Strażacy mówią, trochę z przymrużeniem oka, że “tradycja wypalania traw w naszym powiecie wiecznie żywa”. A potem już na poważnie jadą takie pożary gasić. W sobotę 7 marca było ich pięć.
Kilka dni wcześniej gasili pierwszy, dwa dni po nim kolejne dwa. A w sobotę zaczęło się o godzinie 9.45 w Gidlach. Tam dwa zastępy, jeden zawodowy z Radomska i jeden ochotniczy z Pławna gasił pół hektara.
O 13.40 kolejne wezwanie, do miejscowości Fryszerka w gminie Gomunice. Tam pojechały trzy zastępy, paliły się trzy hektary. O 13.58 strażacy zostali wysłani do Radomska, o 18.03 znów pożar w mieście. Był jeszcze pożar w miejscowości Galonki w gminie Dobryszyce.
- Tereny zagrożone, w których dochodzi do pożarów traw, są monitorowane pod kątem zagrożenia pożarowego za pomocą sekcji dronowych. Drony z kamerami termowizyjnymi są w stanie monitorować bardzo rozległe tereny z dużej wysokości - mówi Gazecie kapitan Marek Jeziorski, oficer prasowy radomszczańskiej straży pożarnej. - W działaniach tego typu wykorzystujemy sekcję dronową z OSP KSRG Strzałków.
Kapitan Jeziorski dodaje, że strażacy zawsze współpracują z policją.
Strażacy do znudzenia przypominają, że wypalanie nie tylko przynosi same szkody, ale może być nawet śmiertelnym zagrożeniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze