No to dali nasi chłopcy czadu, aż mnie ciarki przeszły. Piszę tu o rozmowie Andrzeja Andrysiaka z Pawłem Grzywaczem zamieszczoną w poprzednim numerze gazety. Zmroziło mnie, gdy zaczęli mówić o słynnej wystawie w Gdańsku pt. „Nasi chłopcy”. Aż przerwałem w połowie czytanie artykułu i sięgnąłem po laptopa.
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Temat stał się nośny, więc tylko wspomnę, że dotyczy Polaków siłą wcielonych do Wehrmachtu. Wielu z niemieckiej armii uciekło, ci co nie zdołali często ginęli w bratobójczej walce, inni trafiali przed sąd wojenny za zdradę i dezercję. Ponoć takich było ok. 400 tys. z Kaszub, Opolszczyzny, Śląska, Wielkopolski. Z tych terenów, gdzie było pogranicze, gdzie narodowości się mieszały. Im dłużej trwała wojna, tym Niemcy głębiej sięgali po rezerwy ludzkie. W Gdańsku zrobiono o nich wystawę partycypacyjną, to znaczy taką, do której materiały przynosili ludzie. Do muzeum zaczęli zgłaszać się lud......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze