- Od razu zaznaczę, że to modliszka zwyczajna, gatunek, który u nas występuję, nie żaden inwazyjny, z żadnej hodowli czy coś w tym rodzaju - mówi radomszczanin. - Żeby nikt się nie musiał denerwować, że zrobiłem coś niewłaściwego. Także nie trzeba hejtować - śmieje się.
Pan Piotr na modliszkę natknął się wcześnie rano na parkingu przy Lidlu przy ulicy Jagiellońskiej kilka dni temu.
- Miała około 8, 9 centymetrów. Zastanawiałem się co zrobić. Bo jakiś czas wcześniej znalazłem tam mniejszy okaz, ale niestety, już martwy. Może się jej ktoś przestraszył i zareagował w taki, a nie inny sposób. Domyślam się, że to wiatr przywiewa je tu z pól za szpitalem. Nie chciałem, żeby ta skończyła tak samo. W dodatku wyczytałem, że jest pod ochroną.
Modliszka siedziała na jednym z małych koszyków na zakupy dla dzieci.
- Znalazłem jakiś kubek po kawie i ostrożnie ją stamtąd zabrałem. Już słyszę ten krzyk małego dziecka, kiedy zobaczy takiego owada - dodaje.
Modliszka trafiła do domu pana Piotra, który przygotował dla niej słoik wymoszczony ligniną. Trzeba tez było zadbać o wyżywienie.
- Złapałem jej kilka much. I pająka. Obserwowanie, jak na nie poluje i zjada, było fascynujące. Przy tej okazji sporo przeczytałem i wiele dowiedziałem się na temat modliszek. Wiemy o nich właściwie tylko tyle, że zjadają partnera po kopulacji, a można wyczytać tak dużo. Także to, że są pod ścisłą ochroną, że lubią ciepło, a na takim rozgrzanym słońcem parkingu jest ich chyba dobrze. Za to mało bezpiecznie.
Pan Piotr wykonał serię zdjęć, a potem zawiózł modliszkę w jej naturalne środowisko.
- Opuściła słoik, usiadła na trawce i bardzo szybko pojawił się samiec, wyraźnie mieli się ku sobie, ale jego dalsze, raczej krótkie losy, są chyba oczywiste - żartuje. I zachęca, żeby nie reagować nerwowo w podobnej sytuacji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze