Jesienna kurtka zostaje w szafie. Na wieki wieków. Ocieplenie klimatu doprowadza branżę odzieżową do bankructwa

W branży jesteśmy ponad 30 lat, ale taka sytuacja zdarza się nam po raz pierwszy - mówi pan Jacek, który prowadzi szwalnię. Odzież z jesiennej kolekcji po raz pierwszy się nie sprzedała. - Wszystko przez zmianę klimatu. Jest tak ciepło, że ciepłe płaszcze i kurtki przestały być ludziom potrzebne

 

- Datą graniczną w naszej branży zawsze był 1 listopada - mówi radomszczanin pan Jacek. Szwalnię prowadzi od kilkudziesięciu lat. To, co wyprodukują jego pracownicy, trafia do sklepów w całej Polsce.

- Wszystkich Świętych przez lata było, można powiedzieć trochę żartem, swoistą rewią mody. Do 1 listopada sprzedaż szła bardzo dobrze, potem stopowała. W tym roku stało się coś, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Odzież z kolekcji jesiennej pozostała w magazynach. Trudno liczyć na to, żeby teraz nagle coś się zmieniło. Musimy to jakoś przetrwać.

Dramat

W całej Polsce mówi się o dramatycznej sytuacji branży odzieżowej. Ciepłe płaszcze na jesień, kurtki, spodnie, spódnice i swetry nie znalazły nabywców. W magazynach i na sklepowych półkach wciąż leżą szaliki, buty, rękawiczki czy ciepłe obuwie.

Wrzesień był rekordowo ciepły, średnia temperatur była wyższa niż w czerwcu, wyniosła 17,7 stopni Celsjusza, podczas gdy w czerwcu było to 17,5 stopnia. Tak ciepłego września nie notowano w Polsce od XVIII wieku. Wyjątkowo ciepły był także październik (choć nie najcieplejszy w historii pomiarów). Padł też miesięczny rekord temperatury, 3 października w Legnicy było 29,3 stopni C.

My cieszyliśmy się ładną pogodą, producenci odzieży liczyli straty. Analitycy szacują, że nawet 70 proc. firm w kraju jest w kryzysie. Magazyny pełne, a powinni już nie tylko szyć odzież zimową, ale za chwilę ją sprzedawać. Boją się jednak, że spotka ją to samo, co jesienną.

- Ja bym ocenił, że jakieś 50 proc. produkcji nie zostało sprzedane - mówi pan Jacek.

I podkreśla, że w najgorszej sytuacji są ci, którzy szyją kurtki i płaszcze. Wyjątkowo ciepła jesień spowodowała, że klienci ich nie potrzebowali.

- Klimat i jeszcze raz klimat - mówi o przyczynach. - Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że się zmienił. To ma swoje określone skutki. Jak widać i takie. My szyjemy przede wszystkim spódnice, sukienki i spodnie. Z tym towarem jest nieco łatwiej. Ale tylko nieco.

Przedsiębiorca mówi, że można było spodziewać się mniejszej sprzedaży, ale skala spadku zaskoczyła wszystkich. - Trzeba ten moment jakoś przetrwać i dać sobie radę - dodaje.

Nie zakłada zwolnień, bo, jak mówi z naciskiem, wcale nie jest łatwo skompletować zespół sprawdzonych ludzi. Przewiduje raczej przestój w produkcji. Już teraz zamówień jest o wiele mniej.

- Sytuację trochę ratuje sprzedaż za granicę. Nasz rynek nie był łatwy i bez zmian klimatu. Mówię o imporcie odzieży z Azji. Gorszej jakościowo, ale tańszej. Z tym nie jesteśmy w stanie wygrać, a w Polsce właśnie cena jest podstawowym czynnikiem wyboru produktu przez klienta. Trzeba będzie myśleć o zmianach i dostosowaniu się do sytuacji.

Jego zdaniem taki profil produkcji, jaki znaliśmy do tej pory, na pewno się zmieni.

- Trudno zakładać, że nagle wrócą zimne jesienne dni i sroga zima. Potrzebna będzie odzież lżejsza, odpowiednia do coraz cieplejszego klimatu. Trzeba będzie szyć to, co będzie się sprzedawać.

Trzeba się dostosować

Najbliższe miesiące będą bardzo ciężkie dla producentów. Trudno przewidzieć, czy wszyscy przetrwają. Coś z tym niesprzedanym towarem trzeba będzie zrobić. Tylko co? Kilka dni temu media informowały o pożarze na ogromnym składowisku niesprzedanej odzieży w Kamieńcu w województwie pomorskim. Taki pożar wybuchł na tym składowisku już po raz 33 (!). Strażacy dogaszają je kilka dni. Nie ukrywają, że to celowe podpalenia, bo ogień pojawia się nie w środku, ale podkładany jest z brzegów składowiska. Jedyna kara dla właściciela składowiska to grzywna. Kolejna.

Producenci odzieży w Polsce mają mniej optymistyczne spojrzenie na sytuację i mówią, że rząd powinien objąć ich branżę tarczą, tak, jak było to w przypadku innych przedsiębiorców w czasie pandemii, kiedy ci nie mogli pracować i zarabiać.

Pod koniec października branża odzieżowa wystąpiła do rządu z apelem o wsparcie finansowe. To miałoby zatrzymać falę bankructw. Pieniądze miałyby zostać przeznaczone na opłacenie bieżących rachunków, pensji, składek ZUS. Według wyliczeń branży, dofinanowanie powinno wynosić między 10 a 15 tys. zł na pracownika.

- My skupiamy się na tym, co możemy sami zrobić, żeby wyjść z tego kryzysu obronną ręką - mówi pan Jacek. - Zakładam, że za kilka lat pewnych sztuk odzieży nie będzie się szyło, bo zwyczajnie przestaną być potrzebne. Podobne zmiany czekają też kolekcję zimową. Można powiedzieć, że musimy dociągnąć do wiosny.

Aplikacja na Androida

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Najnowsze wiadomości