W niedzielę 22 czerwca wieczorem kompletnie pijany kierowca ciężarówki wjechał w kapliczkę w Stobiecku Szlacheckim. Chciał uciec. Powstrzymali go wójt i gminni radni. To było obywatelskie zatrzymanie.
Była godzina 19.40. Wójt gminy Ładzice Ewelina Lis, przewodniczący rady gminy Arkadiusz Gałwa i radny Sylwester Walaszczyk przyjechali na spotkanie z mieszkańcami. Do świetlicy, która znajduje się tuż obok.
- To był huk, który postawił nas na równe nogi - mówi Gazecie przewodniczący.
A wójt dodaje, że to było trochę jak w filmie sensacyjnym.
Wszyscy wybiegli na zewnątrz i zobaczyli samochód ciężarowy na zagranicznych numerach rejestracyjnych, który wjechał w kapliczkę. A potem był drugi huk, jeszcze głośniejszy, który poniósł się po całej okolicy.
Zauważyli, że chociaż jedna z opon została uszkodzona, to kierowca nie zamierza czekać, chce odjechać. Oni też nie czekali. Postanowili mu to uniemożliwić.
Udało im się otworzyć drzwi szoferki i zabrać kierowcy, obcokrajowcowi, kluczyki. Od razu wiadomo było, że jest nietrzeźwy. Miał problemy ze skleceniem kilku słów.
I nie bardzo miał ochotę na spotkanie z policjantami. W końcu udało się go wyciągnąć ze środka i przypilnować do przyjazdu w sumie dwóch radiowozów, które dyżurny policji wysłał na miejsce.
Funkcjonariusze ustalili, że mężczyzna miał w wydychanym powietrzu około 2 i pół promila. I że jechał na port Radomsko.
Jak mówi przewodniczący, w tym stanie kierowca musiał coś pomylić, co nikogo nie dziwi, i znalazł się dwa kilometry za daleko.
Przypomina też, że kapliczka nie ma szczęścia, bo praktycznie dokładnie rok temu również ucierpiała.
- Wjechał w nią także kierowca samochodu ciężarowego. Wysiadł, akurat byli tam pracownicy, którzy zajmowali się ocieplaniem. Zapytał ich, czyja jest kapliczka. Powiedzieli mu, że księdza z miejscowej parafii. Miał do niego iść, ale zamiast tego wsiadł za kierownicę i odjechał.
Udało się go namierzyć, dzięki monitoringowi. Kapliczka została naprawiona z ubezpieczenia, ale ksiądz musiał długo o nie walczyć. Nie wiadomo, czy teraz będzie podobnie.
Przewodniczący mówi, że trzeba będzie pomyśleć o zabezpieczeniu kapliczki.
Policjanci założyli kierowcy kajdanki i odwieźli do aresztu.
- Strach pomyśleć jak długo jechał w takim stanie i co mogło się stać po drodze - wzdycha Arkadiusz Gałwa.
- Badanie stanu trzeźwości wykazało, że 45-letni obywatel Bułgarii miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Pojazd został zabezpieczony i odholowany. Za kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności - mówi Gazecie aspirant Dariusz Kaczmarek, oficer prasowy radomszczańskiej policji. - Reakcja świadków ma ogromne znaczenie, szybkie powiadomienie służb i właściwe zachowanie mogą uchronić innych uczestników ruchu przed zagrożeniem. Tym razem, dzięki czujności i odpowiedzialności mieszkańców, nie doszło do tragedii - podkreśla.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo Sylwester
Brawo Sylwester