Reklama

Rak zdublowany. Są małżeństwem, oboje mają po 53 lata. Oboje walczą z rakiem jelita grubego. Zbierają na leczenie w Niemczech

Przerażenie przeżywała dwa razy. Wtedy rozpaczała. Płakała i przeklinała, że spotkało to właśnie ich. Pani Joanna ma 53 lata, jej mąż Tomasz tyle samo. - Sama nie wiem, jak to przetrwałam, ale przetrwałam. Nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły.

 

Mieszkają w Hucie Drewnianej w gminie Kobiele Wielkie. W zrzutce na portalu siepomaga.pl pani Joanna napisała, że zbierają na leczenie w Niemczech, dojazdy, zakwaterowanie i badania. Cel to trochę ponad 700 tys. zł.

Najpierw on, dwa miesiące później ona

Na zdjęciach ze szpitala oboje są poważni. Na tym trzecim, zrobionym na weselu, pan Tomasz poważnie patrzy w obiektyw, pani Joanna delikatnie się uśmiecha, zerkając nieco w bok. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, co stanie się za chwilę.

O tym, kiedy i jak dowiedzieli się o chorobie opowiada bardzo rzeczowo. Nie chce poddawać się emocjom. Teraz trzeba zrobić wszystko, żeby pokonać raka.

Reklama

Pani Joanna płakała dwa razy. Najpierw, kiedy dowiedziała się, że mąż zachorował.

- Był operowany w sierpniu 2023 roku. A ja w październiku zaczęłam odczuwać bóle brzucha, potężne przemieszczające się skurcze.

Poszła do lekarza. - Trafiłam dopiero w styczniu, bo spędzałam wszystko na stres z powodu choroby męża. Tak to sobie tłumaczyłam. Jego operacja była bardzo poważna, bo mąż miał niedrożność jelita, praktycznie ratująca życie.

Gastrolog zaproponował kolonoskopię, bo miałam już 50 lat. - Niestety, ale diagnoza była jednoznaczna - też mam raka. To bardzo małe prawdopodobieństwo, żebyśmy mieli ten sam nowotwór. Rozmawialiśmy o tym z lekarzami, powiedzieli, że to zbieg okoliczności, zdarza się bardzo rzadko. Taka karma, po prostu pech.

Reklama

Teraz pani Joanna walczy podwójnie. - To bardzo ciężka sytuacja. Ale mam taki charakter, że skupiam się na problemie, działam zadaniowo. Z całą siłą przystąpiłam do leczenia męża. I siebie - mówi.

Pani Joanna może opowiadać ze szczegółami o kolejnych wizytach, diagnozach, zaleceniach i skutkach, jakie przyniosła chemioterapia. Nie ma oporów. Jej zdaniem razem z mężem powinni dostać od razu najmocniejszą chemię, wtedy być może uniknęliby przerzutów. Oczywiście nie jest lekarką, ale o raku teraz wie bardzo dużo. Zwłaszcza, że zna ludzi, którzy od razu dostali czerwoną chemię i dzisiaj są zdrowi.

Reklama

- Tak lekarze zadecydowali, a my się temu poddaliśmy - mówi, jakby chciała ten etap zamknąć.

Teraz oboje zbierają pieniądze na badania w Niemczech. Bardzo drogie. Krew i wycinki pobiera się w Polsce, potem wysyła do laboratorium. - Bo tych badań w Polsce się nie wykonuje. Genetycznych, takich bardzo zaawansowanych.

Opowiada, w jakich szpitalach w Polsce był operowany jej mąż, w jakich ona, kto stał przy stole operacyjnym. Wspomina o lekarzu, który nie mógł znaleźć guza na płucu pana Tomasza. Tak dobrze zadziałała chemia, że się całkowicie wchłonął. Ale i tak fragment płuca został wycięty, dla pewności, że nic złego w nim nie zostało. Wspomina, ile było cykli wlewów, kiedy będą kolejne i jak się po nich czuje. Wspomina, że ma teraz zapalenie oskrzeli, ale się tym nie przejmuje. O badaniu PET może mówić jak radiolog. I o tym, że jej rak świecił na 10, a to już bardzo dużo.

Reklama

Mówi o skutkach ubocznych chemii, bo każdy pacjent je ma. Różne i w różnym stopniu.

- Ale leczenie chemioterapią na pewno działa - podkreśla. - Na przykład na mszy nie mogłam śpiewać razem z innymi. Po prostu mówiłam tekst pod nosem. Teraz modlę się razem ze wszystkimi. Skutki uboczne są uciążliwe. Mam katar z krwią, uczucie oparzenia w jamie ustnej, taki ból języka i gardła, że nie czuję przez to smaków - wylicza. - Jedzenie nie jest nawet bez smaku, jest wręcz niedobre. Pojawiają się bąble w ustach, jak po oparzeniu. Znikają po dwóch, trzech dniach.

Reklama

Do tego dochodzą problemy z poruszaniem się. – Zapominam, gdzie coś położyłam. Ciągle czegoś szukam. Po kilka razy wracam, nie wiem po co. Ręce i stopy są tkliwe. Nie mogę odkręcić butelki z wodą. Podeszwy stóp bolą, skóra ciemnieje, jest cienka i pognieciona na czubkach palców jak papier. Bolą nawet cebulki włosów, tych, które mi jeszcze zostały. Kładę się spać i kombinuję jak ułożyć głowę, żeby nie bolało.

Ludzie, nie bójcie się

odebrać wyniku

- Odebranie wyniku potwierdzającego chorobę nowotworową jest przerażające. Człowiek się buntuje: dlaczego ja? Czuje lęk, złość i olbrzymi żal. Dlatego zachęcam wszystkich - nie czekajcie z badaniem do 50. roku życia. Choroba rozwija się latami. Pięćdziesiąt lat to stanowczo za późno. Zróbcie to badanie po czterdziestce. Nie bójcie się go odebrać. Jeśli lekarz wykryje mały polip, będzie mógł szybko działać.

Reklama

Pomoc psychologiczna pacjentowi nowotworowemu się należy, nie zawsze jednak wygląda to tak, jakby się chciało.

- Trudno było mi zaakceptować tę sytuację. Wiem, że muszę się leczyć, jesteśmy młodymi ludźmi, nie jesteśmy tak schorowani, żebyśmy leżeli w łóżku. W szpitalu w Sosnowcu poprosiłam o pomoc psychologa - pani Joanna na chwilę milknie, jakby zastanawiała się, czy o tym opowiadać. - Przyszła do mnie raz pani, porozmawiała i powiedziała, że znów mnie odwiedzi. Następnym razem przyszła chora, a później nie było tak naprawdę warunków, bo tam akurat oddział był w remoncie. Przyszła do mnie za dwa tygodnie, jeszcze bardziej chora. Powiedziała, że do mnie przyjdzie na pewno, jak się wyleczy, ale już się nie pojawiła. Ale ja i bez niej sobie z tym po prostu dobrze radzę.

Reklama

- Można powiedzieć, że dzisiaj mamy wysyp raka jelita grubego. Wyprzedził w ostatnich latach raka płuc - Joanna przytacza statystyki. - To plaga. Spotykam w szpitalach ludzi w różnym wieku, dbających o zdrowie. Poznałam takich, którzy przez trzydzieści lat żywili się tylko zdrową żywnością. Mięso, jaja i warzywa tylko od zaprzyjaźnionego rolnika. To ich nie uratowało. Znają specjalne bazary, na których sprzedaje się tylko zdrową żywność. I co? I słyszą: ma pan/pani raka jelita grubego.

Pani Joanna stała się specjalistką, ale nie od zdrowej, a od niezdrowej żywności. Dzisiaj w sklepie czyta bardzo dokładnie każdą etykietę. Sprawdza skład. Nie dziwi jej, że ciastka nadają się do jedzenia za rok. - Jest w nich tyle chemii, że nigdy się chyba nie zepsują. Nasi rodzice jedli prawdziwie zdrową żywność. My jemy chemię. Teraz proszę pomyśleć, co jedzą nasze dzieci? Co będą jadły? Jestem przerażona.

Reklama

Pan Tomasz wrócił do pracy w Lasach Państwowych. Pani Joanna pracuje w prywatnej firmie, ale na razie nie może podjąć obowiązków. Brakuje jej sił. Założyła zbiórkę, bo leczenie jest bardzo drogie. Oni nie mają takich pieniędzy.

- Choćby suplementacja, która jest zalecana przy chemioterapii i pozwala lepiej ją znosić. Jeden suplement sprowadziłam z Czech. Dwie osoby to 5600 zł na miesiąc. Reszta suplementów, które sprowadzamy, to około 8000 na miesiąc. To bardzo drogie, ale widzę zmianę i poprawę na lepsze po tych suplementach. Zbieramy te pieniądze, bo chcemy się wyleczyć. Chcemy zostać z naszą rodziną i z ludźmi, którzy nam pomagają.

Reklama

Pani Joanna podkreśla, że za całe dobro, które trafia do niej i jej męża, stara się odwdzięczyć na tyle, na ile to teraz możliwe.

- Chcemy pokazać, że warto zawalczyć o swoje zdrowie, że są inne skuteczne drogi i metody. Każdemu, kto się ze mną kontaktuje, mówię, że mogę pomóc założyć zbiórkę - mówi.

Czuje w środku taką potrzebę.

- My coś dostajemy i chcę też dać coś od siebie. Jestem w stanie doradzić, pomóc, podpowiedzieć. To jest mój cel taki. I działam - mówi. - Wydaje mi się, że powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia, co było ważne. Dobrze, że mogliśmy o tym porozmawiać.

Reklama

W niedzielę 3 maja odbędzie się charytatywny kiermasz domowych ciast i kugla „Dla Joanny i Tomasz Długoszów”, na który zapraszają panie z Kół Gospodyń Wiejskich „Hucianki” i „Zrąbie”. - Cały dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na wsparcie Joanny i Tomasza - zachęcają organizatorki. Namioty staną przy kościele w Kobielach Wielkich.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/05/2026 08:27
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dorota - niezalogowany 2026-05-03 14:16:58

    Jestem w takiej samej sytuacji a być może podobnej, też mam raka złośliwego jelita grubego,jestem dopiero po badaniach i przygotowuję się do naświetlań i chemioterapii, trafiłam do Kopernika w Łodzi,lekarze dają dobre rokowania,czy w Niemczech będzie lepiej.Jestem niewiele starsza od państwa,tak bardzo pragniemy żyć choć naturalną rzeczą jest śmierć., może źle myślę choć nie czuję się z tym dobrze

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości