Reklama

Na Miłaczkach siadłem sobie i zapłakałem: sprawdziliśmy, jak to jest z tym ruchem na osiedlu

W dwie godziny przejeżdża kilka TIR-ów. Jakieś 50 samochodów w pięć minut. Gdy to pomnożyć, wychodzi 500 samochodów na godzinę. Przed remontem ruch odbywał się równoległą Narutowicza, a teraz wąziutką i dziurawą Łączną. Stanąłem tam na dwie godziny i poobserwowałem. Nie dziwię się mieszkańcom, że mają dość

Jest piątek 19 listopada. O 12.47 wsiadam w samochód, jadę Narutowicza w kierunku Miłaczek. Tych, o których było ostatnio tak głośno, od kiedy zamknięto skrzyżowanie Narutowicza z Kraszewskiego. Jest remontowane. Remont potrzebny jak najbardziej, teraz będą tam światła, ruch powinien być płynniejszy. Na razie przeniósł się na objazd przez Architektów, Łączną i Norwida. Do tej pory ciche i spokojne osiedlowe uliczki. Niestety, zaczęły też tamtędy jeździć TIR-y, mimo że powinny jechać obwodnicą, bo wjazdu w Norwida czy Architektów zabrania znak zakazu wjazdu pojazdów o masie całkowitej powyżej 8 ton. Mocno wyblakł, ale jest. Dla wielu kierowców jak najbardziej do zignorowania.

Żółte tablice informacyjne dla ciężarówek mijam przed skrzyżowaniem z Kościuszki i powiem szczerze: widzę je w ostatniej chwili, bo skupiam się na sygnalizatorze. Powinny być wcześniej.

Reklama

Dojeżdżam do Norwida. Przede mną biały bus. Patrzę we wsteczne lusterko i widzę pierwszego, który pewnie - tak jak ja - nie zwrócił uwagi na tablice. Kierowca TIR-a zauważa zamknięte skrzyżowanie i zatrzymuje się może 50 metrów przed skrętem w objazd. Stoi dłuższą chwilę na awaryjnych, w końcu zawraca, co w tym miejscu dla takiego auta nie jest proste. Daje radę, ale przez kilka minut wszyscy za nim czekają, aż odjedzie.

Ten zakazu nie złamał.

Jest prawie 13. Ustawiam się na Norwida tak, żeby jak najmniej przeszkadzać i widzieć skrzyżowanie z Łączną i Norwida. Jadą. Jeden za drugim. Raz kilka, raz jeden. Są małe przerwy, ale ruch odbywa się tu praktycznie cały czas. A to jeszcze nie godziny szczytu. A myślałem, że o tej porze będzie w miarę spokojnie. Po chwili uświadamiam sobie, że byłoby, ale teraz Łączna jest przecież tak naprawdę Narutowicza. Tylko szerokość nie ta i stan asfaltu też inny. No i domy tuż przy jezdni, a dwa auta mijają się bardzo ostrożnie, te osobowe.

Reklama

Pierwsze, co rzuca się w oczy po kilku minutach, to sposób, w jaki kierowcy wyjeżdżają i wjeżdżają w Łączną. Nie ma szans, żeby nie pojechać szeroko. Inaczej się nie uda, ale to oznacza, że trzeba zjechać na drugi pas. I zawsze ktoś musi czekać. Zdarza się, że kierowca jadący z Łącznej cofa metr od skrzyżowania, żeby przepuścić tego, który w tę uliczkę wjeżdża. A czasem ktoś na Norwida mignie długimi - jedź, poczekam.

I jeszcze jedno: na Norwida samochody jeżdżą po wąskich chodnikach po jednej i drugiej stronie. Tak, żeby nie zawadzić się lusterkami. Ziemia przy skrzyżowaniu mocno wyjeżdżona, widać jak samochody wchodzą w ten zakręt. Praktycznie tuż przy płocie.

Reklama

Jak już zjadą się dwa auta dostawcze, albo mały autobus, taki prywatnego przewoźnika, to jak jeden drugiemu nie ustąpi nie ma szans, żeby się zmieściły. Raczej ustępuję, choć od czasu do czasu zdarza się bardziej krewki kierowca, który przecież ma pierwszeństwo i on czekał nie będzie.

13.09. Czarny bus wyjeżdża z Łącznej i słychać bardzo głośny huk. Skręcał w prawo, bardzo blisko ogrodzenia, może w nie uderzył? A może wjechał kołem w dziurę i to zawieszenie tak się odezwało?

Od Narutowicza Norwida idzie mężczyzna, prowadzi rower, na kierownicy buja się siatka z zakupami. Rowerzystów jest to sporo, ale tylko jedna kobieta będzie na swoim jechała, reszta woli je prowadzić i w pewien sposób się nimi osłaniać. Wsiadają na nie, kiedy robi się spokojniej, gdzieś na końcu Norwida. Zresztą piesi też muszą bardzo uważać, bo zostaje dla nich połowa wąskiego chodnika, jedzie po nim każdy samochód. Wtedy przyciskają się do ogrodzeń. No, może listonosz jest bardziej odważny, kiedy wrzuca listy do skrzynek.

Reklama

13.17. Jeden z mieszkańców Norwida wjeżdża na swoje podwórko. Parkuje i zamyka bramę. Korzystam z okazji, kiedy wraca po coś do bagażnika i zaczynam rozmowę.

- Tutaj to proszę pana korki teraz są, w godzinach szczytu oczywiście - słyszę. - Widzi pan jak oni wszyscy jeżdżą? Jakby prawo jazdy w chipsach znaleźli. Nie umieją zakrętu zebrać. Ja tu rok mieszkam i wjeżdżałem tu nawet ciągnikiem, jak trzeba było coś na podwórku zrobić. A tu co chwila ktoś o tamten płot zawadzi - pokazuje drewniane ogrodzenie na rogu Łącznej i Norwida. Rzeczywiście, widać, że część jest odłamana. W tym momencie rozlega się klakson, to kierowca, który wjeżdża w Łączną obtrąbił tego, który wyjeżdżał, bo przecież to on ma pierwszeństwo. - Trąbią, czasem na siebie krzyczą, a czasem nawet to bić się chcą - komentuje mieszkaniec. - No i stłuczek tu już parę było - za chwilę duże BMW nie mieści się w zakręcie, wyjeżdża pod maskę busa, znów trąbienie i krzyki przez uchylone szyby. Trzeba przecież pouczyć tego, co nie potrafi.

Reklama

13.21. Jest TIR, kierowca MAN-a kończy rozmowę i odkłada telefon, który trzymał przy uchu. Skręca w Norwida, zaraz pojedzie na Narutowicza. Nawet sprawnie nam to poszło. Kilka minut po nim pojawia się kolejny. Tym razem na numerach PO.

Chwila spokoju, potrwa dwie, trzy minuty. Akurat tyle, żeby dwóch nastolatków, jeden z plecakiem, drugi w stroju, który wskazuje, że albo wraca, albo idzie na trening piłkarski, zdąży wejść w Łączną. Obliczam, że nie dojdą do Architektów zanim znów będą ich mijać samochody.

Reklama

13.26. Znów TIR, tym razem z Litwy, co widać na tablicy rejestracyjnej. To ciągnik bez naczepy, więc kierowca sprawnie skręca i odjeżdża. Wie, że złamał zakaz? Jeśli widział znak, to pewnie tak, ale nie chciał wracać. Wybrał wąską osiedlową uliczkę.

13.31. Od Narutowicza idzie kobieta. Kiedy dochodzi do skrzyżowania z Łączną podnosi rękę i pokazuje kierowcom, w którą stronę chce iść. Sprytne, bo trzeba przeciskać się między samochodami. Co prawda nie jadą szybko, ale kiedy kierowca skupia się na tym, żeby nie obetrzeć auta o ogrodzenie ani nie zawadzić o lusterko innego samochodu, można się zdziwić, kiedy przed maską pojawi się pieszy.

Reklama

- Tak, muszę tu teraz bardzo uważać, bo samochody jadą cały czas i widać, że jeżdżą po chodnikach - komentuje. Mieszka przy Narutowicza, akurat przy zamkniętym i remontowanym skrzyżowaniu. - Tam to już nawet kawałek chodnika położyli, więc tylko do sklepu trudniej się idzie, ale ogólnie tragedii nie ma - teraz idzie do koleżanki, która mieszka przy Kołłątaja.

Mijają kolejne minuty, liczę samochody i wychodzi mi, że przez godzinę musi tu przejeżdżać ich nawet 300, może 400. Przyzwyczaiłem się już do ciągłego szumu. Sprawdzam jeszcze ile aut jedzie w Łączną, a ile dalej prosto Norwida. Tych drugich jest zaledwie kilka, to pewnie mieszkańcy dzielnicy, cała reszta to „tranzyt”.

Reklama

13.39. Policyjny bus wjeżdża w Łączną. Jedzie na interwencję, czy ustawi się na Narutowicza, żeby kontrolować kierowców?

13.40. Z Łącznej wyjeżdża inny radiowóz. Zastanawiam się, czy ci policjanci stali przy Architektów albo na Narutowicza i sprawdzali kto łamie zakaz? A może właśnie wracają z interwencji.

Łapię się na tym, że czuję się trochę jak nad morzem, takim samochodowym. Obserwuję kolejne fale aut, które korzystają z objazdu. Raz większe, raz mniejsze, raz kilka, raz kilkanaście w jedną i drugą stronę, potem minuta albo dwie przerwy i spokoju. A potem znów i znów.

Reklama

W pewnym momencie zegarek na mojej ręce brzęczy i wyświetla komunikat - rusz się! Rzeczywiście, jestem tu już godzinę. Zaczynam oceniać umiejętności kierowców, w jaki sposób wjeżdżają w zakręt, czy robią to sprawnie, czy jednak muszą pojechać szerzej, niektórzy są bardzo ostrożni, jadą bardzo powoli, dopóki nie wyjadą na prostą. Zauważam kilku, którzy oszczędzają żarówki, nie używają świateł. Pewnie zapomnieli.

13.59. Z Łącznej energicznie wyjeżdża młody mężczyzna na rowerze, słuchawki na uszach, widać, że podśpiewuje. Staje na pedałach, może kręci w rytm muzyki.

Reklama

Zaczynam obmyślać plan: postoję tu jeszcze godzinę i wjadę w Łączną, żeby zobaczyć, jak się nią jeździ. Chcę też zobaczyć, jak to wygląda od Architektów. Pewnie podobnie. Zastanawiam się jak mnie uda się wjechać w ten zakręt.

14.16. Z Narutowicza w Norwida wjeżdża kolejny TIR, volvo z naczepą. No to teraz się będzie działo. A nie, jedzie prosto, we wstecznym lusterku widzę, że skręca dwie uliczki dalej. Bardzo wolno i ostrożnie, bo tam tak samo wąsko jak tutaj.

Aut coraz więcej, w końcu wielu mieszkańców właśnie wraca z pracy. I coraz więcej jedzie tam gdzie TIR, nie skręca w Łączną, czyli miejscowi.

Gdzieś z lewej słychać syrenę straży pożarnej. Pojadą tędy czy nie? To przecież duże samochody, ale jeśli jadą do akcji, to liczy się czas. Nie pojechali. Syreny coraz cichsze.

Patrzę na zegarek, zapamiętuję godzinę i zaczynam liczyć. Po pięciu minutach przestaję. 50 samochodów. Moje pierwsze szacunki były niedoszacowane? Teraz wychodzi, że przez godzinę może tędy przejeżdżać nawet 500-600 aut. No tak, Narutowicza to jedna z najruchliwszych ulic w mieście. A Łączna to teraz tak naprawdę fragment Narutowicza.

14.33. Jest korek, o którym mówił mieszkaniec. Auta stoją na całej Norwida od skrzyżowania z Narutowicza do skrzyżowania z Łączną.

Mały autobus wyjeżdża za szybko z Łącznej i ostro hamuje. Prawie wjeżdża w betonowy płot. Podejrzewam, że wszyscy pasażerowie mocno to poczuli. Wsteczny, metr do tyłu, udało się. Jedzie dalej.

Na moment wychodzi słońce. Dla mieszkańców tej dzielnicy nie świeciło już dawno, protestowali od początku remontu.

14.59. Czas pojechać Łączną. Akurat przez chwilę nie ma samochodów. Udało się, nie muszę się stresować, że ciasno. Asfalt na Łącznej raczej taki sobie, mocno połatany, jest trochę dziur, nie da się tu jechać szybciej niż 30 km/h. Dla bezpieczeństwa pieszych i dla zawieszenia samochodu.

Czy ta ulica zawsze tak wyglądała, czy odkąd jest objazdem? Wykonawca przebudowy skrzyżowania zawsze ma obowiązek doprowadzić ulice, którymi poprowadzono objazd, do takiego stanu, jak sprzed rozpoczęcia prac. Może więc i tu będzie lepiej. Mieszkańcy na pewno by tego chcieli. I pewnie chcieliby spokoju, którym się kiedyś cieszyli.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości