Liczba dni z temperaturą powyżej 25 stopni w naszym regionie wzrosła w ciągu ostatnich 40 lat o 70 procent. Upalnych dni powyżej 30 stopni jest cztery razy więcej. Jest mniej deszczu, a liczba dni śniegowych spadła z 40-50 w sezonie do kilku - wynika z liczb
Skutki zmian klimatu z każdym rokiem stają się coraz bardziej dotkliwe. Jak szacują naukowcy, ze względu na emisję gazów cieplarnianych (w tym przede wszystkim dwutlenku węgla) średnia globalna temperatura wzrosła już o ponad jeden stopień w porównaniu do czasów przed rewolucją przemysłową. Globalne ocieplenie nie ominęło także Radomska. Widać to w danych zbieranych przez stację IMGW w Sulejowie, znajdującą się 45 kilometrów w linii prostej od naszego miasta.
- Od połowy XX wieku temperatura wzrasta o mniej więcej 0,3 stopnia na dekadę. Oznacza to, że od lat 70. średnia roczna temperatura w Polsce wzrosła z 7 do ponad 9 stopni Celsjusza - mówi prof. Joanna Wibig z Uniwersytetu Łódzkiego.
- Czy to jest dużo? Tak, choć są też oczywiście regiony na świecie, gdzie temperatura wzrosła jeszcze bardziej - dodaje dr Piotr Piotrowski, reprezentujący tę samą uczelnię. - Przykładem może być region Spitsbergenu za północnym kołem podbiegunowym. Najbardziej ociepliły się zima i wiosna, w mniejszym stopniu jesień i lato.
Na stacji w Sulejowie średnia roczna temperatura w 2023 była wyższa od wieloletniej średniej o 3 stopnie. To więcej niż w rekordowym 2019 roku, w którym odchylenie wyniosło aż 2,4 stopnia. W XXI wieku tylko pięć razy zdarzyło się, żeby rok był zimniejszy od średniej: ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 13 lat temu.
Coraz więcej mamy też dni, w których temperatura choć przez chwilę przekracza 25 stopni. Jak wynika z danych ze stacji w Sulejowie, w latach 1971-1980 takich dni mieliśmy około 30 rocznie. W latach 90. było ich już ponad 40, a na przełomie tysiącleci - prawie 50. W ostatniej pełnej dekadzie (2011-2020) notowaliśmy natomiast 56 dni z temperaturą powyżej 25 stopni. To prawie dwukrotny wzrost w zaledwie 50 lat.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda z dniami upalnymi, w których temperatura maksymalna przekracza 30 stopni. W latach 1971-1980 były w naszym regionie rzadkością, zdarzały się średnio trzy razy w roku. Ich liczba wzrosła pod koniec XX wieku (do siedmiu), a w dekadzie 2001-2010 przekraczała już dziewięć. Pomiędzy 2011 a 2020 rokiem upały męczyły nas natomiast przez ponad 13 dni - czterokrotnie częściej.
- Niektóre lata wyjątkowo się na tym tle wyróżniały - mówi Piotrowski. - W roku 2015 w niektórych stacjach maksymalna dobowa temperatura powyżej 30 stopni utrzymywała się nawet przez 13 dni. Podobne sytuacje zdarzały się jednak już wcześniej: rekord padł w 1994 roku, gdy fala upałów trwała 16 dni. Mimo wszystko początek tego stulecia charakteryzuje się częstszym występowaniem skrajnych temperatur niż schyłek ubiegłego.
Jak dodaje, wysoka temperatura potrafi uprzykrzyć nam życie codzienne: - Obniża się nasz komfort termiczny, mamy też problemy z koncentracją, tym bardziej jeśli nie pracujemy w klimatyzowanych pomieszczeniach. To jest też ogromne zagrożenie dla osób z chorobami układu krążenia. W skrajnych przypadkach upały mogą nawet doprowadzić do udaru cieplnego, na co szczególnie narażone są osoby wykonujące pracę fizyczną.
- Coraz częściej notujemy też przypadki temperatur powyżej 35 stopni, które kiedyś zdarzały się sporadycznie raz na kilka lat, a które dzisiaj potrafią utrzymywać się nawet przez kilka dni - mówi Wibig. I dodaje, że wraz ze zmianami klimatu do Polski zawitało nowe zjawisko: noce tropikalne. - Mówimy tu o sytuacji, gdy przez całą noc temperatura nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza. Oczywiście kiedyś też się w Polsce zdarzały, ale były rzadkością. Dzisiaj natomiast nikogo to nie dziwi, nawet kilka takich nocy z rzędu.
- To wpływa na nasz komfort snu: przy tak wysokiej temperaturze ciężko jest zasnąć, częściej będziemy się też wybudzać - dodaje Piotrowski. - I ponownie, to właśnie w 2015 zanotowaliśmy w ostatnich latach najdłuższą serię takich tropikalnych nocy. Niestety, wyniki modeli klimatycznych wskazują na to, że z roku na rok będziemy ich mieli coraz więcej. I chyba musimy się do tego przyzwyczaić.
Na wykresie przedstawiającym ilość opadów ciężko jest znaleźć jednoznaczny wzór. Odchylenia od średniej są duże, w jedną i w drugą stronę. Jak tłumaczy Piotrowski, ta zmienność to cecha charakterystyczna naszego klimatu w ostatnich dekadach.
- W latach 80. zaczęła się susza, ilość opadów była niższa od średniej, co trwało aż do połowy lat 90. Jeśli natomiast chodzi o ostatnie lata, to obserwujemy w naszym regionie duże wahania rocznych sum opadu: czasami jest ich nadmiar, a czasami niedobór - mówi klimatolog. - Duża zmienność opadów staje się coraz bardziej widoczna, co częściowo wiąże się z ociepleniem klimatu. Wszystko dlatego, że w wyższej temperaturze powietrze jest w stanie pomieścić więcej pary wodnej.
Jak dodaje, wzrost temperatury ułatwia też tworzenie komórek burzowych, co może zwiększyć liczbę groźnych zjawisk pogodowych. - Opady z nich mogą być bardzo gwałtowne i powodować powodzie błyskawiczne. Coraz częściej obserwujemy też gradobicia, trąby powietrzne, do ekstremalnych zjawisk pogodowych należy także zaliczyć fale upałów. Nie zapominajmy również o zwiększonym zagrożeniu pożarowym.
- Latem opady w naszym regionie wynoszą około 60 mm na miesiąc - dodaje Wibig. - Jeśli ta ilość spadnie na ziemię podczas co najmniej 5-6 opadów w miesiącu, to gleba jest ją w stanie wchłonąć. Problem polega na tym, że dzisiaj mamy często dwie duże ulewy po 30 mm - gleba nie jest w stanie przyjąć tak dużych ilości opadu na raz, w związku z czym woda spływa do rzek i kanalizacji.
Efektem może być susza i niedobory wody pitnej. Taka sytuacja miała już miejsce w 2019 roku w Skierniewicach. Piotrowski dodaje, że nie pomaga tu słabo rozwinięty system retencji, który nie jest w stanie poradzić sobie z dużymi ilościami wody. Negatywnie na nasz bilans hydrologiczny wpływa też betonowanie miast.
- Susza rozwija się stopniowo. Na początku pojawia się susza meteorologiczna, później glebowa, a jej najbardziej skrajną formą jest susza hydrologiczna, która charakteryzuje się obniżeniem poziomu wód powierzchniowych i podziemnych. Coś takiego mogliśmy zaobserwować na przykład w 2015 roku. Takie zjawiska pojawiały się już wcześniej, średnio raz na kilka lat, ale obecnie częstość ich występowania jest większa - mówi Piotrowski.
Najlepiej widocznym skutkiem ocieplenia klimatu są jednak bezśnieżne zimy.
- W środkowej Polsce średnia temperatura zimą wynosiła kiedyś około -2 stopnie. Ale ponieważ średnia temperatura wzrosła o ponad 2 stopnie, dzisiaj oscyluje ona wokół zera. Przez to już od kilku lat nie mamy stałej pokrywy śnieżnej, co ma poważne konsekwencje w postaci zaburzenia bilansu wodnego. Dodatkowo pokrywa śnieżna zapobiegała wychładzaniu i wysuszaniu gleby. Teraz ziemia jest tej ochrony pozbawiona - tłumaczy klimatolożka.
Choć w przeszłości zdarzały się już lata, w których śnieg utrzymywał się ledwie przez kilkanaście dni (na przykład w 1974 czy 1990), co do zasady przed rokiem 2000 pokrywa śnieżna potrafiła leżeć przez 40, 50 czy nawet 60 dni w roku. Sulejowska stacja IMGW ostatnią surową zimę zanotowała w 2013 - od tego czasu śnieg ani razu nie wytrzymał więcej niż 40 dni.
- Pokrywa śnieżna jest coraz cieńsza, coraz mniej mamy też dni, w których może się utrzymać. Jeszcze w latach 70. czy 80. śnieg leżał na ulicach co najmniej przez kilka tygodni. Dziś utrzymuje się co najwyżej parę dni, a mamy nawet takie lata, kiedy pokrywy śnieżnej nie ma w ogóle - mówi Piotrowski. - W latach 70. zdarzały się sytuacje, gdy z powodu opadów śniegu zamykano szkoły. Tak surowe zimy należą już raczej do przeszłości. Choć kto wie? Nasz klimat jest na tyle nieprzewidywalny, że podobna sytuacja może się jeszcze kiedyś zdarzyć. Ale to będzie absolutny wyjątek, anomalia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Te twarde dowody powinni wykorzystać nasi włodarze i nie podpisywać umów na zimowe utrzymanie dróg. Śnieg , jeśli spadnie, sam się roztopi, tak jak do tej pory, każdej zimy.
Ziemia ma okolo 4.5 miliarda lat, czy autor testu poświęcił trochę czasu, zeby porownac cos wiecej niz pasujace pod teze ostatnie 50lat?
Tymczasem Wielka Brytania pławi się w luksusowym 20to stopniowym słońcu tego lata
Te twarde dowody powinni wykorzystać nasi włodarze i nie podpisywać umów na zimowe utrzymanie dróg. Śnieg , jeśli spadnie, sam się roztopi, tak jak do tej pory, każdej zimy.
Ziemia ma okolo 4.5 miliarda lat, czy autor testu poświęcił trochę czasu, zeby porownac cos wiecej niz pasujace pod teze ostatnie 50lat?
Tymczasem Wielka Brytania pławi się w luksusowym 20to stopniowym słońcu tego lata