- Może ja za krótko mam prawo jazdy, albo powinienem pójść na jakiś kurs doszkalający? - pyta mieszkaniec osiedla Pana Tadeusza.
Pan Dariusz przejechał tę ulice kilka razy, żeby się upewnić. Zadał sobie nawet trud, wykonał nagrania i zmontował z nich niedługi klip.
- Żeby pokazać absurd sytuacji - mówi Gazecie. - Bo na wjeździe w ulicę Soplicy stoi duża i widoczna tablica informacyjna, z której kierowca dowiaduje się, że wjeżdża do strefy skrzyżowań równorzędnych.
A to oznacza, że na takim skrzyżowaniu obowiązuje zasada prawej ręki, czyli kierowca przepuszcza tego, kogo ma z prawej strony, a sam jest przepuszczany przez tego, który jest z jego lewej.
- Proste? Proste - mówi nasz Czytelnik. - I każdy spodziewałby się odpowiedniego znaku na skrzyżowaniu oznaczającego, że jest to skrzyżowanie równorzędne. Tymczasem trafiamy na znak drogi z pierwszeństwem przejazdu. I co mam zrobić? Zaryzykować? Poczekać? A może zadzwonić na policję albo do urzędu, żeby wyjaśnili o co chodzi? Naprawdę nie ma tam kogoś, kto się na tym zna? Znów wyszło robienie czegoś na odwal się. Ciekawe, co powiedziałby policjant w razie kolizji. Na razie radzę unikać tej ulicy. Mieszkańcy muszą tam jeździć, ale jeśli nie musicie, to korzystajcie z dróg, które są oznaczone zgodnie z przepisami. Szkoda samochodu i zdrowia. A może w odwrotnej kolejności...
Zapytaliśmy w Urzędzie Miasta o tę sytuację. Czekamy na odpowiedź.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To, że stoją D1 to jeszcze nie problem. Jest pewna sprzeczność, ale nie ma niebezpieczeństwa. Gorzej, gdy przy wlotach podporządkowanych nie ma A-7 ani B-20.
To, że stoją D1 to jeszcze nie problem. Jest pewna sprzeczność, ale nie ma niebezpieczeństwa. Gorzej, gdy przy wlotach podporządkowanych nie ma A-7 ani B-20.