Śledztwo gazety. Nauczyciel, uczennica, romans i ksiądz. Zaczęło się od kradzieży haseł...
Romans nauczyciela Elektryka z uczennicą to kolejna sprawa, w której pojawiają się szkoła, uczennica i słowo „molestowanie”. Gazeta bada ją od stycznia. Molestowanie wykluczyliśmy, ale do tej pory nie zdecydowaliśmy się na publikację, bo mamy więcej pytań niż odpowiedzi. W ubiegłym tygodniu nauczyciel został zawieszony, ma w kuratorium postępowanie dyscyplinarne. Sprawą zajmuje się też prokuratura
Tekst został opublikowany w numerze 20 GR z 18 maja 2017 roku

Gazeta bada tę sprawę od stycznia 2017 r. Wtedy to z kręgów zbliżonych do nadzoru oświatowego usłyszeliśmy o molestowaniu w Elektryku, do którego miało dojść trzy lata temu. Szybko wykluczyliśmy molestowanie, bo okazało się, że sprawa dotyczy 17-latki i nauczyciela, a prawo nie zakazuje takich związków. Ustaliliśmy najbardziej prawdopodobną wersję, ale nie publikowaliśmy tekstu, bo było zbyt wiele niejasności. W ubiegłym tygodniu nauczyciel został zawieszony, kuratorium prowadzi postępowanie dyscyplinarne. Gazeta bada tę sprawę od stycznia 2017 r. Wtedy to z kręgów zbliżonych do nadzoru oświatowego usłyszeliśmy o molestowaniu w Elektryku, do którego miało dojść trzy lata temu. Szybko wykluczyliśmy molestowanie, bo okazało się, że sprawa dotyczy 17-latki i nauczyciela, a prawo nie zakazuje takich związków. Ustaliliśmy najbardziej prawdopodobną wersję, ale nie publikowaliśmy tekstu, bo było zbyt wiele niejasności. W ubiegłym tygodniu nauczyciel został zawieszony, kuratorium prowadzi postępowanie dyscyplinarne. Co wiemy? Na początku 2014 roku 17-latka pojechała na obóz zorganizowany przez parafię. Ksiądz pozwolił jej korzystać z laptopa, ale wcześniej zainstalował na nim oprogramowanie do wykradania haseł. Nieświadoma dziewczyna logowała się na swoją pocztę elektroniczną i na konto na Facebooku. Ksiądz przez kilka miesięcy je obserwował, kopiował wpisy z komunikatora i treść maili. Pobierał przesyłane zdjęcia. Powstało 170 stron wydruków dowodzących, że dziewczyna ma romans z nauczycielem. Dlaczego to robił? Jaka była jego motywacja? Nie wiemy. Nie chciał rozmawiać z Gazetą.W marcu 2014 r. ksiądz poinformował o sprawie rodziców. Ci odpowiedzieli, żeby się nią nie interesował, bo córka ma 17 lat. Ksiądz poinformował swojego proboszcza, dyrektora szkoły ze swojej gminy oraz dyrekcję Elektryka. Ta ostatnia twierdzi, że informował, ale nie o romansie, tylko o spotkaniach nauczyciela i uczennicy. W grudniu 2016 roku ksiądz złożył doniesienie do kuratorium. Dołączył wydruki. Po dwóch dniach chciał je wycofać, ale machina ruszyła.
Temat wybuchł w poniedziałek. Portal radomsko.naszemiasto.pl ujawnił, że jeden z nauczycieli Elektryka został zawieszony. Ma postępowanie dyscyplinarne w kuratorium, dotyczące kontaktów z uczennicą.O sprawie z Elektryka dowiedzieliśmy się w drugiej połowie stycznia tego roku, z kręgów zbliżonych do nadzoru oświatowego, dwa tygodnie po publikacji tekstu „Molestowanie, ksiądz, dziecko i SMS-y”. Opisaliśmy tam, jak przez kilka miesięcy z telefonu proboszcza słano wiadomości nagabujące seksualnie 14-letnią uczennicę. Kuria zawiesiła proboszcza jeszcze w dniu naszej publikacji, dziś dyrektorka ZSG nr 7 ma postępowanie dyscyplinarne za to, że nie powiadomiła o sprawie organów ścigania, a prezydent miasta zawiesił ją w obowiązkach dyrektora i nauczyciela.W pierwszej wersji, którą poznaliśmy, sprawa wyglądała tak: nauczyciel Elektryka molestował uczennicę, o sprawie wiedział dyrektor szkoły, ale nie zareagował. Schemat identyczny jak w Siódemce. O sprawie miało wiedzieć grono nauczycielskie, część rodziców, miało się odbyć nawet spotkanie dyrekcji z rodzicami klasy, do której chodziła ta uczennica, na którym rodzice domagali się reakcji. Usłyszeliśmy także, że dyrektor był w tej sprawie przesłuchiwany przez jakąś komisję w kuratorium. Zaczęliśmy sprawę badać. Taka praca polega na rozmowach i weryfikowaniu wersji. Osoby, których sprawa dotyczy, konfrontujemy z zebranym materiałem na końcu. Szybko okazało się, że nie ma tu mowy o molestowaniu dziecka. W chwili zdarzenia - proceder miał trwać pewien czas - uczennica miała 17 lat. Kodeks karny w paragrafie 200 penalizuje (karze) obcowanie płciowe i doprowadzenie do innych czynności seksualnych małoletniego poniżej lat 15. Te czyny uznaje za pedofilię. Współżycie dorosłego z osobą powyżej 15. roku życia, o ile zaszło przy dobrowolności obu stron, karalne nie jest. Ale tu chodziło o nauczyciela i szkołę. Sprawdziliśmy tę relację. W prawie nie istnieją żadne przepisy mówiące o zakazie bliższych relacji nauczyciel - uczeń. Jedynym aktem prawnym, zawierającym podobne regulacje, jest karta nauczyciela, która w artykule 6. mówi m.in. że nauczyciel powinien wspierać ucznia w rozwoju i dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych. Sformułowania są ogólne i nieprecyzyjne. Jest jeszcze artykuł 75., mówiący o odpowiedzialności za uchybienie godności zawodu. I to właśnie on może być podstawą do prowadzenia postępowania dyscyplinarnego przez kuratorium w podobnych sprawach. Drugi wątek, który badaliśmy, dotyczył chronologii. O sprawie dowiedzieliśmy się w styczniu 2017, ale sama relacja miała zajść trzy lata wcześniej. Szukaliśmy odpowiedzi na dwa pytania: dlaczego wypłynęła dopiero teraz i w jaki sposób można ją udowodnić, jeśli obie osoby są dziś pełnoletnie i nie chcą rozmawiać? Ustaliliśmy jedynie, że kuratorium wie o sprawie. Jedna z wersji mówiła, że to rozgrywka o władzę, sposób na usunięcie dyrektora Elektryka. Nie udało się nam jej potwierdzić. Sprawa przyspieszyła w maju, gdy okazało się, że kuratorium wszczęło postępowanie dyscyplinarne przeciwko nauczycielowi. Zgodnie z prawem dyrektor musi takiego nauczyciela zawiesić. Relacją między zawieszonym już nauczycielem a byłą już uczennicą zajmuje się też Prokuratura Rejonowa w Radomsku, ale nie udziela żadnych informacji poza tą, że trwają tzw. czynności.Po kolejnych rozmowach ustaliliśmy jeszcze jedną wersję. Potwierdzają ją dokumenty i nasi rozmówcy.
CO WIEMYWszystko zaczyna się na początku 2014 roku. 17-letnia uczennica wyjeżdża na parafialny obóz, który fundować ma ksiądz z jej parafii. Na obozie ksiądz uważnie ją obserwuje i zauważa, że dziewczyna nie jest adorowana przez chłopców. To spostrzeżenie znajdzie się potem w kilkustronicowym zawiadomieniu złożonym przez księdza w kuratorium oświaty. To wydarzy się dwa i pół roku później.Na obozie ksiądz pozwala dziewczynie na korzystanie z internetu w jego laptopie. Wcześniej specjalnie instaluje keyloggera. To program szpiegujący, który sprawdza, co użytkownik wpisuje na klawiaturze. Do instalacji oprogramowania do wykradania haseł ksiądz przyznaje się w zawiadomieniu, które złożył w kuratorium. W ten sposób uzyskuje dostęp do konta dziewczyny na Facebooku i jej konta mailowego. Od tego momentu śledzi prywatną korespondencję między nauczycielem Elektryka a uczennicą. Kopiuje wpisy w komunikatorze i treść maili. Pobiera przesyłane zdjęcia. Powstaje około 170 stron wydruków, które ksiądz potem dołączy do zawiadomienia. Śledzenie związku nauczyciela i uczennicy mogło trwać nawet do marca 2014 roku. Wtedy ksiądz decyduje się powiedzieć o tym swojemu proboszczowi. Od niego ma usłyszeć, że lepiej sprawę zostawić. Ksiądz jednak wzywa rodziców dziewczyny na plebanię. Ci mówią mu, że dziewczyna ma 17 lat, sprawy nie ma i stanowczo nie chcą, żeby się tym zajmował. Naciskają, żeby temat zostawił.Ksiądz zanosi część wydruków do dyrektora Publicznego Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego w swojej gminie. Dziewczyna była uczennicą tej szkoły. Dyrektor zapoznaje się z materiałem i wzywa rodziców. Ci po raz kolejny mówią, że nie chcą, żeby się sprawą zajmować. I proszą o zniszczenie wydruków. Dyrektor szuka kontaktu z dyrekcją Elektryka. Zdobywa numer i dzwoni do jednego z dyrektorów. Spotkanie zostaje umówione na sobotę. Pojawiają się rodzice i uczennica, osobno odbywa się spotkanie z nauczycielem. Wersja wszystkich brzmi: nauczyciel pomaga uczennicy w poprawianiu słabszych ocen z tego przedmiotu, rodzice o wszystkim wiedzą, nie mają nic przeciwko pomocy w nauce, nie dzieje się nic złego. Dyrekcja podczas rozmowy z nauczycielem pyta, czy dochodziło do spotkań pozalekcyjnych. Nauczyciel potwierdza, ale wyjaśnia, że są to spotkania na prośbę uczennicy, w celu dokształcenia się z przedmiotu, którego uczy. Dziś dyrekcja Elektryka nie chce sprawy komentować ze względu na toczące się postępowania. Informuje jedynie, że zrobiono wszystko, co należało, a w marcu 2014 roku dyrekcja nie miała dowodów na związek nauczyciela i uczennicy. Nasze źródła są przekonane, że w tym momencie, pod koniec marca w 2014, związek się skończył. Bo mniej więcej na tej dacie kończą się materiały, które zbierał ksiądz. W sierpniu 2014 r. ksiądz dzwoni do dyrekcji Elektryka i pyta, co szkoła zrobiła w sprawie relacji nauczyciela i uczennicy. Odbywa się spotkanie. Rozmowę z jednym z dyrektorów ksiądz nagrywa. Słyszy o rozmowie z rodzicami, uczennicą i nauczycielem. Potem w tej sprawie nie dzieje się nic aż do grudnia 2016 roku. Ksiądz pisze wtedy zawiadomienie do kuratorium, bardzo szczegółowe. Dołącza wydruki i nagranie rozmowy. Dwa dni później znów jedzie do kuratorium. Chce wycofać sprawę. Nie podaje powodu. Na zatrzymanie raz uruchomionej urzędowej machiny nie ma szans. Nabrała urzędowego pędu. Pod koniec grudnia do kuratorium zostaje wezwany dyrektor, w styczniu wicedyrektor. Składają wyjaśnienia. W końcu w Łodzi zapada decyzja o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec nauczyciela. Dyrektor Elektryka Adam Jałkiewicz zgodnie z prawem zawiesza go, a swoją decyzję ogłasza gronu pedagogicznemu.Tyle ustaliliśmy do tej pory. Skontaktowaliśmy się z zawieszonym nauczycielem. Nie chce się wypowiadać. Chcieliśmy rozmawiać z księdzem, aby wyjaśnił nam swoje motywacje i naświetlił sprawę ze swojej perspektywy. Stanowczo odmówił spotkania, nie chce też sprawy komentować.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze