach to bardzo dobry pomysł, nieraz już ten pogląd wyrażałem. Ale zawsze też dodaję, że wykonanie było fatalne. Nie chodzi mi tylko o pierwsze tablice, które jeszcze są w chodnikach, od dawna już nieczytelne. Ale o całokształt, właściwie każdy element tego przedsięwzięcia.

Tomasz Nowak
gazeta@radomszczanska.pl

W snutych wizjach do Radomska miały przyciągać tłumy turystów z całego świata. Magnesem ściągającym ich tutaj miało być otwarte muzeum żydowskie. Sporadycznie ktoś przyjechał je obejrzeć. Nie było przygotowanego przewodnika, chętni do obejrzenia błądzili po mieście. A czasami byli przekonani, że nasze muzeum jest właśnie tym muzeum, które przyjechali obejrzeć. Nie chcieli wierzyć, że zachęty słyszane z ust pomysłodawczyni aż tak bardzo rozmijają się z rzeczywistością. Kto powinien się wstydzić za popękane i zupełnie nieczytelne tablice? Lili Kesselman czy miasto? Mniejsza kto powinien, ważne komu przynosiły one wstyd. A tu niestety źle świadczyły o Radomsku.

Reklama

Tabliczki są umieszczone w chodnikach ulic należących do miasta i powiatu. Umowa z miastem (jak jest ze starostwem nie wiem; dzisiejszy brak przedstawicieli starostwa ma być jakąś manifestacją?), nakazywała fundatorowi ich wymianę w przypadku zniszczenia. Pękały i zapadały się jedna po drugiej, to skutek złego materiały i niefachowego montażu. Pani Kesselman wygrała w tej sprawie proces z wykonawcą. Gdy nie reagowała na wezwania, zgodnie z umową, by je naprawić, wymienić czy w końcu zdemontować, zrobiło to miasto. Często te popękane tablice zagrażały przechodniom, zimą można się było na nich łatwo poślizgnąć. Lili Kesselman zdawała sobie z tego sprawę, ale sama wymianą na żądanie urzędu nie chciała się zająć, nie było z nią kontaktu. To już jest zerwanie zapisów umowy.

Od kilku lat prowadzi wymianę tabliczek, na razie w chodnikach starostwa. Tym razem są dobrze zrobione, czytelne, trwałe i antypoślizgowe, jak sama zapewnia, nawet dzisiaj. Znajduje sponsorów w kraju i zagranicą. Przed dzisiejszą uroczystością miały zostać zamontowane na nowo. Ale nie pozwolił na to urząd miasta. To wersja Lili Kesselman.

Reklama

Dziś, stojąc naprzeciwko gości z kilku ambasad, naczelnego rabina Polski, przedstawicieli organizacji żydowskich z kraju i zagranicy, wypowiedziała bardzo mocne słowa pod adresem władz naszego miasta. Słuchałem i patrzyłem jak urzędnicy z niedowierzaniem kręcą głowami. Więc po wszystkim zapytałem, o co w tym wszystkim chodzi. W odpowiedzi usłyszałem, że pani Kesselman nie zna pojęcia terminy, procedury, wymogi. Na niektóre decyzje trzeba czekać miesiąc, nie da się pewnych rzeczy przyspieszyć. Sam wiele razy byłem wzywany do uzupełnienia jakiś papierów, braku podpisu czy pieczątki. Denerwujące to jest, ale przecież znam zasady, wiem co mam zrobić. Jak zapomnę, to biegam do urzędu. Jak się spóźnię ze złożeniem wniosku, to mogę zapomnieć o pieniądzach. Tak po prostu jest. Może ktoś powinien to wyjaśnić pani Kesselman? Poza tym już przecież przechodziła taką procedurę przy pierwszych montażach, powinna więc wiedzieć jakie są wymagania, jak się wszystko odbywa. Od tamtego czasu chyba niewiele się w tym względzie zmieniło. Na całym świecie zbiera pieniądze na wciąż powstające w Radomsku muzeum. Z tych środków opłaca wykonanie tablic, ich montaż. A bulwersuje się na samą myśl, że miałaby zapłacić za zajęcie pasa drogowego. Koszt jak każdy inny. Wmontowanie tablicy jest ingerencją w chodnik, część drogi. Jeśli znowu się okaże, że tablica jest źle wykonana (a przecież i taką możliwość należy brać pod uwagę), to kto ma ponosić tego konsekwencje, płacić być może jakieś odszkodowanie? Miasto, czyli my wszyscy? Podczas przemówienia przywołała przykład reklamy na ulicy. Jeśli ktoś taką reklamę by postawił, to właśnie bierze za nią odpowiedzialność.

„Miasto Radomsko ma teraz do wyboru: albo międzynarodową sławę, albo międzynarodowy wstyd” – te słowa wypowiedziane przez panią Kesselman dzisiaj mną wstrząsnęły. Odbieram to jako szantaż wobec władz miasta. Albo będziecie spełniać moje życzenia, albo będę was oczerniać. Tak jak dzisiaj. To właściciele, patrząc na obecnych oficjeli, było spełnieniem groźby.

Reklama

Obserwuję powstawanie otwartego muzeum, dziś pod nazwą Muzeum Kesselman, od początku, od pierwszych wizyt pomysłodawczyni w muzeum. Mam szereg wątpliwości do treści tabliczek, denerwuje mnie towarzyszący temu chaos. Już drugi raz podczas takiej uroczystości obcy ludzie, goście pani Kesselman pytają mnie gdzie mają iść, co będzie dalej w programie. Więc dopuszczam myśl, że tak samo może być z procedurami, zupełna odporność na argumenty. Zresztą w sprawach historii też jest trudno cokolwiek wyjaśnić, przedstawić swoje racje.

Chciałbym usłyszeć od miasta ich wersję, swoje informacje zebrałem na podstawie kilku krótkich i przeprowadzonych na szybko rozmów. Poszła w świat informacja, że w Radomsku, w 80. rocznicę początku akcji likwidacyjnej getta, przeszkadza się w upamiętnianiu tego wydarzenia. Zajście wymaga więc wyjaśnienia.

Reklama

Nie wiem, czy nie byłoby to złamaniem jakiegoś protokołu dyplomatycznego, nie znam się na tym. Ale skoro w tego typu uroczystościach pojawiają się przedstawiciele ambasad Izraela, Niemiec, Francji, Argentyny, to może należałoby wysłać do nich jakąś informację, przedstawiającą sprawę od strony naszego miasta. Przecież pozostawienie tego bez wyjaśnienia fatalnie będzie wpływać na wizerunek Radomska. A miało być odwrotnie.

Z tego co zrozumiałem z przemówień, trwają właśnie ustalenia odnośnie podpisania nowej umowy pomiędzy fundacją a miastem. To dobra okazja do wypracowania nowych standardów we wzajemnych kontaktach. Bo jak na razie miasto wizerunkowo tylko traci na istnieniu otwartego muzeum. Jeśli nie może być wymiernych zysków, to niech chociaż nie będzie strat. Kto jest partnerem miasta, pani Kesselman czy kierowaną przez nią fundacja? Jeśli fundacja, to gdzie jest zarejestrowana, komu składa sprawozdania? W gromadzeniu środków finansowych posługuje się Radomskiem. Mamy więc chyba prawo wiedzieć cokolwiek więcej niż tylko nazwę fundacji?

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Armin - niezalogowany 2022-10-07 20:00:57

    Zdemontować, a Panią Kesselman pożegnać, i po problemie. To całe museum od początku przypominało pieczątki komornika na artefaktach dłużnika z odroczonym terminem płatności.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Polak - niezalogowany 2022-10-07 20:31:23

    Żydzi przybywając do Radomska zawsze żądają pełnej ochrony policji, łącznie z blokada ulic. Dzisiaj widziałem w okolicach Placu 3Maja masę policjantów i radiowozów, również nieoznakowanych. Zdumiewający jest fakt, że Żydzi goszcząc na naszej ziemi, w czasie różnych obchodów zawsze obrażają lub próbują obrażać Polaków, spośród których najwięcej było ratujących i ukrywających w czasie wojny ich rodaków. Najwięcej drzewek sprawiedliwych w Izraelu poświęconych jest Polakom. Współcześni Żydzi nie mają pokory wobec historii i faktów, natomiast takie uroczystości obnażają prawdziwy stosunek narodu wybranego do Polaków, którzy uratowali masę istnień ludzkich w czasie najokrutniejszej z wojen.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Opowieść - niezalogowany 2022-10-09 14:36:10

    To wybrany naród i z tym ima się od decyzji jaką podjęli ponad dwatysiące lat temu. I jak widać przez historię, nadal prześladuje. Byli, żyli w Radomsku, potem trudny czas okupacji, jedni pojmani, drudzy przetrzymywani, trzeci wyjechali. Ludzie mówili że Żydzi umią kombinować, mają wrodzoną smykałkę do tego i interesów. Myślą o odkupieniu i powrótu ich majątków. Albo reperacje, albo infrastruktura. Dawniej mówili, nasze kamienice, wasze ulice. A teraz nawet na chodniki wychodzą i ozdabiają, bo ziemia była kiedyś obiecana, przez pra pra pra pra ojców zamieszkana, choć obecnie wygasłe śladowe ilości spadkobierców, to organizacja poczuwa się do mienia, które nie jest w żaden sposób spokrewnione, chyba że w imię narodu żydowskiego, należy się, bo tam Żyd mieszkał. Kiedyś ktoś powiedział, że nie może być tak że termin Holokaust i antysemityzm, nie mogą być brane jako karta przetargowa do negocjacji o wszystko. Gdyż może i zapewne godzi w inne narody, choćby w te co przeszły to samo co Żydzi. Historia różna jest, nie można ominąć społeczności żydowskiej, przeszła okupację ciężko, dzięki nam Polakom udało się wiele uratować. Niech sobie takie „muzeum” będzie, bo w muzeum tylko się zwiedza, i tylko tyle. Kwestie poruszeń wypowiedzianych przez tą panią, najwyraźniej widać jaki ma stosunek do tego co robi. Zobaczcie tyle lat, po wyzwoleniu, Żydzi mają na świecie wpływy, i mają się świetnie, bo też zajmują odpowiednie stanowiska, w każdej dziedzinie życia czy władzy, rozproszyli się po całej planecie. I o dziwo nadal stwarzają/sprawiają wyraz/wrażenie ofiary, jacy to są ofiarą losu życia, że ta okupacja nadal trwa, i nie mogą wyjść z jakiejś niedoli i przezywają mienie, które było a nie ma, i nie mają jej w jakiejkolwiek wartości. Rozumiem upamiętnienie, to ważne historyczne i społeczne, aby nie zapomnieć tych wydarzeń, powinno wspomnieć się jak Żydzi żyli w naszej społeczności, czym się wykazywali, ich relacje międzyludzkie, coś o rzemiośle, pomocy, sposobie bycia, i innych aspektach. A nie tylko okupacja, że taki los ich spotkał, majątki, i tego czego chcą. Trzeba inna stronę pokazać, a jak się kreuje jedno to widać w jaką stronę to podąża.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości