85-latek mieszka sam, w pobliżu radomszczańskiej Prokuratury Rejonowej. Ma szczęście, że ktoś w prokuraturze spojrzał przez okno i zauważył, że dzieje się coś nietypowego.
Bo ile razy może się w oknie poruszyć firanka? A właśnie taki sposób na wezwanie pomocy wybrał starszy Radomszczanin. Pracownice prokuratury się zainteresowały, uznały, że trzeba to sprawdzić. I wezwały służby ratunkowe.
Wszystko działo się w czwartek 8 stycznia po południu. Kobiety pracujące w jednym z pokojów w budynku prokuratury mają widok na blok po drugiej stronie ulicy. I często widziały mężczyznę, który stawał przy oknie, odsuwał firankę i obserwował co się dzieje. Czasem dość długo.
- Działo się to w podobnych godzinach - mówi Gazecie podinspektor Aneta Wlazłowska z KPP Radomsko. - Jednak tego dnia widać było ruchy firanki, ale w oknie nie było mężczyzny. Pracownice prokuratury zadzwoniły do dzielnicowego i powiedziały mu o tym. Można powiedzieć, że tym telefonem uratowały mężczyźnie życie.
Drzwi były zamknięte, więc wezwali policjanci wezwali na pomoc strażaków. W środku był starszy mężczyzna w tak zwanym utrudnionym kontakcie logicznym. Nie było go widać, bo leżał na podłodze pod oknem. Gdyby nie firanka, nikt nie wiedziałby, że stało się coś złego.
Ratownicy medyczni odwieźli Radomszczanina do szpitala.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze